Osobista tragedia Covingtona

Robert Covington przed meczem z Cavaliers dowiedział się o tragicznej śmierci swego przyjaciela, który został śmiertelnie postrzelony. Miał 29 lat.

Mimo osobistej tragedii RoCo po rozmowie z Brettem Brownem zdecydował się zagrać w meczu z Cleveland, jednak na boisku nie był sobą, rzucając ze skutecznością 0/9 zza łuku (!) oraz 1/2 za dwa punkty. Ostatni raz nie trafił w meczu rzutu za trzy punkty 24. marca tego roku.

– To był jeden z tych gości, którzy są przy tobie niczym starsi bracia. Gdy nie było go obok mnie i tak regularnie podnosił mnie na duchu gdy tylko rozmawialiśmy. Był osobą, która nieustannie pchała mnie dalej. To wielkie nieszczęście, że odszedł. Ciężko sobie z tym poradzić. Nigdy nie jest łatwo stracić kogoś, z kim się dorastało – przyznał Robert.

– To będzie ciężkie kilka dni, a kolejny mecz już w środę. Mam nadzieję, że uda mi się odciąć i wrócić z innym nastawieniem – dodał.

W środę Sixers podejmą u siebie ekipę Wizards. Występ Covingtona stoi pod znakiem zapytania, gdyż nie wiadomo, kiedy odbędzie się pogrzeb jego przyjaciela.

7 komentarzy

  1. Lygq007 napisał(a):

    Witajcie. Zupełnie nie w temacie pytanie dla dłuższych stażem kibiców Sixers. Rok 2001 trafiamy do finałów NBA. Zespół jest na topie. Bezkonkurencyjnym liderem jest Iverson. Niestety w następnych latach nie udaje się powtórzyć sukcesu. Dokładane są kolejne ogniwa – van Horn, Robinson, Webber …i nic. Dlaczego się nie udawało? Czy AI nie potrafił grać z innymi gwiazdami? Czy to był jego zespół? A może to kwestia Zarządu klubu? Co o tym myślicie?

    • Monty napisał(a):

      Skomplikowany temat, złożyła się na to seria niefortunnych zdarzeń, możnaby długą rozprawkę napisać. Tak w skrócie…

      Już sezon 2001/02 rozpoczął się od plagi kontuzji, która jakiś czas prześladowała zespół. Niestety w Sixers zabrakło Pata Croce’a, który jako jedyny rozumiał jakim zawodnikiem jest Iverson i jak należy wokół niego budować skład. Nowy zarząd zaczął błyskawicznie rozmontowywać skład, który moim zdaniem miał jeszcze szansę próbować powtórzyć sukces z sezonu 2000/01 w następnych 2-3 sezonach (największym błędem było tu szybkie pozbycie się Snowa i Mutombo). Jak wiemy odszedł też trener Brown i po pozbyciu się Snowa nowi trenerzy automatycznie grali Iversonem na PG. To był gwóźdź do trumny, bo o ile AI był wybitnym SG, to już nie można tego powiedzieć o jego grze na pozycji PG pod względem kreowania zespołu (jakby spojrzeć na sukcesy drużynowe Iversona, to kiedy grał na SG to jego kariera pięła się w górę, jak tylko został przesunięty na PG to sukcesów było coraz mniej). Wspomniałem już o odejściu Croce’a, to było błędem (niby sam o tym zadecydował ale po latach wyszło, że nie mógł dogadać się ze Snyderem, który coraz bardziej go ograniczał), ale kolejnym błędem było zatrudnienie na jego miejsce clowna Billy’ego Kinga, który był słabym GM’em, który nie rozumiał Iversona, który miał dobre chęci sprowadzić druga gwiazdę do klubu, ale za każdym razem stawiał na zawodników, którzy po pierwsze byli u schyłku karier (Webber, Robinson, Coleman), lub po kontuzjach (Webber i bodajże van Horn), na dodatek w ogóle nie brał pod uwagę jak dany zawodnik będzie odnajdywał się na boisku z Iversonem (nie do końca wychodziło to Kukocowi, van Hornowi).

      Podsumowując, odejście wybitnego GM’a/prezydenta klubu, odejście wybitnego trenera, przesunięcie pozycji Iversona, zły nowy GM decydujący się na serię nietrafionych transferów i plaga kontuzji – to wszystko strasznie pechowo nałożyło się na siebie na przestrzeni zaledwie 2-3 sezonów i niestety Sixers już do finałów nie powrócili. Gdyby nie wyjątkowe szczęście do naprawdę trafionych wyborów w drafcie, to pewnie zabrakłoby nawet awansu do PO.

      • Paweł CD3D napisał(a):

        Oprócz wspomnianego przez ciebie tercetu Van Horn, Robinson i Webber, warto wspomnieć też o Jamalu Mashburnie, który nigdy nie zagrał w Sixers nawet minuty (trafił do drużyny jako salary dump, będąc już kontuzjowanym).

        Pamiętam, że mimo to, że teoretycznie wiadomo było, że nigdy nie zagra, każdy po cichu na to liczył…

  2. ajverson napisał(a):

    28 „zarządzających” co roku jednak nie wie więc to nie takie proste żeby użytkownik forum odpowiedział w kilku zdaniach jak zrobić żeby zagrać w finale ;)

  3. Mansky napisał(a):

    W sprawie wypowiedzi Lygq007 – przypomniało mi się jak kiedyś pewien Pan, o bodajże nicku „xyz” co jakiś miesiąc/dwa prowokował ‚nibydyskusje’ o Iversonie i Kobe Bryantcie, wychwalając tego drugiego, jednocześnie jadąc Allena jakby co najmniej w polskiej lidze grał :D To były czasy… Pamięta ktoś?

    • Monty napisał(a):

      Pamiętam! :D Ale to było nic w porównaniu na ciągłych starć na linii fani Kobasa vs. fani Iversona na forach e-nba/e-basketu. Ludzie wtedy chyba mieli nadmiar czasu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *