Sixers – Bucks 108:123

Sixers grając tym razem już w komplecie, z Benem Simmonsem w pierwszej piątce, mierzyli się z Milwaukee Bucks. Początek spotkania mógł się podobać. Podopieczni Bretta Browna płynnie dzielili się piłką w ataku i nie dopuszczali rywali do łatwych rzutów po przeciwnej stronie parkietu, dzięki czemu utrzymywali się przez dłuższy czas na prowadzeniu. Gospodarzy rozbudziło trochę pojawienie się na boisku ex-philadelphijczyka, Ersana Ilyasovy, jednak trójki Reddicka, Shameta i Muscali skutecznie wybiły im z głowy myśl, o odrobieniu strat jeszcze w pierwszej kwarcie, w efekcie czego na pierwszej przerwie prowadziliśmy: 34:22.

Po niej jednak swój koncert rozpoczęli Antetokounmpo oraz Lopez. Ten pierwszy był nie do zatrzymania dla obrońców z Miasta Braterskiej Miłość, drugi natomiast szalał zza linii trzech punktów.  Efektem był remis, już po 4 minutach gry. Sixers zaczęli się gubić i popełniać proste błędy, dając się wciągnąć w grę gospodarzy, którzy niemiłosiernie karali ich rzucając seryjnie trójki. Ostatecznie po pierwszej połowie na tablicy widniał wynik 64:71.

Trzecia kwarta nie wniosła nic nowego. Gospodarze wciąż straszyli nas swoim najlepszym zawodnikiem, natomiast my tylko drżeliśmy i nie mieliśmy żadnego pomysłu jak zaskoczyć, czy przejąć inicjatywę. (W tym momencie spotkania, autora tekstu naszła myśl, że tak niestety może wyglądać cały ten sezon… Drżymy przed takimi drużynami jak Pistons, w meczu z Bucks jesteśmy bezradni, a przecież to my mieliśmy straszyć  i dominować te niżej notowane ekipy. Naszą grę jak dotychczas ciągnie trzydziestoparoletni weteran, a nie młody trzon.) W międzyczasie od tych luźnych myśli, gospodarze robili z przyjezdnymi co chcieli i przed ostatnią kwartą mieli już 11 punktów przewagi. Niestety w niej losy spotkania się nie odwróciły. Bucks w pełni kontrolowali wydarzenia na boisku, mądrze zmieniając tempo i wybijając Sixers z rytmu. Ciężko tutaj cokolwiek więcej  powiedzieć, bo po prostu wiało nudą. Ostateczny wynik 108:123.

Statystyki:

  • Joel Embiid – 30 punktów, 19 zbiórek
  • Ben Simmons –  14 punktów, 13 zbiórek, 11 asyst
  • J.J. Redick – 19 punktów, 6 asyst

 

3 komentarze

  1. Serek7 napisał(a):

    Wiedziałem, że Bucks z Budenholzerem i po letnich wzmocnieniach będą mocni, ale nie zakładałem, że aż tak. Giannis jest potworem i w końcu ma środowisko, które uwydatnia jego zdolności.

    Z naszej strony nadal nie wygląda to dobrze, ale jako fani wciąż nie mamy na co narzekać, bo jest zbyt wcześnie na oceny. Jeszcze wszystko zatrybi, jestem pewny.

  2. WojtekHandi napisał(a):

    ja tez bym zachowal spokoj poki co, gralismy z ciezkim rywalem na ich parkiecie, czekamy na powrot chandlera, jedyne co mnie martwi to obrona, na tyle meczy co zagralismy kolejna kwarta ze straconymi +40 pkt to sie w glowie nie miesci…

    • kozik napisał(a):

      W II kw to nawet 49 pkt:)

      Bucks zrobili kilka dobrych ruchów w wakacje, ale Mike B. to chyba największe wzmocnienie. Kolejny chętny do top3 na wschodzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *