J.J. Redick – cichy bohater końcówki sezonu?

Gdy przed sezonem dowiedzieliśmy się, że biały strzelec trafia do nas na jednorocznym – wysokim kontrakcie, większość osób była zadowolona z tego ruchu. Kontrakt, który nie obciąża nas na wiele lat oraz sprawdzona, pewna ręka zza 7,24 w drużynie. Ja osobiście byłem bardzo szczęśliwy, od lat śledzę i obserwuję graczy pokroju Redicka, Korvera czy też Thompsona, których zadaniem jest rozszerzanie obrony i zdobywanie punktów bez nadmiernego przetrzymywania piłki. Wszyscy znamy plusy tego gracza, jak również zdajemy sobie sprawę z tego, że jest słabym punktem w obronie. Wiele razy w trakcie sezonu narzekaliśmy na jego indolencję po bronionej stronie parkietu, w dodatku często tracone piłki podburzały dyskusję na jego temat. Postanowiłem bliżej przyjrzeć się, jak w trakcie sezonu zmieniła się jego gra, wraz z progresem całej drużyny.

Gdy w Święta Bożego Narodzenia biliśmy się w morderczym pojedynku z Knicks, nasz bilans wynosił 15-18 – obie rzeczy wydają się teraz mało wiarygodne, ale tak było faktycznie. W tamtym okresie J.J.  spisywał się mocno w kratkę, w jednym meczu potrafił odpalić i trafić 6 trójek na dobrej skuteczności, by w następnym zakończyć 1 na 9. Od kogoś kto wspaniale spisywał się w ułożonej grze Clippers, oczekiwaliśmy z pewnością więcej. Od stycznia gra 76ers uległa jednak znacznej poprawie, a forma Redicka wystrzeliła w górę. W tamtym miesiącu trafiał znakomite 51,6% rzutów za trzy, a średnia punktów na mecz wynosiła 19,6. Niestety wtedy przyplątała się kontuzja nogi, przez którą zagrał tylko w pięciu spotkaniach. Po powrocie w lutym znowu miał problemy z regularną formą, a jego statystyki spadły do niecałych 14 punktów na mecz.

Wtedy do drużyny wskoczyli Belinelli, a krótko po nim Ilyasova, a zespół jak za dotknięciem magicznej różdżki przemienił się w contendera (należy im się osobny wpis). To był z pewnością przełomowy moment obecnego sezonu, rotacja zrobiła się głębsza, możliwości w ataku zrobiło się mnóstwo, a gra wszystkim stała się łatwiejsza. Simmons ma jeszcze więcej miejsca do penetracji, a nasi strzelcy na tym korzystają. Tak też się stało w przypadku Redicka. W marcu jego skuteczność za trzy wynosiła 45,3%, by w kwietniu wzrosnąć do rekordowego 52,3% ! Cały sezon zasadniczy zakończył na 15 miejscu w NBA ze średnią 42,0%. My kibice, po prostu musimy sobie zdawać sprawę z tego, że forma strzelca jest w dużej mierze zależna od formy całego zespołu. J.J.  to nie jest gracz, który sam pociągnie zespół do wygranej, on będzie działać prawidłowo, jeśli cały mechanizm będzie spisywał się bez zarzutów. Zwróćmy też uwagę, że bardzo często jego rzuty nie są oddawane ze statycznych pozycji, większość akcji podejmuje w sytuacji catch and shoot w pełnym biegu, po serii zasłon. 90% jego rzutów za trzy jest asystowanych przez kolegów, z rogów boiska trafia bardzo dobre 49%.  Gdy się go zostawi samego, wtedy jest spora szansa że 9 na 10 rzutów zakończy się powodzeniem, to powoduję, że zawodnik drużyny przeciwnej praktycznie musi być do niego przyklejony po silnej stronie piłki. Poprawił się też bardzo jako gracz podający, a 3 asysty na mecz to najwięcej od czasów gry w Orlando. Dla mnie sławna już stała się akcja w której JJ udając, że biegnie na hand-off z wysokim graczem, stawia zasłonę w plecy kryjącemu centrowi, otwierając prościutką drogę do kosza Embiidowi/Johnsonowi. Dodajmy do tego ponad 90% skuteczności z wolnych, co bardzo przydaje się w końcówkach, gdy nasi zawodnicy muszą być faulowani.

A co z obroną? W obronie możemy się cieszyć, że mamy RoCo, Simmonsa i innych specjalistów od defensywy. J. J.  zazwyczaj dostaje do krycia strzelców biegających po zasłonach, brak atletyczności stara się nadrabiać mądrym ustawianiem. Zespołowo nasi przeciwnicy mieli najniższą w całej lidze skuteczność rzutów z gry, a skoro Redick spędza na parkiecie średnio 30 minut, jego negatywny wpływ na obronę nie jest aż tak duży. Potwierdza to zresztą współczynnik +/-, gdyż z nim na parkiecie na 100 posiadań jesteśmy lepsi od przeciwnika o +7,4.

Każdy indywidualnie oceni przydatność Redicka po sezonie. Dla mnie trzeba zaproponować mu dwuletni kontrakt wart około 16 milionów i liczyć na to że zostanie z nami. W moim odczuciu spełnił pokładane w nim nadzieje i jest jedną z cegiełek, dla których tegoroczny the process zakończył się powodzeniem. Teraz tylko trzymam kciuki, żeby po takiej laurce J.J.  dzisiaj mnie nie zawiódł i kilka razy spalił siatkę w meczu z Heat!

3 komentarze

  1. hetman3 napisał(a):

    Obecność Redicka w naszym skłądzie w przeciagu całego sezonu trzeba ocenic na duzy plus. Wiadomo były lepsze i gorsze mecze ale takiego kogoś nam było trzeba. Te jego trojki w biegu to poezja.
    Proponujesz 16 mln za sezon czy za dwa? Mysle że przede wszystkim bedzie szukał dłuzszego kontraktu, ja bym to widział tak 36/3 ostatni rok opcja zespołu. Pamietajmy że trzeba bedzie wcisnąc Fultza do pierwszgo składu.
    Pamietacie jak nasza ławka wyglądała 2 miesiace temu? TJ, Luwawu, Anderson, Amir, Booker. W ktoryms meczu kilka akcji pd rząd nie potrafili oddać rzutu. A teraz to jakaś bajka chyba nie ma lepszej rotacji w całej lidze.

    • WOJTEKHANDI napisał(a):

      Na 2, pytanie czy dla niego to by było wystarczająco, wiele też pewnie zależy od tego jak w tym roku skończymy ;)

  2. Serek7 napisał(a):

    16/2 byłoby idealne, bo pozwoliłoby zachować również Ilyasove i Belinelliego bez zbytniego obciążania salary cap. 36/3 to jednak trochę dużo… Z powodu wieku nie dawałbym więcej niż 10 na sezon.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *