Sixers – Celtics 103:108

Philadelphia 76ers przegrała z Boston Celtics w drugim meczu drugiej rundy play-offs. Gospodarze postawili twarde warunki, podobnie jak w pierwszym starciu. Konsekwentną grą jak na razie pewnie zmierzają do finałów konferencji.

Zawodnicy obu drużyn weszli w spotkanie jakby trochę nerwowo, czego efektem były nietrafiane łatwe rzuty z jednej i drugiej strony parkietu. Pewną ręką dysponował jedynie J.J. Redick, który trafił swoje pierwsze trzy próby, zmuszając gospodarczy do wzięcia szybkiej przerwy przy wyniku 8:0. Po niej „działa” się odblokowały i spotkanie rozpoczęło się na dobre. Już w pierwszej akcji, po wejściu na parkiet przy owacji całej hali, swój powrót zaznaczył Jaylen Brown, kończąc kontrę gospodarzy dunkiem. Gdy w połowie kwarty wydawało się, że Celtics już opanowali sytuację i doszli Sixers na jeden punkt, „Szóstki” znowu podkręciły tempo i odskoczyły na kilka oczek. Ostatecznie pierwsza kwarta zakończyła się prowadzeniem 31:22, a co przede wszystkim cieszyło, to powrót formy zza łuku (4 trafienia przy 6 próbach).

Na początku drugiej ćwiartki Sixers dalej świetnie realizowali zalecenia trenera Browna, grając twardo i nie dając tym samym okazji gospodarzom na odrabianie strat. Po 5 minutach gry różnica wynosiła już 21 punktów, a koncertowo spisywał się Covington trafiając trójki i świetnie broniąc po drugiej stronie parkietu. Niestety od tego momentu coś się zacięło, pojawiły się łatwe straty, niepotrzebne próby zza łuku, a gospodarze niesieni przez publiczność odrobili większość strat, przez co druga połowa rozpoczynała się od stanu 56:52.

Po zmianie stron, obraz gry specjalnie się nie zmienił. Gospodarze doprowadzili do remisu, by zaraz potem wyjść na prowadzenie. Wciąż niewidoczny był Simmons, który miał zaledwie jeden punkt na swoim koncie, a Sixers dali się wciągnąć w nie swoją grę. Gdy na parkiecie nie było Embiida, jedynymi zagrywkami były rzuty z dystansu po jednym-dwóch podaniach. Rzuty, które nie trafiały do celu. Naprawdę ciężko jest czasami zrozumieć czym kierują się nasi zawodnicy oraz sztab trenerski… Trzecią kwartę przegraliśmy 19:28 i z 4 punktową stratą przystępowaliśmy do ostatnich 12 minut meczu.

Początek 4Q okazał się obiecujący, bo wyszliśmy nawet na prowadzenie 82:81. W miejsce bezproduktywnego tego wieczoru Simmonsa wszedł T.J. McConnell, który trochę rozruszał grę Philadephijczyków. Wróciły celne trójki, miedzy innymi Covingtona i Embiida, lepiej wyglądała też obrona. Na sześć minut do końcowej syreny na tablicy widniał wynik 91:88 dla przyjezdnych, którzy notowali zryw 11 do 2. Wtedy na parkiet powrócił Simmons i gra znowu stanęła, co Boston skrzętnie wykorzystał trafiając dwie trójki z kolei. Problemy z faulami ograniczały Embiida w obronie, a brak pomysłu ograniczał całą drużynę w ataku. Efektem tego, odrobienie strat było już niemożliwe i doprowadziło do ostatecznej klęski 103:108.

Przegrywamy w moim odczuciu (i myślę, ze nie tylko moim) w pełni zasłużenie. Celtowie pomimo mniejszych umiejętności, poza początkiem spotkania, zmiażdżyli nas taktycznie. Potrafili zareagować na wydarzenia boiskowe i nie opierali wszystkiego na tylko jednym aspekcie gry. Wygląda to tak, jakby Sixers myśleli, że wygrana w tej serii im się należy z urzędu i nie muszą nic robić by przejść dalej, a jak widzimy tak nie jest. Jeżeli trener i sami zawodnicy nie zmienią tego podejścia, a przede wszystkim nie zaczną myśleć na boisku i w przerwach, to ten sezon może skończyć się szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał jeszcze kilka dni temu…

21 komentarzy

  1. mick_jones pisze:

    Poratuje ktos transmisja na android? ;)

  2. Ajverson pisze:

    Kurczę, nie wiem czy tu jest to dozwolone. Nie znasz reddit?

  3. Ajverson pisze:

    Jak rozpieprzyć 20 punktową przewagę w 3 minuty. No co za frajerzy, znowu te 3 a Boston tylko kontruje. Po co Oni idą w te wymiany? Zwolnić, zrobić akcję z wejściem pod kosz zamiast siepać od kosza do kosza i grać na korzyść Bostonu. Jedziemy ich przez 20 minut do 30pt i nagle 5 ostatnich minut 5-20. No ja p…

  4. Jakub Kędzierski pisze:

    Wychodzi moim zdaniem młodosc i nie doświadczenie, dlatego dają się wciągnąć w te trójki i gdy to nie wychodzi, nie widzą już innych rozwiazań

  5. Monty pisze:

    Nie rozumiem, czemu wtedy czas nie był brany. Brown przespał, czy już nie miał?

  6. Ajverson pisze:

    Nikt nie wie. Jak dla mnie, mogą dać teraz nawet Fultza. Embiid ma problemy z trafieniem spod kosza, Simmons nie istnieje a 3 już nie siedzą.

  7. Ajverson pisze:

    No i proszę. Sixers nadrobili…i timeout Bostonu na wybicie z rytmu. Takie to trudne?

  8. Ajverson pisze:

    Ok, idę spać. Nie zdzierżę choćby jednej 3 więcej.

  9. matt pisze:

    -6 znowu, 2:23 do końca. Przegrana na własne życzenie?

  10. Monty pisze:

    Na życzenie Browna :-(

  11. matt pisze:

    Embiid – go to guy za 3 w końcowych sekundach… 0-2 i Simmons kompletnie wyłączony w obu meczach.

  12. IA09 pisze:

    Doświadczenie…

  13. WojtasHandi pisze:

    nie rozumiem tez do konca tego w jaki sposob horford tak dobrze radzi sobie z Simmonsem, jest silny ale przewaga szybkosci jest bardzo na korzysc Bena…TJ dal swietna zmiane w q4 i nie wiem czy troche dluzej nie mogl zostac na parkiecie, mimo wszystko tak naprawde koncowka drugiej kwarty pogrzebala sprawe

  14. matt pisze:

    Najlepszym ruchem Celtics było zatrudnienie Stevensa jako trenera. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się z Benem. W dwóch dotychczasowych meczach zostaliśmy taktycznie zjedzeni i tak jak stałem zawsze murem za coachem Brownem, tak sytuacja z 2Q jest dla mnie kompletnie niezrozumiała. Dlaczego nie został wzięty czas, dokonana zmiana, cokolwiek. Prowadzimy 22 punktami, a miotamy za 3 w nastej sekundzie akcji, jakbyśmy gonili wynik. Co niepokojące, to nie pierwsza sytuacja, gdy ma to miejsce i o ile w momencie gdy siedzi odjeżdżamy na 30+, tak w innym wypadku kładziemy mecz. Niestety G2 można zapisać na konto trenera.

  15. Maarten pisze:

    Przegrali ten mecz zasłużenie. Jako drużyna nie mamy odpowiedzi na zagrywki Bostonu, ci zaś mają odpowiedź na każde nasze zagranie. Połykają nas taktycznie i ta pewność siebie że nawet przegrywając -20 wiedzą że za chwilę i tak dojadą wynik.

  16. Mew pisze:

    Też zwale całą winne na trenera który w kluczowym momencie wpuścił Simmonsa który był bardzo słaby i czemu jak nie idzie Simmonsowi gra tak długo czemu nie Fultz z McConnellem.

  17. Mew pisze:

    mcConnell + 16 Simmons – 23

  18. Ajverson pisze:

    Widać było że na TJ nie byli tak przygotowani i kto wie, może na Fultza też nie. Wg mnie, mógł zostawić Bena na ławce, zaczął zmieniać, odrobili parę punktów, grali lepiej i po co było to psuć? Wszedł Ben i znowu -6. Dramat. Jeszcze wszystko na oczach ojca.

  19. JJ pisze:

    mam podobne wrażenia – błędy trenera, dlaczego Simmons tyle grał; też myślałem, żeby Fultza wypróbował.. obrona przez cześć meczu naprawdę dobra. Ale BC umieją na to odpowiedzieć jednak – w porównaniu do Miami mają więcej talentu do tego

  20. WojtasHandi pisze:

    Panowie mysle ze po prawie 90 meczach kazdy mial by swoich zaufanych ludzi, Ben cala druga czesc sezonu praktycznie nie zawodzil, jest liderem tego zespolu i przyszloscia, jesli teraz ma nie doswiadczac cierpien w PO to kiedy ? za rok jak juz bedziemy jednym z faworytow ? gdyby mecz dobrze skonczyl to bysmy chwalili Browna ze mu zaufal…tez uwazalem ze tj mogl zostac do konca jednak wiedzialem ze to Simmons musi byc na parkiecie, mimo wielkiego serducha Ben jest lepszym obronca i ma to cos co daje nam przewage, dzisiaj oczekuje ze to udowodni ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *