Raz na wozie, raz pod wozem…

Rozczarowanie, złość i zwyczajna frustracja kibiców Philadelphii 76ers osiągnęła w ostatnich dniach niewyobrażalne rozmiary. Porażka z równie młodym zespołem, na dodatek takim, który ledwo przetrwał pierwszą rundę i gra bez dwóch kluczowych zawodników, to nie to, czego oczekiwaliśmy w drugiej rundzie play-offs.

Nie czytałem żadnej prognozy, która wskazywała Celtics jako faworytów, już na pewno nie po 16 kolejnych zwycięstwach Sixers na koniec sezonu. Ale marzenia niektórych kibiców o awansie od razu do Finałów NBA były jeszcze większą fantazją. Apetyty były rozbudzone, upadek bolesny, nic dziwnego, że teraz dostaje się wszystkim, od Covingtonów po Simmonsy, od Brownów po faceta od konfetti.

Sixers ponieśli bolesną porażkę w starciu z Boston Celtics, ale w tym sezonie są wielkimi zwycięzcami i nic tego nie przesłoni. To zespół, który wg Sama Hinkiego miał teraz kończyć ostatni, piąty rok tankownia i przebudowy. To zespół, który dwa lata temu wygrał zaledwie 10 spotkań, przed rokem tylko 28 spotkań. W ciągu minionego sezonu nie tylko zwyciężył aż 52 razy, osiągnął wreszcie dodatni bilans, awansował do play-offs i to od razu z trzeciej pozycji, ale także doszedł (i to bez większego wysiłku) do drugiej rundy!

Jakby tego było mało, dwóch kluczowych zawodników Sixers rozegrało znakomite sezony, podczas gdy jeszcze nie tak dawno temu zastanawialiśmy się, czy ich kariery nie zniszczą kontuzje, zanim jeszcze na dobre zagoszczą oni na parkietach NBA.

Plan na sezon 2017/18 został nie tylko zrealizowany w całości, ale też w każdym możliwym aspekcie przekroczony!

Można teraz wskazywać na błędy Bretta Browna (od słabej rotacji, po nie wyciąganie wniosków z wydarzeń na parkiecie, czy błędy w braniu przerw). Można opisywać jak Ben Simmons był cieniem samego siebie, kiedy tylko uniemożliwiono mu przekroczenie pierwszej linii obrony. Można wskazywać na brak regularności Covingtona, zerową obronę Belinelli’ego, wreszcie można opisywać błędy w końcówkach, pudła za trzy z czystych pozycji i niewymuszone, głupie straty. Ale po co?

Chciałbym za to zauważyć pewien schemat; Sixers przeciwko Celtics mieli problemy z narzucaniem swojego stylu gry, tracili zbyt wiele piłek, brakowało im wyrahowania i zimnej krwi w końcówkach, zawiodły też nieco rzuty wolne, średnia ilość podań i asyst również widocznie spadła. Co Wam to przypomina? Otóż dokładnie w ten sam sposób można opisać początek tego sezonu, kiedy Sixers byli przecież na chwile nawet na ujemnym bilansie!

Z czasem jednak ograniczyli błędy, znaleźli swoją grę, swój styl. Zaczęli trafiać, lepiej chronić piłkę, rozstrzygać wyniki w trzecich kwartach. Tego samego potrzebowali w play-offs jako niedoświadczeni debiutanci, ale tutaj czasu nie było aż tak wiele, a poziom i intensywność gry inna.

Seria z Celtics pod tym względem okazała się niezwykle wartościowa, bo pokazała Sixers ich limity, nauczyła zawodników pokory. Wszyscy, którzy zawiedli, mają teraz co oglądać i nad czym myśleć latem. Mają idealny podręcznik do nauki. Bryan Colangelo powinien już wiedzieć, w jakim kierunku iść wzmacniając zespół, a Brett Brown jako debiutujący trener także wie, czego się wystrzegać (mecz 4 i 5 pokazał, że pierwsze wnioski zostały już wyciągnięte).

Każda minuta w play-offs procentuje i szkoda, że chociaż nie udało się przedłużyć tej serii. Mam jednak wrażenie, że porażka w takim stylu da Sixers więcej pożytku, niż dałby awans do finału konferencji i lanie od Lebrona Jamesa, który wciąż wydaje się być nie do zatrzymania.

Za rok Sixers wrócą wzmocnieni (mentalnie i kadrowo), bardziej zmobilizowani, doświadczeni. Niezależnie od wyników, tak samo stanie się za dwa lata, trzy i później, bo przyszłość należy do nich i ta przyszłość zaczęła się już w tym sezonie.

Jestem również pewny, że rywalizacja pomiędzy Philadelphią i Bostonem będzie nas rozpalać do czerwoności przez kilka następnych lat, bo Danny Ainge stworzył świetny zespół, który razem z Sixers będzie największą siłą w konferencji wschodniej przez długi czas. Mamy więc szansę na odrodzenie się wielkiej rywalizacji z lat 60-tych, a z każdą tego typu rywalizacją jest zawsze tak samo – raz na wozie, a raz pod wozem.

11 komentarzy

  1. Skinny napisał(a):

    Świetny artykuł, dzięki za dobra robotę przez cały sezon dla redakcji :) nie mogę się doczekać rywalizacji z Celtics, sedno sportu, no i może wreszcie skończy się marudzenie jaki to wschód jest słaby :P

  2. Hetman3 napisał(a):

    Według mnie spory wpływ na przebieg tej serii miał czas oczekiwania na Celtic po rywalizacji z Heat. Byliśmy w gazie i nastąpiło wystudzenie a Celtic na odwrót.
    Wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia ale naprawdę była duża okazja na coś więcej. Nie prędko trafi się taka słabość rywali.

    • sznida napisał(a):

      Jeżeli nie zostaną popełnione błędy w doborze zawodników, to nie trzeba będzie liczyć na słabość rywali. Ja mimo wszystko dodałbym do tego składu jeszcze jednego mocnego zawodnika, a trzeba też pamiętać o Fultzu, który po przepracowanej przerwie między sezonowej, powinien być sporym wzmocnieniem. A jeśli Simmons powiększy swój repertuar możliwości ofensywnych i zacznie rzucać z dystansu, to w przyszłym sezonie powinniśmy być ekipą liderującą na wschodzie.
      Przed startem sezonu powiedziałem kuzynowi, że na koniec RS Sixers będą przed Wizzards, wtedy mnie wyśmiał, wymieniając jaką siłę mają w Waszyngtonie, osobiście liczyłem nawet na pierwszą 4 konferencji (chociaż z awansu z 8 miejsca też bym się cieszył). Jak widzę moje założenia się sprawdziły. Po letniej przerwie będzie można powiedzieć coś więcej, ale jeśli uda się zakontraktować jakiegoś niezłego grajka do S5, to już teraz obstawiam co najmniej finał konferencji

  3. Mateusz Filipiak napisał(a):

    Brawo, świetny felieton, idealnie w punkt! ;)
    Też nie mogę doczekać się tej rywalizacji z Bostonem. Cavs oczywiście też będą się liczyć, póki CyBorg James będzie grał swoje.

  4. Hetman3 napisał(a):

    Jeszcze przyjdzie pora na dyskusję o transferach lub FA ale jak dla mnie są trzy nazwiska na których powinniśmy się skupić a konkretnie James, George, Leonard.
    Mi najbardziej pasuje ten ostatni. Ciekawe czy te głosy o konflikcie w Spurs są prawdziwe.
    Oddalibyscie pakiet Fultz Saric ewentualnie Roco za Leonarda?

    • WojtasHandi napisał(a):

      ja bym nie chcial sie pozbywac dario bo dla mnie jest dobrym fitem do embiida, co do fultza to mam mieszane uczucia ale jak bedzie jakas gruba wymiana to napewno bedzie w nia wlaczony…

      • sznida napisał(a):

        Ja generalnie wolałbym raczej pozyskać kogoś z FA, a nie pozbywać się obecnei naszych podstawowych graczy (Sarić), lub perspektywicznych, którzy mają jewszcze wiele do udowodnienia (Fultz). Przy założeniu, że Fultz się sprawdzi, w co wierzę, to w S5 zastąpić trzeba jedynie Covingtona, który chyba jednak nie pasuje do zespołu mającego walczyć o pierścienie, a przynajmniej nie do S5.
        James byłby mega, ale obawiam się, że za bardzo się pokrywają z Simmonsem i ten drugi byłby mocno ograniczony, a jeśli mam wybierać James tu i teraz, albo rozwój Simmonsa, to jednak wybieram rozwój.
        Jak dla mnie, to brakuje nam kogoś w stylu Duranta, niestety jego raczej nie wyciągniemy, choć nadzieję trzeba mieć, w końcu nie takie rzeczy działy się na rynku FA, a widzę, że jest unrestricted

  5. Hetman3 napisał(a):

    Nie lubię Lebrona ale to co gra ostatnio to jakiś kosmos.
    Przydałby się jakiś killer jak Durant czy Harden ale wiadomo oni są nie do ruszenia. Leonard lub George to idealne uzupełnienie. Mocni po obu stronach parkietu. Redick czy Belinelli to sito na obwodzie. Skoro mamy się wzmacniać to pewnie któregoś trzeba odpuścić

  6. WojtasHandi napisał(a):

    redick mysle ze zostanie, sam podkreslal ze byl dla niego najlepszy sezon w nba i bardzo mu sie spodobalo to co robia ;) ja tez uwazam ze sf trzeba wzmocnic i dalej rozwijac mlodych ;)

  7. Kem napisał(a):

    George byłby kozakiem, jest do wyciągnięcia za free. Gość może grać na SG, SF, PF, świetny obrońca, dobra trójka, to jest kompletny zawodnik, pasowałby idealnie. Fakt że Leonard pasowałby jeszcze lepiej ale cena za niego będzie duża

  8. gkp napisał(a):

    Monty trafnie! Też miałem podobne wrażenia, że przegrana z Bostonem rzuciła złe światło na cały sezon i playoffy Sixers. Pewnie, że szkoda, pewnie, że gdzieś tam liczyłem, że dadzą radę z Bostonem, ale po pierwszych minutach pewnego smutku, byłem jednak cholernie dumny z Sixers, z postępu, z rozwoju, z zaufania w proces. Udowodnili wiele, pozamykali buzie wielu niedowiarkom. Mimo, że „większość mojej miłości” do Sixers odeszła wraz z Iguodala, to mimo wszystko dalej kibicowałem im przez te lata tankowania i bicia negatywnych rekordów. Teraz, kiedy mamy dobrych graczy jak Embid, Simmons, Saric wspierani weteranami jak Reddick czy Ilyasowa tylko się cieszę, bo przyszłość jest namacalna i może nie jest to team 100 % na misia, ale walka będzie. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *