Philadelphia 76ers po 1/10 rozgrywek

Za nami osiem spotkań Philadelphii 76ers, czyli około 1/10 sezonu zasadniczego.  Sezonu, w którym Sixers pierwszy raz od 2 lat nie „tankują”, zamiast tego rozwijają dotychczas pozyskane talenty.  Tyle w teorii, bo bilans 0-8 pokazuje, że w praktyce Sixers wciąż „tankują”, tyle tylko, że pod inną nazwą. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że kontuzje Tony Wrotena, Kendalla Marshalla, Roberta Covingtona i teraz Nerlensa Noela nie pozostawiają Sixers dużego wyboru. Terminarz na początku rozgrywek jest na tyle trudny, że druga część sezonu z pełnym składem wygląda dużo bardziej optymistycznie (co niestety nie znaczy, że Sixers zaczną wygrywać mecz za meczem, bo ma to trzeba jeszcze trochę poczekać).

Już po ośmiu spotkaniach można śmiało powiedzieć, że wybór Jahlila Okafora był strzałem w dziesiątkę! Okafor (20.6 ppg, 6.9 rpg) w ofensywie jest zabójczo szybki, ma pełen zestaw ruchów pod koszem i chociaż defensywę musi poprawić, to taka gra debiutującego i młodego centra pozwala wierzyć, że za jakiś czas będzie on dominował na swojej pozycji. Para Okafor – Noel jednak pasuje do siebie i jeśli problemy Joela Embida nie pozwolą mu postawić stopy na parkiecie, to i tak będziemy mogli być spokojni o nasz frontcourt. LA Lakers, którzy zostawili nam Okafora w drafcie, mają czego żałować…

Wielką niespodzianką jest postawa innego debiutanta, T.J. McConnella. Świetne widzenie parkietu, brak egoizmu, kreowanie gry partnerom – zwłaszcza wysokim, dzielenie się piłką i jej chronienie, energia i zaangażowanie mogą świadczyć, że trafił się nam niespodziewany steal. Dwa mecze po 12 asyst i jeden z 13 podaniami zapewniają mu 6 pozycję pod względem średniej asyst (8.3) w całej lidze! McConnell właśnie debiutował (od razu na 5 miejscu) w rankingu „Rookie Ladder” na NBA.com i raczej szybko z niego nie wypadnie. Osobiście oglądanie tego zawodnika sprawia mi dużą frajdę i liczę, że czas jego gry nie ucierpi zbyt mocno wraz z powrotem Tony Wrotena i Kendalla Marshalla. Nieźle jak na zawodnika, który nie znalazł klubu podczas draftu!

Nik Stauskas wprawdzie nie zachwyca skutecznością w ostatnich meczach, ale udowania, że ma „papiery na granie”, potrafi więcej niż tylko rzucać za trzy i Sixers wygrali na jego transferze. Rachaun Holmes i Jerami Grant nie byli widoczni w pierwszych spotkaniach, jednak w następnych Holmes potrafił zdziałać coś pod koszem pod nieobecność Noela, a Grant pokazał, że nie brakuje mu odwagi we wbijaniu się pod kosz i zdobywaniu punktów. Nawet Isaiaah Canaan, na samym początku sezonu słusznie przeklinany przez kibiców, został przesunięty z pozycji głównego rozgrywającego na pozycję rezerwowego rzucającego obrońcy i sprawdza się całkiem dobrze w roli kogoś, kto ma wyjść na parkiet na kilkanaście minut i rzucać za trzy (dwa mecze z pięcioma i sześcioma rzutami za trzy na 50% skuteczności).

Kadrowo Sixers wyglądają wiele lepiej, niż w poprzednim sezonie i wraz z powrotem kontuzjowanych zawodników będą lepiej grali. Mimo braku zwycięstw oglądanie ich spotkań może sprawiać radość. Jeszcze bardziej cieszy fakt, że mamy już na pewno dwie przyszłe gwiazdy (Okafor, Noel) i kilku zawodników, z którymi można wiązać przyszłość lub na których można opierać potencjalne transfery (Stauskas, Covington, Wroten, McConnell, Grant). To o wiele lepsze niż zbiorowisko nikomu nieznanych nazwisk z poprzedniego sezonu. Plan Sama Hinkie’go, chociaż bardzo wolno, to jednak zdaje się działać. 

2 komentarze

  1. sixersfan napisał(a):

    Być może narażę sie wielu kibicom sixers, ale sam jako kibic tej drużyny mam prawo powiedzieć co mi się podoba a co nie. Przede wszystkim nie podoba mi się fakt, że już chyba 3 sezon z rzędu zamiast cieszyć się z lepszej gry sixers, którą odzwierciedlać będzie większa liczba wygranych to tak naprawdę szukamy na siłę pozytywów, gdzie ich raczej po prostu nie ma. Okafor – fakt chyba najlepszy możliwy wybór w ostatnim drafcie, dobrze zaczął, ale w euforie nie popadajmy bo ostatni mecz z OKC, gdzie miał twardych walczaków przeciw sobie, zawodników skupionych głównie na obronie pokazał, jak wiele musi nad sobą pracować. Ten jego balet po atakowanymi obręczami może być dobry na leni w obronie, ale prawdziwych defensorów to trochę za mało, trzeba dodać kg mięśni, tone charakteru, i drugie tyle woli walki. Jednak jest to bardzo młody zawodnik, który rokuje jeszcze lepiej, ale dużo pracy przed nim. McConnel jak na zawodnika nie chcianego przez żaden zespół pokazuje, że miejsce w lidze mu się należy, ale oszukujmy się, drugim Johnem Stocktonem to on nie będzie. Jaremi Grant-wydaje się mieć wszystko aby być dobrym zawodnikiem, brakuje mu jednak czegoś co sprawie, że gra w kosza staje się łatwiejsza-koszykarskiego IQ. Jest szybki, z niezłym rzutem, atletyczny o dobrych warunkach fizycznych??Czego chcieć więcej?? Ano właśnie czegoś tu brakuje, nie bez powodu kilka razy w meczu po jego zagraniach krzyczę „o k…a co on robi!??”. Przy swoich „driveach”pod kosz zachowuje się jakby ktoś mu zasłonił oczy. Zupełnie nie czyta obrony, po prostu wpada pod kosz licząc na swój atletyzm i że gdzieś tam uda mu się wtoczyć piłkę do kosza, albo usłyszeć gwizdek. Efekt taki, że piłka drogi do kosza nie znajduje, a desperackie podanie nie znajdują drogi do adresata, a gwizdek częściej sygnalizuje faul w ataku niż w obronie. Jak narazie dla mnie to jeden z wielu zawodników, który furorę może robić swoimi podniebnymi lotami w Rucker Parku,ale nie na parkietach NBA. Holis Thompson-patrz Jaremi Grant, tylko temu na dodatek brakuje atletyzmu i warunków. Zawodnik mega przewidywalny. JaKarr Sampson-w tym sezonie podoba mi się bardziej nie nie jeden z pozostałych zawodników. Gra bardziej zachowawczo, nie „idzie na żywioł” jak to robił wcześniej. pomimo, że nie jest to zawodnik najwyższego formatu to jednak na tle innych „utalentowanych” zawodników sixers robi jak na razie dobre wrażenie. Stauskass – nabieram przekonania, że nieudany sezon w Kings to nie był przypadek. Skoro nawet w drużynie tak ubogiej w talenty na jego pozycji, drużynie która ma duże problemy, że zdobywanie pkt, drużynie, w której ma zielone światło na rzucanie nie potrafi zdobywać ok 15ppg na solidnym % to faktycznie w pozostałych drużynach nie ma co liczyć na minuty. Ratuje go młody wiek, ale niestety pogrąża słaba obrona. Fakt, że nie kosztował nas wiele pozwala znosic jego słąbą grę (słabą co do oczekiwań, bo w porównaniu z Thompsonem jest o niebo lepsza) Holmes-jak na debiutanta z dalekiego wyboru pokazuje się b. dobrze, ma wyczucie, potrafi się odnaleźć w pomalowanym i potrafi być „we właściwym miejscu o właściwym czasie”. Cannan – jak już pisałem stara się być drugim Iversonem, ale ze słabym skutkiem. Chociaż faktycznie dobrze zrobiła mu zmian na SG. Zawodnik,który naprawdę robi duże postępy i dużo wnosi do gry to NOEL. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się,że jego gra będzie poprawiać się w takim tempie i jestem mile zaskoczony.
    Tegoroczne hasło sixers to „this starts now’. W świetle ostatnich lat, gdzie przegrywanie było na porządku dziennym i każdy się tego spodziewał, baaaa!! niektórzy nawet tego chcieli i się cieszyli!!hasło takie jak to sugeruje odmianę. Jaka może być odmiana od przegrywania?W mojej ocenie wygrywanie, a wygranych jak widać brak i w obecnym składzie raczej nie będzie. Jakich dokonano zmian na plus aby te wygrane w sixers zagościły???? Pozbyto się rozgrywającego, który rozumiał się bez słów z Noelem i tworzyli duet jakiego w sixers dawno nie było. Kogo sprowadzono w jego miejsce??? Kontuzjowanego Marshalla, który świetnie podaje ręczniki i przybija piątki, a tak naprawdę nie wiadomo co pokaże po powrocie. Jego gra jest dla mnie znakiem zapytania. Pozostawiono Cannana przekonanego, że 20 ppg to bułka z masłem. Jak ślepej kurze ziarno trafił się McConell, który w jakiś sposób ratuje pozycje PG. Pozbyto się Luca-jedynego weterana, który potrafił wprowadzić trochę opanowania, ładu i doświadczenia przede wszystkim, do gry młodego i szalonego zespołu. Był to zawodnik, który miał moralne prawo i w sumie też obowiązek opierdolić z góry na dół takiego Granta, który trzeci kolejny raz traci piłkę przy szalonej szarży na kosz. To są „rewelacje” z ostatniego sezonu. Trochę mnie śmieszy doszukiwanie się pozytywów w postawie młodych zawodników, którzy wypromują się w słąbej philly i co bardziej wartościowy złapie kontrakt w innym zespole. Sixers stali się kuźnią talentów, którymi zasilają się inne zespoły. Sixers wygrzebują znikąd zawodników, którzy nie otrzymawszy nigdzie indziej szansy na gre pokazują swoją wartość a następnie odfruwają. Czy notoryczne powtarzanie,że w zespole nie ma zawodników „nie do ruszenia” jest dobre??? W moim przekonaniu nie do końca, bo rodzi w zawodnikach niepewność, brak stabilizacji. To są ludzie, którym nie jest wszystko jedno gdzie grają, z kim grają i dla kogo graja. Ja tu widzę jedną świętą krowę – Sama Hinkiego. Wydajęmi się, że olejnym transferem do którego dojdzie ( jeżeli obecny stan rzeczy się utrzyma) powinien być transfer właśnie sama Hinkiego. Zaczynam również wątpić w geniusz trenerski Browna (ale w sumie ze składem, jaki zafundował mu Hinkie ciężko oczekiwać cudów, chociaż drugiej strony on jako Head Coach też miał chyba coś do powiedzenia przy budowaniu tego składu). Moja opinia na pewno w pewnym stopniu dyktowana frustracją obecnym stanem rzeczy, ale wydaje mi się, że jest tam też ziarno prawdy. Ciężko jest być kibicem sixers ze świadomością, że są kluby w Europie, które by im spuściły Łomot, ale cóż kibicem jest się na dobre i złe. Życzę wszystkim, żeby to pierwsze faktycznie „starts now”.

    • Monty napisał(a):

      Pocieszam się, że to już ostatni rok przegrywania, bo w przyszłym będziemy naprawdę naszpikowani talentem + bardziej doświadczeni. Problem w tym, że to samo mówiło się rok, a nawet dwa lata temu, więc doskonale Cię rozumiem i myślę, że nikomu się nie narażasz tym komentarzem.

      Co nie zmienia faktu, że Sixers są naprawdę lepsi w tym sezonie. Po raz pierwszy od wielu lat obejrzałem wszystkie 9 gier na żywo (i seria trwa dalej) i widzę różnicę w ich grze. Brak doświadczenia, błędy debiutantów i plaga kontuzji oraz ciężki terminarz sprawiają, że nie mają jeszcze wygranych, ale na to przyjdzie czas. Ja wynikami się nie przejmuje, za to w każdym meczu (poza wczorajszym) moje oko cieszy dobra indywidualna gra Okafora, Noela, McConnella lub innych. W tym widzę pozytyw.

      Widzę też różnice kadrowe, bo ta trójka jest naprawdę wartościowa, a gracze typu Stauskas, Wroten, Covington, Grant i może Marshall są godni NBA, w przeciwieństwie do wielu nazwisk z poprzednich lat, którzy w lidze znaleźli się przez pomyłkę.

      Oczywiście są też Thompsony, Sampsony i inne Canaany, których nie chcę w Philly oglądać. Ale jednak wolę patrzeć na te pozytywy, bo ile można narzekać i dołowac się – mimo tragicznego bilansu, porównując skład i grę Sixers z tymi sprzed roku i dwóch, widzę sporą różnicę. To pozwala mi wierzyć, że w przyszłym roku będzie lepiej.

      Ale przyznaję szczerze, że jeśli przyszły sezon zacznie się też od serii 0-9, to wtedy już rozłożę ręce i codziennie będziesz mógł przeczytać na Sixers.pl bluzgi na Hinki’ego ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *