I runda play-offs: Philadelphia 76ers (3) – Miami Heat (6)

Już dzisiaj o 2. w nocy polskiego czasu początek pierwszej rundy play-offs. Oficjalnie wiadomo, że Joel Embiid opuści pierwsze spotkanie (wciąż nie wiadomo jednak, kiedy wróci do gry), natomiast J.J. Redick zagra; odpoczywał jedynie w ostatnim meczu sezonu zasadniczego z powodu bólu pleców, który dokucza mu od jakiegoś czasu.

Przytłaczająca większość ekspertów z Polski i USA typuje stosunkowo łatwe zwycięstwo Sixers, najczęściej w sześciu meczach (ewentualnie w pięciu). Sixers są na fali po 16 kolejnych wygranych, jednak pamiętajmy, że play-offs, to nie sezon regularny.

 

 

Sixers są świetnie zgranym zespołem, prezentującym skrajnie zespołową koszykówkę opartą na możliwie jak najczęstszym ruchu piłki (drugie miejsce w NBA w średniej asyst!) oraz bazującym na częstych rzutach za trzy punkty. To jeden wielki organizm, wzajemnie sobie pomagający, gdzie każdy z zawodników uzupełnia się i zna swoją rolę na parkiecie. Ale Philadelphia jest również jednym z najmłodszym zespołów w lidze. Nasze największe gwiazdy – Simmons, Embiid, Saric, Fultz, Covington – zadebiutują w rozgrywkach posezonowych. Podobnie jak trener Brett Brown. Poza J.J.Redickiem i Marco Belinellim nikt nie ma poważniejszego doświadczenia w play-offs.

 

Ludzie będą mówić, że to inny poziom, krok dalej, bardziej siłowa gra, zupełnie inny poziom. Ale ja wychodząc na parkiet będę grał tak jak zawsze gram. Będę znajdywał kolegów, umożliwiał im oddawanie czystych rzutów, robił to co potrafię – Ben Simmons.

Z kolei Heat, pod wodzą doświadczonego Erika Spoelstry, są także świetnie funkcjonującą maszyną. Podobnie jak u nas zespół z Heat to jeden, dbający o swoje dobro organizm, drużyna zbudowana na „własnych” gwiazdach, a nie oparta na wielkich nazwiskach sprowadzonych z innych klubów. W przeciwieństwie do Sixers, zespół z Florydy gra wolniejszą, bardziej ułożoną koszykówkę. Jakie są więc kluczowe elementy do ugaszenia „Żarów”?

 

PO PIERWSZE: Kluczem do wygranej jest narzucenie i kontrolowanie własnego tempa gry. Czy Sixers są zespołem na miarę Warriors, który każdemu narzuci swoje tempo i nawet w play-offs utrzyma swój styl gry, niszcząc zabójczymi kontrami i rzutami za trzy Heat? Czy to Miami raczej uspokoi grę, w której Sixers nie do końca będą mogli się odnaleźć? Wyobraźmy sobie twardą, zaciętą obronę w play-offs, fizyczniejszą i wolniejszą grę: Sixers pudłują trójkę za trójką, wpadają we frustrację, problemy z koncentracją i komunikacją, a strata goni stratę jak na początku sezonu… Lepiej o tym nie myśleć, ale w przypadku młodego i niedoświadczonego zespołu jak Sixers jest to realne zagrożenie. Jak pisałem na początku teksu – Sixers są w tej chwili na fali, ale wystarczy sobie przypomnieć ledwo wygrany mecz z Cleveland Cavaliers, gdzie w drugiej połowie filadelfijczycy stracili ponad 30-punktowe prowadzenie, bo Cavaliers narzucili im własne tempo i styl, ograniczyli trojki i wymuszali złe podania. Pozostaje pocieszenie, że Heat jednak nie mają w składzie LeBrona Jamesa!

PO DRUGIE: Sixers z kolei w tej chwili nie mają Joela Embiida. Ani Amir Johnson, ani Richaun Holmes nie będą godnymi przeciwnikami dla dominującego pod koszem Hassana Whiteside’a. Tutaj upatruję dużą niewiadomą – przedłużające się pauzowanie Embiida może zdecydowanie ułatwić Heat zadanie i sprawić nam przykrą niespodziankę.

PO TRZECIE: Ostatnim kluczowym elementem będzie gra Bena Simmonsa. Nasz debiutant gra genialnie w ostatnich tygodniach, więc celem Heat będzie przystopowanie go. James Johnson, Justin Winslow i Josh Richardson będą wylewać z siebie siódme poty by zatrzymać Simmonsa. Czy ten wytrzyma taka presję? Czy w przypadku podwajania zachowa zimną krew, czy (wreszcie) wpadnie na tzw. „rookie wall”?

 

Mecze Sixers – Heat z sezonu zasadniczego:

  • Heat – Sixers 97:103 (przeczytaj naszą RELACJĘ)
  • Heat – Sixers 102:104 (przeczytaj naszą RELACJĘ)
  • Sixers – Heat 101:102 (przeczytaj naszą RELACJĘ)
  • Sixers – Heat 99:108 (przeczytaj naszą RELACJĘ)

 

Jak widać, w starciu Sixers z Heat mamy więcej pytań, niż odpowiedzi. Dwa pierwsze spotkania powinny rozwiać wszelkie wątpliwości, a ogromnym atutem Sixers będzie wywalczona przewaga własnego parkietu. Eksperci stawiają na Philadelphię, osobiście mój entuzjazm nie jest aż taki duży. Moim zdaniem ta seria to koszmar dla typerów i bardzo wiele zależy od daty powrotu Joela Embiida. Jeśli zobaczymy Kameruńczyka już w drugim lub trzecim spotkaniu, to spodziewałbym się wyniku 4-2 na korzyść Sixers. W przeciwnym razie nie będzie dla mnie żadnym zaskoczeniem, jeśli to gracze z Heat przejmą inicjatywę i wyjdą z tego pojedynku zwycięsko.

1 komentarz

  1. mick_jones napisał(a):

    Kolejny świetny art, jestem pod wrażeniem. Priorytetem będzie zastopowania Jamesa Johnsona, bo chłop jak się podpali to jest w stanie rzucić 6 trójek w jednej kwarcie, do tego broni też solidnie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *