Drużyna Procesu

Gorące lato roku 2018 zbliża się powoli do końca. Czy jest dla kibica NBA mniej ekscytujący okres w roku? Wszyscy liczący się zawodnicy popodpisywali kontrakty w drużynach, do rozgrywek chociażby przedsezonowych został jeszcze ponad miesiąc a jedyną rzeczą wzbudzającą emocje były popisy Bena Simmonsa, który podczas workoutów Rico Hines UCLA w charakterystyczny dla siebie sposób niszczył obręcze latając nad głowami obrońców, czy też pokazując poprawę, jeżeli chodzi o zasięg jego rzutów. To na pewno są to dla nas wszystkich przyjemne wiadomości, jednak nie zmienią one tego, że obecnie w lidze i wokół niej trwa tak zwany „sezon ogórkowy”.

Drugi człon tego związku frazeologicznego – ogórek – można także odnieść do zawodnika, który łagodnie rzecz ujmując – nie jest postacią najwybitniejszą w swoim fachu. Takich osobistości ostatnimi czasy (lata 2013 – 2017) przez szeregi „Szóstek” przetoczył się cały tabor. Z kolei określeniu „tabor” patrząc na osobistości pojawiające się w tamtych latach w naszych szeregach, moglibyśmy dodać spokojnie drugi człon – cyrkowy. Tabor cyrkowy, który gościł w kolejnych miastach Stanów Zjednoczonych i występował w wystawnych teatrach dla ambitnej publiki. Jak można się spodziewać – nie mogło to przynieść niczego dobrego. Owszem, był śmiech, jednak co najwyżej spowodowany politowaniem, które wywoływała gra naszej drużyny. Za „Szóstkami” ciągle jednak podążała wierna rzesza kibiców, równie, a może nawet i bardziej, wymagająca aniżeli ta z innych miast, która wierzyła w to, że któregoś dnia sytuacja się zmieni.

Ostatni sezon zaczął nam to wszystko wynagradzać. Na parkietach możemy oglądać spektakle z najwyższej półki. Ci, którzy odwracali głowy z zażenowaniem, mogą zazdrościć tego, co wyrosło z tego brzydkiego kaczątka. Oczywiście, aby to było możliwe musiała zostać zmieniona cała obsada. Nieśmiesznych klaunów zastąpiono prawdziwymi artystami, w dodatku niezwykle młodymi, którzy dopiero zbliżają się do tego, aby wejść w okres szczytu swojej kariery. Wszyscy z niecierpliwością patrzą w przyszłość widząc w niej kolejne zdobywane przez naszych artystów nagrody, a gdy ktoś wspomni o wcześniejszych latach… Oby to już nigdy do nas nie wróciło. Jakby jednak na to nie patrzeć, to z czego możemy cieszyć się teraz, nie odbyłoby się bez wcześniejszych popisów naszej „cyrkowej trupy”.

Zapraszam Was na podróż po mojej subiektywnej i sentymentalnej liście zawodników, którzy przez te wszystkie lata grali więcej lub mniej, jednak na zawsze będą mi się kojarzyć z tamtym okresem, nie ważne czy pozytywnie, czy też negatywnie. Za każdym razem, gdy ktoś mówi o naszym „tankowaniu”, mam przed oczami tych zawodników. Postaram się przypomnieć ich sylwetki, to z czego ich kojarzę, a także to, czym teraz się zajmują. Zaznaczam także, że nie są to z całą pewnością najlepsi gracze jacy przeszli przez nasze szeregi w tamtych latach. Są to zawodnicy, którzy najmocniej zapadli mi w pamięć. Dlatego też zapraszam Was do zapoznania się z moimi przemyśleniami na temat zespołu, który postanowiłem nazwać…

 

Drużyna Procesu

PG Tony Wroten

GP GS MPG PPG APG SPG TOV FG%
110 34 25,5 13,8 3,6 1,2 3,1 .415

Kariera tego zawodnika w NBA zakończyła się 24 grudnia 2015 roku. Czy można znaleźć gorszy czas, aby przekazać informację o zwolnieniu? Wszyscy wiemy, że NBA to biznes i nie ma w nim sentymentów, tym bardziej, że Tony przez 3 sezony był jednym z tych graczy, na którego grę patrzyło mi się najprzyjemniej. Oczywiście, wystarczyło tylko zwrócić uwagę na skuteczność rzutów za 3 (.231), bardziej zaawansowane statystyki ofensywne czy też przede wszystkim defensywne, aby zobaczyć, że ten zawodnik nie nadawał się to bycia wartościowym elementem jakiejkolwiek układanki.

W swoim najlepszym sezonie w barwach Sixers rzucał jednak prawie 17 punktów na mecz zanim doznał urazu więzadła w kolanie, co wtedy zakończyło jego sezon i z tego na co niestety wygląda – jego karierę w NBA (po powrocie zagrał tylko 8 meczy w których nie był tym samym zawodnikiem i po których został zwolniony).

Oglądając highlightsy z dotychczasowej kariery Wrotena można dojść do wniosku, że był to gracz przede wszystkim bardzo efektowny. Niesamowite wejścia pod kosz, znakomity drybling, punkty po akrobatycznych rzutach czy widowiskowe wsady – tego w jego grze było pełno. Po odejściu z Filadelfii gracz ten był podpisywany jeszcze przez Knicks i Memphis z których został jednak zwolniony bez rozegrania nawet jednego meczu. Następnie nadszedł czas tułania się po G-League w którym najpierw rozegrał 16 meczy dla Texas Legends a następnie 35 w Rio Grande Valley Vipers. Z obu drużyn został zwolniony. Ostatnimi czasy spotkałem się z kolejnym szalonym Highlightem z Crawsover Pro Am, na którym to robił niesamowite akcje, jednak nie tego spodziewasz się po zawodniku, który ma dopiero 25 lat. Sam gracz na pewno wierzy gorąco w to, że jeszcze wróci do ligi. Ja również mu tego życzę, gdyż był jednym z graczy, których oglądało się z większą przyjemnością z tym okresie.

 

SG Hollis Thompson

GP GS MPG PPG 3P% FT% TOV RPG
256 82 24,3 7,9 .389 .709 0,8 3,1

Czas na twarz Procesu. Nie wiem, czy jest zawodnik, który w czasach wielkiego „tankowania” rozegrał więcej meczów niż on (więcej zagrał RoCo, ale ostatniego sezonu nie zaliczam do tej ery). Cztery sezony, w których danym było nam oglądać naszą strzelbę z dystansu nie mogłem się nadziwić – dlaczego ten zawodnik ma jeszcze miejsce w naszym składzie?

Umieściłem tego gracza w tym zestawieniu, gdyż kojarzy mi się z tym właśnie okresem jak żaden inny. A dokładniej z wszystkim tym, co w nim było negatywne. Gracz maksymalnie jednoliniowy, jego gra w znacznej mierze ograniczała się tylko do jednego – rzucania trójek. Również w tym aspekcie nie był jednostką wybitną, nie przeszkodziło mu to jednak rozegrać ponad ćwierć tysiąca meczów w najlepszej lidze świata. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego gość, który nie pokazuje żadnego potencjału, szans na rozwój, nawet na to, aby załapać się jako „role player” do jakiegoś składu. Przez tyle lat miał u nas swoje miejsce w składzie nawet wówczas, gdy pukały do niego dwójki z dużo większym potencjałem od Hollisa takie jak Sean Kilpatrick czy też Jordan McRae. Oczywiście, żaden z nich nie byłby materiałem na gracza, który mógłby nas teraz wzmocnić, jednak z całą pewnością w mniejszym stopniu ich gra męczyłaby moje oczy niż patrzenie na popisy Hollisa.

Po przygodzie w Sixers zaliczył krótki epizod w Pelicans, po czym przeniósł swoje talenty do greckiego Olimpiakosu, w którym to zaliczał jeszcze gorsze statystyki niż u nas. Grając głównie z ławki rzucał 5,6 punktu na mecz na 26 procentowej skuteczności rzutów za 3, co powinno stanowić tutaj najlepszy komentarz. Obecnie pozostaje bez klubu.

 

SF JaKarr Sampson

GP GS MPG PPG APG RPG TOV 3P%
121 50 15,1 5,2 0,9 2,4 1,0 .23

Przejdźmy teraz do zawodnika, za którego największy atut można uznać to, że był po prostu fajnym gościem. Nikt z zawodników Sixers nigdy nie powiedział o Jakarrze złego słowa. Dbał znakomicie o atmosferę w szatni i mógł grać na każdej pozycji. Na jakim poziomie – to już inna kwestia. Jeśli mnie pamięć nie myli to w jednym meczu pojawił się w wyjściowej piątce na pozycji rozgrywającego. Wystarczy szybki rzut oka w statystyki asyst i strat, aby dać nam pogląd na temat kondycji kadry Sixers w tamtym czasie. Co trzeba przyznać, był to gracz niezły w defensywie, zawsze grający z sercem, nie odpuszczający, a także bardzo pogodny i pozytywny. Po przygodzie w Sixers zagrał sezon w Denver po którym został zesłany do G-League w którym spisał się na tyle dobrze, że powrócił do ligi do Sacramento, w którym ma zagrać również w przyszłym roku na umowie Two-Way.

 

PF Thomas Robinson

GP GS MPG PPG RPG SPG BPG FG%
22 0 18,5 8,8 7,7 0,7 0,4 .467

Mówiłem, że jest to subiektywna lista, prawda? Mimo, że na tej pozycji mógłbym umieścić graczy, którzy grali na poziomie wyższym i przede wszystkim znacznie częściej pojawiali się na boisku, to właśnie Thomas zapadł mi w pamięć. Co najważniejsze, jak najbardziej pozytywnie. Piąty wybór draftu w 2012 roku (wybrany przed Lilardem i Barnesem). Podczas swojej obecności w drużynie wyróżnił się przede wszystkim tym, że wchodząc na boisko, każdą jedną sekundę traktował tak jakby chciał z niej wyciągnąć jak najwięcej tylko się da, aby tylko zwiększyć swoje szansę na pozostanie w lidze. Byłem bardzo rozczarowany, gdy okazało się, że nie przedłużymy z nim kontraktu, gdyż dawał nam naprawdę sporo. Niezliczona ilość energii, niezła gra w obronie, świetny na deskach – gracz, którego oglądałem w tamtych meczach znalazłby miejsce jako PF w rotacji naszego obecnego składu (zamiast Amira).

Po odejściu z Filadelfii zaliczył po sezonie w Nets i Lakers po czym wylądował w Rosji w drużynie Chimki Moskwa, czyli w zespole, którego piątkę mógłbym wymienić w tym artykule. Oprócz Thomasa w zeszłym sezonie grali tam znani z gry w Sixers: Alexey Shved (największa gwiazda klubu), Malcolm Thomas, James Anderson i Charles Jenkins. Drużynie tej udało się uzyskać w Eurolidze bilans 16 wygranych i 14 przegranych co zaowocowało awansem do rozgrywek Playoff w których odpadli w pierwszej rundzie. Jak myślicie, czy nasz pełen skład z sezonu 15-16 uzyskałby lepszy wyniki?

 

C Henry Sims

GP GS MPG PPG RPG SPG BPG FG%
99 57 21,3 8,8 5,5 0,6 0,4 .479

Można powiedzieć, że przez cały Proces pozycja centra była obsadzona przez osobę z potencjałem. Zanim jednak Nerlens Noel wrócił do gry po kontuzji, pierwszy rok przebudowy upłynął z małą dziurą na tej pozycji. Sezon 2013-14 rozpoczął zawodnik będący pozostałością z poprzedniej ery. Spencer Hawes, dla którego był to zarówno najlepszy jak i ostatni na niezłym poziomie sezon w lidze. Później nastąpiło jednak spore przetasowanie. W wyniku wymian w ostatnim dniu okienka transferowego, nasze szeregi opuścili, oprócz wspomnianego Spencera, Evan Turner oraz Lavoy Allen. W przeciwną stronę powędrowały cztery wybory drugorundowe, Danny Granger, który wzgardził grą dla naszej drużyn oraz właśnie Henry Sims. Zamieniliśmy więc jednego wysokiego, niemobilnego, źle grającego w obronie gracza na drugiego o identycznej charakterystyce. Szczególnie pierwszy sezon, zaraz po wymianie, podczas którego to zaliczał prawie 12 punktów i 7 zbiórek był całkiem obiecujący. Można było się wtedy łudzić, że Szóstki znalazły drugie odkrycie w pierwszym sezonie przebudowy. Może nie był to gracz, który teraz stanowiłby o sile zespołu, ale byłby wsparciem z ławki na kilka do kilkunastu minut w meczu. Jak to jednak się mówi – „Na bezrybiu i rak ryba” – zarówno wcześniej wspominany Tony Wroten jak i Henry Sims skończył swoją przygodę już w następnym sezonie. W przeciwieństwie jednak do swojego młodszego kolegi, udało mu się dograć go do końca i nie zostać zwolnionym w Wigilię. To niewątpliwie można zaliczyć do sukcesów życiowych.

Po zakończeniu przygody w barwach drużyny z Pensylwanii, Henry zaliczył jeszcze epizod w Brooklyn Nets, następnie przyszła kolej na G-League, Chiny i drużynę Shanxi Zhongyu Brave Dragons, w której spotkał innego bardzo dobrze nam znanego gracza – Sammy’ego Dalelmberta. Następnie kolejny powrót na zaplecze NBA, po którym przyszła przygoda we Włoszech. Najpierw Cremona wraz z chwilową Szóstką – Dariusem Johnsonem-Odomem (3 mecze w barwach Sixers) a od obecnego sezonu ma występować w drużynie Virtus Roma, która gra na drugim szczeblu rozgrywkowym w tamtejszej lidze. Jak na dopiero 28 letniego zawodnika – słaba opcja.

 

Rezerwowi

PG Isaiah Canaan

GP GS MPG PPG APG RPG SPG 3P%
99 51 25,6 11,4 2,1 2,3 0,7 .363

Rozgrywający, którego jedyną mocniejszą stroną był rzut za 3. Obecnie w Phoenix Suns. Zapamiętany z szalonej trójki równo z syreną przeciwko Miami.

 

SG – Alexey Shved

GP GS MPG PPG APG RPG SPG 3P%
17 0 16,8 9,9 2,7 2,3 1,3 .298

Obecnie gwiazda w Europie, zarówno jeśli chodzi o Euroligę jak i o reprezentację Sbornej.

Z niewiadomych dla mnie przyczyn dostawał naprawdę niewiele minut w naszym zespole, podczas których pokazywał się naprawdę nieźle. To zaowocowało wymianą i oddaniem do Knicks w którym zagrał o jeden mecz mniej, jednak jego średnie poszły do góry do prawie 15 punktów na mecz. Trzecim klubem w tym samym sezonie było Houston, potem powrót do Rosji, w której to jest częścią małej kolonii ex-Sixersów.

 

SF KJ McDaniels

GP GS MPG PPG BPG RPG SPG 3P%
52 15 25,4 9,2 1,3 3,8 0,8 .293

Obecnie wraz ze swoją matką szukają szczęścia grając w G-League. Ciekawe czy tam też Pani McDaniels krzyczy domagając się o większą ilość minut dla syna. Świetny atleta znany z potężnych bloków i wsadów. Mógł zrobić zdecydowanie więcej w naszej drużynie wyrabiając sobie nazwisko, grając większe minuty. Jego charakter sprawił jednak, że ta przygoda skończyła się inaczej.

 

PF Furkan Aldemir

GP GS MPG PPG BPG RPG SPG FG%
41 9 13,2 2,3 0,4 4,3 0,4 .513

Kolejny gracz dobry tylko w jednym aspekcie. Tym razem była to gra na deskach. Jak długo u nas wyczekiwany, tak szybko zapomniany. Obecnie gra w Tureckim Durussafaka w którym również nie odrywa znaczącej roli.

 

C Javale McGee

GP GS MPG PPG BPG RPG FT% FG%
6 0 10,2 3,0 0,2 2,2 .500 .444

Tego Pana nie trzeba nikomu przedstawiać. Legenda „Shaqtin a fool”. Raz spotkałem się podczas jego krótkiej przygody w naszej drużynie z opinią, że miał być mentorem dla naszych wysokich. Udało się. MVP „Shaqtin a fool” w 2018 roku został Joel Embiid. Nauka nie poszła na marne.

 

Specjalne wyróżnienia: Andriej Kirlienko i Danny Granger – za wybór bezrobocia ponad grę dla Sixers.

 

Wyróżnienie superspecjalne: Chu Chu Maduabum – prawdziwa legenda reprezentująca tych wszystkich graczy, do których w ramach wszelkich wymian mieliśmy prawa i jednocześnie żadnej chęci do tego, aby umożliwić im chociażby postawienie stopy w Filadelfijskiej szatni. Człowiek, o którym można napisać osobny artykuł. Grał w ligach: Estońskiej, Nigeryjskiej, Katarskiej, Mongolskiej (2 kluby), Islandzkiej, Fińskiej, Japońskiej. Jeśli kiedyś wyda książkę – na pewno ją kupię. W sumie mam żal, że nie dołączył do naszej drużyny. Poziomu koszykarskiego na pewno by znacznie nie zaniżył, a z pewnością dodałby kolorytu w szatni. W dodatku jest posiadaczem najfajniejszego imienia jakie kiedykolwiek słyszałem.

 

I to by było na tyle. A Wy? Macie swoją piątkę czy też całą drużynę z tamtego nie najbardziej kolorowego okresu w naszej historii? Zapraszam do wypisywania Waszych ulubieńców w komentarzach. Jedno można o tych graczach powiedzieć – może nie prezentowali najwyższego poziomu, szczególnie na tle reszty ligi, ale wielu z nich było bardzo barwnymi, ciekawymi postaciami. Sprawili oni, że może oczy bolały, gdy popatrzyło się na wynik, jednak z całą pewnością nie było wtedy nudno.

Na koniec chciałbym jeszcze dodać od siebie jedną rzecz. Każda z tych jednostek zasługuje na szacunek za samo znalezienie się w lidze. Jest to doświadczenie, o którym marzyło nie tylko wielu nas, ale także miliony fanów basketu na całym świecie. Oni tego dokonali (oprócz Chu Chu, któremu i tak należy się góra szacunku). Może nie byli w tym spektaklu głównymi aktorami – jednak podobnie jak na olimpiadzie, sam udział jest niezwykłym osiągnięciem, gdyż plasuje to tych zawodników w małym procencie najlepszych ludzi w swoim fachu na całym świecie, dlatego ten artykuł w żaden sposób nie ma na celu wyśmianie żadnego z nich. Jest to tylko i wyłącznie moje wspomnienie tamtych lat. W niektórych przypadkach mocno z przymrużeniem oka.

4 komentarze

  1. Mess napisał(a):

    Życzę miłego czytania. Jako, że jest to mój pierwszy tekst na stronie chciałem się z wszystkimi przywitać, licząc na to, że nowa przygoda będzie pozytywna dla mnie jak i dla Was. Oczywiście jestem na stronie od nastu lat, jednak zawsze ograniczałam się do pisania komentarzy. Teraz postanowiłem spróbować swoich sił „po drugiej stronie”, zachęcony przede wszystkim poziomem odbiorców, których mogą nam pozazdrościć wszystkie strony poświęcone tematyce sportowej w Polsce. Zachęcam do komentowania i dzielenia się swoimi przemyśleniami :)

  2. WojtekHandi napisał(a):

    super artykul ;) mi jeszcze z tamtym okresem kojarzy sie Ish Smith, choc on nke byl az tak tragiczny i w sumie z tej naszej nedzy wybil sie i podpisal ladny kontrakt w Detroit, a z takich glosnych nazwisk to jeszcze Thiago Splitter sie przewinal :d

  3. Hetman3 napisał(a):

    Fajnie się czytało no i ciekawy temat na dyskusję.
    Jaralismy się takim Wrotenem czy Noelem ale jak napisałeś na bezrybiu i rak ryba. Żaden z wymienionych to nie ten poziom.
    Mi osobiście najbardziej szkoda McDanielsa miał potencjał zeby być w tym miejscu gdzie teraz jest Roco.

  4. Robert napisał(a):

    Wg. mnie, obok McDanielsa to tez spory potencjał miał Michael Carter Williams.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *