Sixers – Heat 104:91

Stało się! Zawodnicy Philadelphii 76ers postawili przysłowiową kropkę nad „i” wygrywając w piątym meczu pierwszej rundy playoff z Miami Heat 104 do 91. Tym samym meldują się oni w drugiej serii rozgrywek po raz pierwszy od 2012 roku, w której zagrają przeciwko Celtics lub Bucks (obecnie 3:2 w serii dla Bostonu).

Już przed spotkaniem wydawało się, że graczom z Miasta Braterskiej Miłosci będzie tego wieczoru łatwiej o zwycięstwo. Nie dość, że prowadzili w serii 3:1 i wracali do własnej hali, to jeszcze ze składu Heat, na skutek kontuzji, miał wypaść Josh Richardson, który, jak pamiętamy, napsuł nam dużo krwi podczas meczu numer 4. Ostatecznie jednak Amerykanin był zdolny do gry od pierwszej minuty, więc pierwsze piątki obu drużyn wyglądały następująco:

Philadelphia: Ben Simmons, J.J. Redick, Robert Covington, Dario Saric, Joel Embiid.

Miami: Goran Dragic, Tyler Johnson, Josh Richardson, James Johnson, Hassan Whiteside.

Spotkanie od celnego rzutu za trzy rozpoczął Redick, czym dał znak do ataku swoim kolegom. Już po kilku akcjach Sixers wypracowali sobie kilku punktową zaliczkę. Serca kibiców zgromadzonych w hali, stanęły na moment, gdy Ben Simmons został podcięty w powietrzu przez Richardsona i przekoziołkował lądując niebezpiecznie na plecach. Na szczęście Australijczykowi nic poważnego się nie stało i był w stanie kontynuować spotkanie. Pomimo dobrego startu, mniej więcej w połowie pierwszej kwarty Sixers złapali zadyszkę, skutkiem czego był zryw rywali 8:0 i pierwsze prowadzenie tego wieczoru. Wejście rezerwowych pozwoliło gospodarzom odrobić minimalne straty i do końca kwarty oglądalismy wyrównana grę kosz za kosz. Ostatecznie po syrenie na tablicy widniał wynik 23:21 dla Sixers.

Druga ćwiartka niespecjalnie zmieniła obraz gry. Rezultat wciąż oscylował w okolicach remisu, a obie drużyny walczyły twardo o każde oczko. Dobrze ukazywały to statystyki celnych rzutów, gdzie żadna z drużyn nie była w stanie trafić chociaż 40% swoich prób. Co mogło cieszyć, podopieczni Bretta Browna nie urządzili sobie ponownie festiwalu strat. Nie znaczy to oczywiście, że problem zniknął całkowicie, bo w pierwszej połowie uzbierali ich ostatecznie 7 (przy 6 Miami), lecz jest to zdecydowanie lepszy wynik niż w poprzednim spotkaniu. Do szatni obie ekipy schodziły z niedosytem, bowiem mieliśmy remis po 46. Wyróżniającymi się graczami na parkiecie byli Simmons, Embiid oraz Dragic, którzy jako jedyni podczas tych 24 minut gry, uzyskali dwucyfrowe zdobycze (odpowiednio 10, 11 i 10 pkt).

Zaraz na początku drugiej połowy byliśmy znowu, świadkami brzydkiego faulu na Simmonsie. Tym razem winowajcą był Dragic, który po stracie uderzył rywala w tył głowy. Słoweńcowi się upiekło, bo arbitrzy nie zdecydowali się nawet obejrzeć powtórki, do czego przekonywał ich trener Brown. Nieczysta gra rywali rozjuszyła jedynie Philadelphijczyków, którzy odpowiedzieli serią punktów i wyszli na ponad 10 punktowe prowadzenie. Obudził się Saric, który w pierwszej połowie ani razu nie znalazł drogi do kosza, a cała drużyna świetnie broniła, nie pozwalając przyjezdnym na łatwe rzuty. Efektem tego wszystkiego było wygranie kwarty 34 do 20, a kibice zgromadzeni w hali Wells Fargo Center po cichu szykowali się już do świętowania.

Feta trwała już praktycznie całe ostatnie 12 minut gry. Po 180 sekundach ostatniej kwarty przewaga Sixers wynosiła prawie 20 oczek.  „Żary”, biorąc pod uwagę dyspozycje Sixers w ostatnich kwartach tej serii, mógł uratować tylko cud. Cud, w który chyba pomimo starań nie wierzyli już nawet sami zawodnicy i najwierniejsi fani z Florydy.

Najwięcej oczek dla zwycięzców zdobył J. J. Redick (27), a oprócz niego dwucyfrowe zdobycze uzyskali również: Embiid (19 + 12 zbiórek), Simmons (14 +10 zbiórek, 6 asyst), Belinelli (11), oraz Covington (10).

 

 

 

18 komentarzy

  1. WojtasHandi napisał(a):

    bardzo dobra obrona w pierwszej połowie nie wpływa na wynik, w ataku nie potrafimy złapać jakiegokolwiek rytmu niestety…

  2. ben4president napisał(a):

    Martwi mnie nasza skuteczność zza łuku w 1 połowie…

  3. Ajverson napisał(a):

    Czemu? Siepią tak co 2 mecz. Już mi się nawet nie chce denerwować.

  4. WojtasHandi napisał(a):

    ktoś mi powie skąd się wziął ten przestój w q4 ?

  5. WojtasHandi napisał(a):

    mamy to !!!!

  6. sznida napisał(a):

    Jako pierwsza drużyna na wschodzie mamy awans. Dobrze, że BOS-MIL będą mieć przynajmniej jeden mecze jeszcze, a dobrze by było jakby ta para skończyła się w 7 grach. Zawsze to kilka dni więcej na odpoczynek, kilka dni więcej aby w spokoju popracować na treningach, co przy trwającym sezonie jest utrudnione. Kilka dni takiego odpoczynku może też wzbudzić w zawodnikach głód gry. Mamy taką szansę na awans aż do samego finału, że szkoda by było tego nie wykorzystać. W następnej rundzie zapewne trafimy na BOS, który przez kontuzje nie jest aż tak groźnym przeciwnikiem, w finale konferencji albo CAVS albo TOR. CAVS są w grze w zasadzie tylko dzięki LBJ, a mistrzostw nie zdobywa się jednym zawodnikiem, natomiast TOR już pokazali, że nie są drużyną PO

  7. Kozik napisał(a):

    Btw widzieliście jak Ollynyk uderzył Jojo w maskę? Czy tylko mi się wydaje, że zrobił to celowo?
    Lubiłem Kellyego, ale jak zrobił to celowo, to była to bardzo tania zagrywka..

    • WojtasHandi napisał(a):

      bardziej wkurzyło mnie zagranie Dragica, który na oczach sędziego pracnął w głowę Bena i dostał tylko technika

      • Kozik napisał(a):

        Dragic „tylko” pacnal, chamskie to, ale nosa by nie połamał, zresztą to było chyba w tył głowy?
        Ja piszę o ataku na wcześniej dwukrotnie złamany oczodół, świeżo po leczeniu. Na gościu grającym w masce ograniczającej widoczność i komfort gry. C’mon, jaka trzeba być p**** żeby celowo uderzyć w twarz gościa o którym wiesz, że ta twarz ma połamaną?

        • WojtasHandi napisał(a):

          z pewnością masz rację…pytanie tylko ile celowości było w jego zagraniu ? ale tak jak piszecie seria brudna i fizyczna ze strony Miami, w sumie się cieszę że z czymś takim się mierzyli od razu, tak to walka z Bostonem mogłaby być zbyt wielkim szokiem, a tak dobre starcie już za nimi ;)

          • Kozik napisał(a):

            Boston chyba nie jest aż tak „fizyczny” jak Miami. Heat mają jednak więcej cm i kg, za to Celtowie na pewno mają lepsze schematy defensywne. Do tego mają z powrotem Smarta, wczoraj np dwa razy zablokował Giannisa i mial 4 steale.

  8. Mess napisał(a):

    Cała seria w wykonaniu Heat była pełna nieczystych zagrywek. Tym bardziej szacunek dla naszych zawodników, że ani razu nie dali się sprowokować. Gdy po faulu Covingtona na dragicu w poprzednim meczu Johnson najpierw rzucił się na RoCo a później na Simmonsa, Ci tylko się uśmiechali ignorując gościa, mimo że ten szukał większej awantury. Akcja o której pisał Kozik czy Wojtas, czy ta z Johnsonem albo faul na Simmonsie Richardsona po którym mógł skończyć naprawdę źle – gracze Heat wzbudzili u mnie bardzo dużo niechęci, tym bardziej szacunek dla tych młodych gości którzy się nie dali wciągnąć i czysto koszykarską jakością wygrali serię.

  9. Monty napisał(a):

    Świetne czasy dla nas, fanów, po tylu chudych latach. Najbardziej z meczu podobało mi się, jak T.J. naśladował „strzelanie” Embiida, bo takiej atmosfery jaka tam teraz jest nie widziałem chyba nigdy, odkąd kibicuje 76ers.

  10. sad napisał(a):

    Czemu Fultz znowu nie grał? Bo chyba mi coś uciekło.

    • WojtasHandi napisał(a):

      niestety ciężko oczekiwać po nim dużej roli w playoff po takim sezonie, coach brown musi wybierać pomiędzy TJem a Fultzem, sam nie wiem na kogo bym stawiał…

      • Sixersfan napisał(a):

        TJ daje dobre zmiany, a Fultz w PO gra piach. Jego czas nadejdzie w przyszłym sezonie.

  11. sznida napisał(a):

    Już wiemy, że rywal (prawdopodobnie BOS) będzie zmęczony 7 meczową serią, a my mamy kolejne dni na odpoczynek po długim i ciężkim sezonie

  12. rere napisał(a):

    Ja myślę, że zagramy z BUCKS i z BUCKS bym bardziej chciał bo to byłby indywidualnie większy test dla Simmonsa i Embiida chociaż Boston lepszy w defensywnie ale mniejsza satysfakcja chyba byłaby z przejścia Bostonu niż Bucks. Jeżeli Irving bylby zdrowy wolalbym Boston.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *