NBA All-Star Game 2018: 148:145 dla Team LeBron!

Drużyna LeBrona Jamesa wygrała z ekipą Stepha Curry’ego 148:145 w 67. All-Star Game. Mecz zgodnie z zapowiedziami zawodników był pełen rywalizacji i choć gra defensywna była na zdecydowanie niższym poziomie niż w trakcie meczów NBA, to dzisiejsza potyczka z pewnością mogła podobać się fanom. Było to święto koszykówki, w trakcie którego mogliśmy podziwiać popisy największych gwiazd NBA.

Joel Embiid zaliczył bardzo udany debiut w ASG rzucając aż 19 punktów na skuteczności 6/9 za dwa punkty oraz 2/4 za trzy. Zebrał do tego 8 piłek a także zaliczył asystę, przechwyt i dwa bloki. A to wszystko w trakcie 20 minut gry! Warto zaznaczyć, że pierwsze 5 punktów spotkania zdobył właśnie center Sixers. JoJo był dziś pewnym punktem po obu stronach parkietu i pokazał, że w pełni zasłużył na obecność w pierwszej piątce.

MVP spotkania został LeBron James, który był dziś prawdziwym liderem swojej ekipy. W trakcie 31 minut zdobył 28 punktów, zebrał 10 piłek oraz rozdał 8 asyst. Zagrał na skuteczności 8/9 za dwa punkty oraz 4/8 za trzy.

Zawodnicy Team Stephen zdecydowanie częściej stawali na linii rzutów wolnych (22:6) oraz wygrali na tablicach (68:49), jednak nie wystarczyło to, by pokonać grających na świetnej skuteczności (52% vs 44%) kolegów LeBrona.

9 komentarzy

  1. Wilt100 pisze:

    „On Sunday, I expect to go harder,” Embiid said after playing just eight minutes in the Rising Stars game Friday. „I’m going for that MVP. Guys better make sure they find me because I’m looking to have a good game.”

  2. hetman3 pisze:

    Nie wierzę że dopuszczą JoJo do głosu w tej szopce. Za dużo tam Hardenów, Westbrooków i Antetukuompów. Będzie uzależniony od podań innych zawodników a z tym moze być różnie. Jego styl gry jest efektowny ale nie na taki mecz bez obrony. Embiid woli się upychać pod koszem lub jakieś piwoty a tu mu będą schodzić z drogi.

  3. Wilt100 pisze:

    Kilka lat nie oglądałem ASG i przyznam że jestem zauroczony pierwszą połową. Jest jakaś namiastka obrony, nawet jak na luzie to widać rywalizację. Biid trójka i zaraz potem blok na Westbrooku to combo tej części meczu. Widać że Joel jak tylko siada na ławce to tęskni za parkietem.

  4. Monty pisze:

    Świetny mecz (nie wierzę, że to piszę!!!), zabawa, widowisko, ale też walka, obrona i determinacja. Warto obejrzeć.

  5. sznida pisze:

    Wydaje mi się, że powoli na ASG przestają być powoływani zawodnicy z okresu kiedy chcieli się tylko zabawić i zastępują ich gracze, dla których liczy się też rywalizacja. Nie wyobrażam sobie np takiego Embiida, który miałby robić krok w bok w obronie, żeby tylko nie popsuć ładnej akcji rywali

  6. Mess pisze:

    Mam wrażenie, że poziom żenady został osiągnięty rok temu akcjami typu – Curry kładący się na podłodze przed biegnącą kontrą. Silver i inni geniusze widocznie stwierdzili, że takiej szopki naprawdę niewiele osób chce oglądać, dlatego postanowili coś z tym zrobić. W końcówce zamiast „tradycyjnego” mini konkursu wsadów była chwila naprawdę dobrego i zaciętego meczu co musiało się podobać.To co podoba mi się w Embiidzie – może jest śmieszkiem i trollem jakich mało w tej lidze, ale na boisku nie ma z nim żartów, niezależnie od stopnia rywalizacji. Patrząc na młodych zawodników takich jak właśnie Joel, Giannis, KAT, Simmons itd. i ich charakter wydaję mi się, że jak oni dojdą do głosu całkowicie to przed ASG będą lepsze czasy.

    • arox71 pisze:

      100% prawdy.

      • Kozik pisze:

        Czy 100%? W all star masz ciągle najlepszych i najbardziej widowiskowych zawodników i nikt mi nie powie, że Harden, Steph czy Russ błyszczą po defensywnej stronie parkietu. Owszem są 2way perełki jak PG, Jimmy, Klay czy YoYo ale stopujmy z pisaniem, że poziom defensywy skoczył do góry. Serio, c’mon. Rzucili prawie 300 pkt…? Gdyby ASG faktycznie polegało na obronie to w meczu graliby ludzie pokroju Andre Robertsonsa czy Dannyego Greena. Najważniejsze jest jak pisaliście po prostu zaangażowanie. I nie musisz być DPOY, wystarczy jak się przyłożysz, a nie położysz:)

        • Mess pisze:

          Poziom defensywy poszedł do góry bo się ona pojawiła, w poprzednich latach nie istniała. I to o czym pisałem to właśnie zaangażowanie którego było brak a teraz się pojawiło. Embiid, Giannis etc. podnoszą poziom swoim zaangażowanie i współzawodnictwem. Tymczasem osobą która najbardziej się ośmieszyła w mojej opinii podczas całego weekendu był właśnie wspomniany Curry ( kapitan drużyny), który sprawia wrażenie takiego, dla którego wymarzoną scenariuszem na ten mecz jest właśnie wygłupianie się, leżenie na podłodze podczas kontry, czy jak w tym roku wpieprzanie popcornu na ławce. Ogólnie rzeczy może co po niektórych śmieszące ale niechętne do oglądania przez bardziej doświadczonych widzów .Tymczasem jeśli chodzi o wartość sportową zaliczył najgorszy występ spośród wszystkich zawodników, 4/14, 6 strat, zepsuta ostatnia akcja. Podsumowując moje zdanie w tym temacie… Pokolenie LeBrona i poLebronowe stworzyło z meczu gwiazd szopkę. Dwight Howard, LeBron, Curry i kilku innych traktujących to wydarzenie jako arenę do porobienia sobie jaj. Gdy główny głos podczas ASG mieli Iverson, Carter, T-Mac czy Koby ( który mam wrażenie, że w swoich ostatnich występach w ogóle nie brał z tego przyjemności) widać było to współzawodnictwo nie mówiąc już o wcześniejszych latach. Kto wie, może właśnie wymienieni przeze mnie zawodnicy sprawią, że ten duch wróci? Mam wrażenie, że Simmons i Embiid już teraz zaburzyli pewną hierarchię i ład, który panował w ostatnich latach, rzucili z miejsca wyzwanie najlepszym. Kiedy ostatni raz widzieliście sytuację jak ktoś wchodząc do ligi stawia się w taki sposób jak Embiid Westbrookowi, Simmons DeRozanowi, sprawiając, że Ci tracą nad sobą kontrolę? Gdy w lidze panuję taka atmosfera, taka rywalizacja, zawodnicy nie przepadają za sobą ale się szanują – to i na meczu gwiazd jeden przed drugim nie będzie się kładł a za czym idzie poziom widowiska pójdzie do góry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *