Właściciel Clippers krytykuje Sixers

Najwyraźniej w NBA wciąż są ludzie, którzy mimo sukcesu „Procesu” wciąż nie potrafią zaakceptować tej drogi na przebudowę zespołu. Jednym z nich jest Steve Ballmer. Właściciel LA Clippers, którzy sami teraz są na etapie przebudowy, nie potrafił nie wykorzystać sytuacji, żeby nie skrytykować Sixers.

To nie my, o nie. Każdy może próbować na własny sposób. My staniemy się dobrzy idąc własną drogą. Nie zamierzamy wyjść na parkiet i grać gówna przez rok, dwa lata. Myślę, że mamy wobec siebie większe oczekiwania, niż długie i ciężkie pięć czy sześć lat grania beznadziejnej ch**ni, w jaką wpakowali się 76ers. Jak potem spojrzeli byśmy wam w oczy, robiąc coś takiego?

Tymczasem ostatni tak głośny malkonent, czyli Stan van Gundy, po stracie posady trenera Detroit Pistons wciąż nie może znaleźć pracodawcy w NBA. Ciekawe, jak skończy się „własna droga” Ballmera…

18 komentarzy

  1. Zwyrol pisze:

    Kiedy gosc ma racje

  2. Juli pisze:

    Ballmer ma rację. Teraz Sixers są mocni, ale może tym gorzej dla ligi – pokazali, że takie antysportowe i antyhonorowe zachowanie może popłacać. To jest absurd, kiedy w sporcie celem jest porażka, a nie zwycięstwo, całkowite wykrzaczenie idei. Cień wstydu i żenady jeszcze długo będzie się ciągnął za Sixers.

  3. ajverson pisze:

    Popieram. Ten system ma na celu podniesienie szans i umiejętności ekip gorszych ale jednocześnie prowadzi do wypaczenia rywalizacji.

  4. sznida pisze:

    Trzeba też umieć wykorzystywać wady systemu. Jakby ligi w stanach nie były tak hermetyczne, tylko najsłabsze drużyny tez musiałyby o coś grać, a nie tylko o jak najlepsze miejsce w drafcie, to rywalizacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Każdy system ma swoje plusy i minusy. ja nie widzę sensu krytykowania za to, że ktoś wybrał drogę porażek, żeby później być zdecydowanie mocniejszym. Jak to się mówi, w życiu nieraz trzeba zrobić krok do tyłu, żeby zrobić dwa do przodu

  5. Wilt100 pisze:

    Jeśli decydujesz się na utrzymywanie przeciętnej ekipy, która nie ma możliwości walki o tytuł, ani szans na podpisanie topowych wolnych agentów, to właśnie wtedy twoim celem jest porażka. Honorowa, ale porażka.

  6. ajverson pisze:

    Jeśli to tego typu honor jak w meczu Polaków z Japonia w kopanej na MŚ 2018 to ja dziękuję. Nie ma nic honorowego w tworzeniu ekipy tak słabej, żeby nie była w stanie wygrać więcej niż 1 spotkania na 10 i skrobaniu przy okazji hajsu z kibiców. Nie mówię, skoro tak można to niech się bujają, pajace bo nikt mi nie zepsuje teraz radości z gry 76ers. Swoje zdanie o tankowaniu jednak mam i nie jest zbyt pozytywne zwłaszcza że było tak długie i nie obyło się bez wtop.

    • Wilt100 pisze:

      Tankowanie niezaleznie od wtop trwałoby tyle samo, czyli do wyleczenia Embiida. To był jedyny gracz formatu franchise player dostępny w draftach 2014-2016.

  7. Mess pisze:

    Niesportowym byłoby nakazywanie zawodnikom przegrywanie meczów. Nigdy do czegoś takiego nie doszło, nawet jak graliśmy największy piach to widać było zaangażowanie drużyny, każdy z tych Thomsonów, Sampsonów itp chciał się pokazać, grali o swoje być albo nie być w lidze. O jakich 5-6 latach mówi ten gość? Już sezon 16-17 w którym wygraliśmy 28 meczy można uznać za ten wznoszący więc naprawdę złe sezony były 3. Drogę którą wybraliśmy poleciłbym większości drużyn, dodatkowo nie widzę nic nie moralnego w tym aby oddać zawodników przeciętnych za wybory draftowe, budować drużynę na graczach skreślonych przez innych, młodych zawodnikach wybranych w drafcie – budować drużynę totalnie zniszczoną od podstaw. Analogicznie – kupujesz dom, który ledwo stoi, masz dwa wyjścia – remontujesz, zrywasz grzyba z ściany, malujesz wszystko na nowo, fundamenty jednak dalej są beznadziejne, stare konstrukcje nośne i grzyb na ścianę szybko wraca. Druga bardziej kosztowana i pracochłonna opcja – wyburzasz wszystko, sprzedajesz to co jeszcze jest wartościowe i stawiasz całkowicie nową budowle. Dla mnie wybór jest oczywisty. I jeszcze jedno odnośnie Pana Ballmera… Clippers 16/17 – CP3, DeAndre Jordan, Blake Griffin, Jamal Crawford, JJ Reddick, Paul Pierce, Rivers plus miasto w którym prawie każdy koszykarz chciałby grać. Drużyna pełna talentu który tak naprawdę został przez Pana Ballmera zmarnowany, nie potrafili zrobić contendera, każdy z nich miał dość tego, że mimo nazwisk nie zrobił z tego drużyny. Mając przez 6 lat najlepszego rozgrywającego w lidze osiągnął maksymalnie tyle co my w tym sezonie. W dodatku praktycznie nie dostał w zamian za nich nic wartościowego. Drużynę tą czekają długie lata przeciętności, tacy Sixers 2003-2013. Pozdrawiam, gdyż jakbym teraz miał do wyboru kolejne dwa lata szorowania po dnie albo 10 lat przeciętności to biorę to pierwsze. Teraz Sixers z sezonu 12-13: Kwame Brown, Levoy Allen, Richardson, Spencer Hawes, Evan Turner, jedyni gracze których teraz ktoś docenia teraz to Holiday ( który dopiero w zeszłym sezonie doszedł do siebie) i Young. O reszcie graczy wtedy obecnych nie ma co wspominać. Talent nieporównywalnie niższy. Pytanie do wszystkich sceptyków „procesu” – jaką drogę wy byście wtedy podjęli? Bo wydaję mi się, że doprowadziłaby ona nas do tego, że nasz skład oparty na tamtych nazwiskach, wzmocniony innymi grubo przepłaconymi średniakami toczyłby właśnie zacięte boje o to aby doczłapać się do Play offów na śmiesznym wschodzi. Jeśli to jest wizja drużyny jaką chcielibyście oglądać – może warto pomyśleć o zmianie barw? Jest tyle fajnych przeciętnych zespołów: między innymi Clippers, Hornets, Magic itd. Reasumując – bez cierpienia nie ma benefitów, liga wygląda w taki sposób a nie inny, nie ma spadków, drużyny które są słabe w szybkim czasie mogą się bić o mistrza a finalista po sezonie może szorować dno.

  8. Wilt100 pisze:

    Mess 100% racji. W alternatywnej rzeczywistości bez Hinkiego tylko dajmy na to z SvG dziś oglądalibyśmy S5 w stylu: Holiday-Turner-Deng-Young-Mahinmi i dzielną walkę z Pistons i Hornets o 8 miejsce w mocarnej konferencji wschodniej. Nie wiem jak można żałować tych trzech lat, skoro w zamian jest Embiid, Simmons, Sarić czy Fultz, na których nie byłoby żadnych szans idąc starą drogą.

  9. Hetman3 pisze:

    Mieliśmy trochę szczęścia w losowaniach. Wystarczyło np raz wybrać kogoś innego i już cały proces wyglądałby inaczej.
    Równie dobrze mogliśmy mieć taki zestaw Booker, Jabari Parker, KAT, Ingram. Fajne nazwiska ale sorry żaden z nich nie jest franchise playerem. I żadnego bym nie zamienił za kogoś z naszej paczki

  10. Zwyrol pisze:

    Haha wiecie kibicujemy tej samej druzynie ale hipotetycznie co jak tfu tfu za 2 sezony caly procces sie rozsypie i znowu to zrobia i 5 lata tank mode? Wtedy tez uznacie ze to ok? Zreszta nie wazne managment podejmowal swiadome decyzje zeby przegrywac i to przez najdluzszy znany dotad czas, ba wydluzajac nawet ten okres. Wiadomo mamy prospecty ale mogli zrobic to lepiej. Na peno nie bylo to honorowe zachowanie

    • Mess pisze:

      Hipotetycznie wszystko zawsze może się rozsypać, teraz przynajmniej w takim wypadku mielibyśmy asety pozwalające proces przyśpieszyć. Nasza sytuacja nawet w wypadku hipotetycznej kontuzji Embiida, Simmonsa i Fultza (odpukać) jest tak czy siak o niebo lepsza niż wtedy. Chciałem przypomnieć, że po akcji z Bynumem nie mieliśmy ani zawodników ani wyborów draftowych, jedyną osobą która miała wtedy wartość w drużynie był Jrue Holdiay. Nasza sytuacja była krytyczna, nikt o zdrowych zmysłach nie podpisałby z nami kontraktu chyba, że zostałby bardzo przepłacony ( typu, zeszłoroczny kontrakt dla Reddicka tylko nie na rok a na 4 lata, kontrakty ala Turner czy Crabe w Portland to byłaby normalka). Chciałbyś budować w ten sposób drużynę? Dokładając kolejnych przeciętniaków na ogromnych kontraktach, bez młodych graczy ( przypominam, że nie mieliśmy wtedy zbyt wielu wyborów w drafcie, dostał je dopiero Sam). Te 3 lata to jest MISTRZOSTWO. Zobacz na Nets ( zły trade który będzie się za nimi będzie ciągnąć przez następną dekadę), Magic – 6sty sezon przebudowy podczas którego chodzą w miejscu, Timberwolves – których wielu również tutaj dawało jako przykład zdrowej przebudowy, od odejścia Garneta 12! sezonów bez otarcia się chociażby o playoffy aż do tego roku gdy dostali w pierwszej rundzie i jak dla mnie to jedna z bardziej przereklamowanych drużyn i są obecnie mocno za nami, Hornets czyli drużyna w totalnej budowie od 14 lat gdzie tylko 3 razy weszli do PO aby się odbić od pierwszej rundy, Pistons 9 sezon przebudowy, Sacramento – 13 sezonów przebudowy. I teraz pozwolę sobie zacytować Twoje słowa – „Zreszta nie wazne managment podejmowal swiadome decyzje żeby przegrywać i to przez najdłuższy znany dotąd czas, ba wydłużając nawet ten okres.” 3 lata. Powiedz to fanom tych wszystkich zespołów które wyżej wymieniłem (jest też oczywiście grupa wiecznych średniaków), którzy na zmianę zaliczają awans/brak awansu do PO. Pragnę dodać, że są to tylko jedni z tych którzy wiecznie się przebudowują, niejednokrotnie zachowują się dużo mniej honorowo od nas, gdyż często zawodnicy tych drużyn dostawali po prostu nakaz aby nie grać na 100%. U nas nigdy czegoś takiego nie było. Przebudowa polegała na pozbyciu się każdego zawodnika w którym nie widzi się potencjału na którym można budować zespół oraz szukanie wśród często odrzuconych graczy z czego 90% okazało się szrotem, jednak jeden z nich w tym sezonie został wybrany do pierwszej piątki obrońców a drugi daje nam świetne wsparcie z ławki i jest jednym z najfajniejszych koszykarzy w lidze jeśli chodzi o osobowość ( TJ). Nie zgadzam się także z postawieniem sprawy w sposób jak nazwałeś – przedłużania przebudowy. Nikt umyślnie nie wywołał kontuzji naszych najlepszych zawodników, mieliśmy naprawdę dużego pecha – może Simmons mógł wrócić wcześniej ale ryzyko odnowienia kontuzji było niewspółmierne do tego co byśmy zyskali dostając go sezon wcześniej. Mogę się zgodzić z postawionym stwierdzeniem, że tak zdecydowanej przebudowy jeszcze w tej lidze nie było. Nie zgodzę się jednak z tym, że były to tak długie lata ( jak pokazałem przykłady powyżej był to wręcz ekspresowy okres) i ze stwierdzeniem, że było to nie honorowe. Chyba, że mamy jakąś inną definicję tego słowa, gdyż ja w grze naszych zawodników nigdy nie zauważyłem braku chęci, zaangażowania ani niczego w ten deseń – brakowało tylko umiejętności i zdrowia.

      • ajverson pisze:

        Nie chce mi się z Wami obrzucać słówkami bo nie mam czasu i mi się nie chce ale Mess, źle zupełnie podchodzicie do tematu. Nie chodzi o to że ktoś kazał naszym zawodnikom źle grać i łamać sobie kości tylko układał to tak żeby ten skład nawet stając na głowie nic nie zwojował. Myślę że akurat zawodnikom rzadko można było coś zarzucić poza brakiem umiejętności. Przez te lata jednak każdy z zarządu zaprzeczał tankowaniu i jak można było się domyślić po 2 sezonach że różowo nie będzie tak nikomu nie przeszkadzało brać hajs za oglądanie takiej padaki. Czasami się zastanawiam, co trzeba zrobić żeby ktoś uznał za takie jakie jest bo jeśli wykluczyć jakieś łapówki, lenistwo to nie wiem co może być bardziej niehonorowego niż dążenie do przegrywania przez 250 spotkań. Wymieniacie bardzo ładnie co byśmy mieli, jaki średni byłby skład tak jakby nie było innego sposobu i inne ekipy nigdy do niczego nie doszły nie kożystając z takowania przez 3 lata. Jeśli uważacie że nie ma nic złego w tych 3 latach to proponuję zakupić wszystkie 3 sezony na oryginalnych DVD i obejrzeć od deski do deski ze 2 razy do końca roku. Żeby nie było, jeszcze raz podkreślam że mimo że nie podobał mi się żenujący styl w jakim osiągnięto cel to nie uważam że jest to oszustwo tak samo jak nie uważałem za oszustwo nie graniem towarzyskich przez naszą reprę kopaną i awans w rankingu i jestem zadowolony z obecnego składu. Jeszcze jest kwestia tego że każdy z Was patrzy na zawodnika pod pryzmatem tego że jest u Nas. Embiid najbystrzejszy nie jest, ma niewyparzony język i robi masę idiotyzmów. Ktoś widział jego ostatnią próbę przewrotki na jakimś kartoflisku gdzie się wychowywał? Simmons to zarozumiały buffon. Lubię ich pewność siebie ale tacy zawodnicy mają zagorzałych fanów u siebie i zagorzałych przeciwników gdziekolwiek się nie pojawią indziej. Idę na dwór panowie. Miłego

  11. Sixersfan pisze:

    Tank mode w wykonaniu Sixera na pewno nie miał trwać 5 lat. Hinkie celował w draft, w ktorym dobwybrania byli Wiggins, Parker i Embiid. Od tego momentu tank mode miał sie skończyć, a zacząć sie miało mądre budowanie zespolu. Jak czas pokazał los lubi.płatać figle i na naszego filara musieliśmy czekać dodatkowe 2 lata, później rok na Simmonsa. Cały ten czas poświęcony był na szukanie perełek jak TJ czy RoCo. Jezeli Hinkie już ten proces rozpoczął to co miał robić w momencie gdy posypał sie Embiid, a później Simmons??? O długości procesu zadecydowały czynniki , na które nie ma sie zadnego wpływu.

    • ajverson pisze:

      Biorąc Embiida było wiadomo już że nie zagra bardzo długo. Miał za sobą 2 poważne kontuzje, nie grał pół roku a kolejne pół miał spędzić na leczeniu. Po takim czasie ciężko oczekiwać żeby wszedł i z miejsca grał. Jeśli ktoś spada z nr 1 na 3 i przylega we wszystkich raportach do nie go „High risk” to nie można tu mówić o pechu, „czynnikach” i o dodatkowych 2 latach. O ile też pamiętam, cały czas mówiło się że nie ma sensu puszczać Embiida na ostatnie mecze choćby dla tego żeby nie tracić szans na wysoki wybór w drafcie czyli tank mode on.

      • Mess pisze:

        Czyli sugerujesz, że lepiej wtedy było wziąć Arona Gordona albo Dante Exuma aby tylko jak najszybciej dostać drużynę zdolną wygrać parę meczy więcej? ;) Sixersfanowi bardziej chodzi raczej o to, że od początku pracy Hinkiego jego założeniem było wybranie Franchise Playera i takim właśnie miał być ktoś z trójki Parker, Wiggins, Embiid. Dostanie takiego gracza w pierwotnej wersji procesu miało go zakończyć. Losowanie jednak ułożyło się dla nas na szczęście tak, że w momencie wybory Parker i Wiggins byli nie dostępni, więc wybraliśmy gościa z największym talentem. I na pewno przy wyborze to, że miał pauzować pół roku nie było czynnikiem decydującym o wyborze tylko jego potencjał. Nie szukaliśmy wtedy uzupełnienia składu tylko kogoś na kim będziemy budować organizację. I go dostaliśmy. Widzę też znaczną różnicę pomiędzy planowanymi 5-8 miesięcy przerwy a 24 miesiącami. Ja tutaj troszkę pecha mimo wszystko widzę ;) Czegoś takiego chyba niewielu z nas się wtedy spodziewało. Również pierwszy sezon w którym zagrał pokazał, że wcześniejsze dopuszczenie go do gry byłoby totalnie idiotycznym pomysłem. Kondycja Joela była wtedy gorzej niż tragiczna – zwykle po 15 minutach wyglądał jakby przebiegł maraton, co dopiero jakby miał wejść w końcówce wcześniejszego sezonu. Więc z perspektywy czasu te rozważania o których piszesz były raczej tylko wymysłem fanów niż czymś o czym faktycznie w organizacji ktoś poważnie myślał. Co do całej konwersacji którą tu prowadzimy… Rozumiem inne podejście do tematu i wydaję mi się, że różnice w poglądach wynikają właśnie z tego, że różni się nasze podejście do samej koncepcji i do tego jak podchodzimy do procesu. Ja nie patrzę na to jak na celowe zbudowanie najgorszej drużyny aby przegrać jak najwięcej meczy przez jak najdłuższy czas. Tak przedstawione brzmi to słabo. Dla mnie jest to bardziej wymienienie zawodników nie gwarantujących poziomu pozwalającego walczyć o wyższe cele na wybory draftowe, poszukiwanie wśród graczy odrzuconych czy też nie wybranych potencjalnych wzmocnień, ciągłe zwiększanie szans na osiągnięcie sukcesu. Przegrywanie w tym wszystkim jest tylko efektem ubocznym całego procesu, nigdy nie było głównym założeniem a to, że trwało dłużej niż powinno wynikało bardziej z dynamicznego rozwoju sytuacji i kolejnych zdarzeń niż z odgórnie nakreślonego planu. Czy w tym wszystkim dochodziło do wykorzystywania wad systemu panującego w NBA? Oczywiście. Ja w żaden sposób nie czułem się nigdy oszukany, nie miałem problemu z tym aby wstawać w nocy i oglądać po 20-30 meczy w sezonie mimo, że w całym sezonie wygrywaliśmy kilkanaście razy, widziałem w tym wszystkim plan, który obecnie zaczyna przynosić wyniki. :)

  12. Sixersfan pisze:

    Kiedy mieliśmy już 3 wybór, a Wiggins i Parker poszli gdzie indziej ( i chwała im za to) to Hinkie MUSIAL ZARYZYKOWAC I WYBRAĆ EMBIIDA bo jego potencjał wart był kazdego ryzyka. Niewybierając go wtedy cały proces nie miałby sensu!! Tutaj można dyskutować czy decyzja o tym, zeby w ten sposób budowac nową drużynę była dobra?? Mniej radykalne sposoby nie przyspożyłyby nam tylu niechlubnych rekordów, ale z pewnością wydłużyłyby cały proces i nie wiem czy udałoby sie zgromadzić tyle talentu co teraz. Na pewno proces Hinkiego nie był jedynym możliwym, ale fakty sa takie, ze jesteśmy tu gdzie jesteśmy w dużej mierze dzięki niemu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *