Sixers – Nets 127:125

Cóż to był za mecz! Mimo słabej gry przez większość meczu, mimo kiepskiej obrony, mimo straty 20 punktów w pewnym momencie, udało się zrewanżować za porażkę sprzed dwóch tygodni! Miałem nieprzyjemność oglądać pierwsze starcie tych dwóch drużyn, zakończone wysokim zwycięstwem gospodarzy. Liczyłem na odpowiedź z naszej strony, choć przez długi czas się na to nie zapowiadało, pokazaliśmy dzisiaj charakter!

Pierwsza połowa spowodowała we mnie uczucie „dejavu”, Nets na tle naszej drużyny wyglądali jak kandydat na mistrzostwo NBA. Przede wszystkim w dalszym ciągu mamy wielki problem z obroną. W zeszłym sezonie mieliśmy trzeci defensywny rating. Obecnie gdyby wstawić piątkę Anwilu Włocławek, to mogłoby się okazać że lepiej sobie radzą na swojej własnej połowie. Który to już mecz, gdzie gracze z piłką robią wszystko co chcą? Russell i Dinwiddie do przerwy mieli 32 punkty. Jako zespół straciliśmy 68 w dwie kwarty! Trzeba zaznaczyć, że popełniliśmy tylko 3 straty, więc nie były to oczka tracone po własnych błędach. Zespołowo zanotowaliśmy niecałe 40% skuteczności z gry, przy prawie 60% gospodarzy.

Po przerwie zaczęliśmy ze zdecydowanie większą agresją, niestety na niewiele to się zdało, gdyż Russell trafiał każdy możliwy rzut. Tego dnia wyglądał jak All-Star. Gdy miał już na koncie 29 punktów, zacząłem sprawdzać ile wynosi jego rekord kariery (40). Po naszej stronie, proste rzuty nie chciały wpadać do kosza, pudłował z półdystansu Butler, spod kosza Simmons, nic nie zapowiadał powrotu w tym meczu. Jednak dobry moment do tego nastąpił gdy D’Angelo usiadł na ławce, udało się zniwelować stratę do -9 punktów, głównie za sprawą Landry Shamet’a, który trafił trzy razy z rzędu za trzy. Niestety, lada moment Nets znowu odskoczyli na +16 oczek, a w rolę kata wczuł się Dinwiddie. Kwarta zakończyła się wynikiem 35 do 34 i przed ostatnią ćwiartką do odrobienia pozostawało 13 punktów.

Na początku czwartej kwarty zobaczyłem to czego oczekiwałem od naszej ekipy, w końcu mogliśmy ujrzeć energię! Mimo że Russell w dalszym ciągu szalał i był nie do zatrzymania, udało się zmniejszyć deficyt do 7 oczek i nawiązać walkę. W najważniejszych momentach to jednak my zaliczyliśmy pudła, a gracze Brooklynu pozostawali ciepli. W meczu trzymał nas tylko Jimmy Butler, który po początkowych problemach ze skutecznością wniósł się na wyżyny swoich umiejętności. Jimmy zdobył 18 ze swoich 34 punktów w czwartej kwarcie oraz zrobił to, po co przyszedł do tej drużyny. Pokazał, że jest game changerem, poniósł na swoich plecach drużynę do zwycięstwa i zanotował już drugi game winner od czasu transferu. Coś pięknego! Gdyby na 5 minut przed końcem spotkania, ktoś by mi powiedział że wygramy ten mecz, to bym nie uwierzył. Butler, Redick, Embiid, robiący swoje Simmons, w końcówce wszyscy zagrali na miarę swojego potencjału. Czemu tak późno? To pytanie na inną okoliczność, dzisiaj cieszę się, że pokazali jaja i wyrwali ten mecz. Największy kozak Jimmy Butler, dobrze mieć Cię w ekipie brachu!

Jimmy Butler 34 punkty/12 zbiórek/2 asysty/4 przechwyty

Embiid 32/12/4/2 bloki

Simmons 13/5/9

Redick 15/4/2

Shamet 16 oczek – rekord kariery!

Po stronie gospodarzy najlepsze wyniki sezonu osiągnęli Russell oraz Dinwiddie, odpowiednio 38 oraz 31 punktów.

5 komentarzy

  1. mick_jones pisze:

    Póki co to wygląda to wyglądamy strasznie słabo w obronie. Graliśmy przez pare minut ciekawym ustawieniem TJ-Redick/Butler-Shamet-Simmons-Chandler. Niestety ani w ataku, a szczególnie w obronie nie było to efektywne. Oglądając ostatnio mecze Sixers widać niesamowity potencjał, szczególnie po przyjściu Butlera od talentu aż kipi. Jednak brakuje jakiegoś spoiwa, które połączyłoby te indywidualności. Embiid i Butler są świetni w izolacji, ale mistrzostwa zdobywają drużyny kolektywne, a nie pojedynczy zawodnicy (2001:/). Jakoś basket grany pod koniec zeszłego sezonu z Illyasovą i Belinellim w rosterze bardziej mnie przekonywał, ale seozon jest jeszcze długi i mam nadzieję, że Brown coś wymyśli żeby poukładać ten zespół. Potencjał jest nawet na finały, ale tymczasem dostajemy 39:25 w q2

  2. mick_jones pisze:

    Totalny brak komunikacji, nasi w obronie wpadają na zasłony tak jakby nikt z drużyny nie potrafił krzyknąć i ostrzec przed zastawą. Pierw TJ teraz Butler, mam nadzieje ze ta sytuacja z Fultzem nie rozsadzi nam szatni i to jakies chwilowe niezorganizowanie ale kiepsko się to ogląda. Z jednej strony nie ma co narzekać bo Brown pewnie testuje jakieś ustawienia i w PO zjedlibyśmy Brooklyn bez większych problemów, ale z drugiej ogląda się to bardzo słabo.

  3. Houdini pisze:

    Mieliśmy być tacy mocni w obronie: Embiid, Butler, Simmons, Chandler, a dostajemy 68 punktów w pierwszej połowie od Nets… Do tego w ataku też gramy bez pomysłu, większość to indywidualne akcje, niby podajemy sobie piłkę z rąk do rąk, ale w żadnym momencie nie zaskakujemy tym przeciwników

  4. hetman3 pisze:

    Znowu się potwierdza że przeciwko nam zawodnik rywala notuje najlepszy mecz sezonu.
    Nie wiem jak oni to wygrali ale 3/4 meczu gralismy tragicznie zwłaszcza w obronie. Zresztą ciezko grać gdy mamy góra 7 zawodników na poziomie. Strasznie płytką mamy rotację a w PO to jeszcze sie pogłębi. Shamet fajny zawodnik ale w PO nie będzie błyszczał.
    Skoro Fultz ma być out to szukałbym jeszcze wsparcia na obwód. Popatrzcie jak ostatnio gra Jeremy Lin. Moze grać jako pg i sg a tankująca Atlanta na siłę go nie bedzie trzymać.
    Ostatnio czytałem wypowiedz Popovicha że Leonard to żaden lider druzyny bo nie ma cech przywódczych. Jak na jego tle wypada Butler? Poziom koszykarski bardzo zbliżony ale to Butler jest kozakiem i w sumie dobrze się stało że gra u nas zamiast Leonrda.

  5. Serek7 pisze:

    Mamy teraz dużo czasu na regenerację, więc mam nadzieję, że na mecz z Raptors będziemy już wstępnie ogarnięci, bo póki co jest chaos. Muszą być 3W z Knicks, Wizards i Grizzlies.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *