Blazers – Sixers 114:110

Dzisiejszej nocy Philadelphia 76ers doznała swojej dziesiątej porażki na przełomie ostatnich dwunastu spotkań. Tym razem podopieczni Bretta Browna musieli uznać wyższość plasujących się na siódmym miejscu zachodu Portland Trail Blazers. Ekipa z Oregonu musiała radzić sobie bez Damiana Lillarda.

Szóstki rozpoczęły spotkanie w następującym składzie: [PG] Ben Simmons, [SG] JJ Reddick, [SF] Robert Covington, [PF] Dario Saric,  [C] Joel Embiid.

Goście rozpoczęli rywalizację od dwóch celnych trafień zza łuku autorstwa Embiida i Saricia. To między innymi solidna postawa Jojo po obu stronach parkietu (blok na Nurkiciu, po chwili kolejna trójka) pozwoliła 76ers odskoczyć z wynikiem na kilka oczek. Blazers nie pozostawali jednak dłużni i już po chwili zdołali zrównać się z Philly. Ostatecznie za sprawą kolejnego rzutu za trzy Embiida pierwsza ćwiartka zakończyła się prowadzeniem Szóstek 30:27.

Druga część gry była w wykonaniu gości z Pensylwanii nieco słabsza niż poprzednia. Obie drużyny szły łeb w łeb, mimo słabej skuteczności po obu stronach parkietu wynik utrzymywał się w okolicach remisu, choć to Philadelphia wciąż prowadziła. Przewagę utraciła dopiero w jednej z ostatnich akcji pierwszej połowy za sprawą punktów Nurkicia.

Trzecia kwarta była tą najlepszą w wykonaniu podopiecznych Bretta Browna. Seria punktowa 16:1 pozwoliła im na objęcie prowadzenia różnicą dwunastu oczek. W pewnych momentach przewaga sięgała już pułapu osiemnastu punktów. Większość z nich w tym okresie gry zdobyli Reddick, Saric i Simmons. Mimo słabszej postawy Blazers zdołali zniwelować nieco stratę (głównie za sprawą CJ’a McColluma, który pod nieobecność Lillarda wziął ciężar gry na swoje barki zdobywając łącznie 34 pkt), a przed ostatnią ćwiartką na tablicy widniał wynik 85:72.

Wydawać by się mogło, że poprzednia część spotkania ustaliła końcowy rezultat. Nic bardziej mylnego. Gospodarze zdołali się podnieść i ze stanu 88:74 wyjść na pięciopunktowe prowadzenie (88:93). Świetnie w ofensywie radził sobie Shabazz Napier, autor 23 oczek, którego trafienia w głównej mierze przyczyniły się do utraty przewagi przez Szóstki. Z kolei postawa 76ers pod koszem Blazers pozostawia wiele do życzenia. Głupie straty, nieudane czy zablokowane rzuty, nieprzemyślane akcje… Pod koniec atak zaczął funkcjonować nieco lepiej, lecz było już zdecydowanie za późno.

Ostatecznie Portland pokonuje Philliy 114:110. Tak jak już wspominaliśmy, dla Sixers jest to dziesiąta porażka na przełomie ostatnich 12 spotkań. Obecny bilans (15-19) nie gwarantuje im miejsca w Play-Offach.

Prym w zespole z Pensylwanii tej nocy wiódł Joel Embiid, który zdobył 29 punktów i 9 zbiórek. Dobrze w ofensywie spisali się również Saric (25 pts, 9 rebs, 4 ast, 2 stl), a także JJ Reddick (19 pts). Simmons z kolei zakończył mecz z 17 oczkami, 4 zbiórkami i 8 asystami.

4 komentarze

  1. Ajverson napisał(a):

    Oho, tankujemy? W sumie to ile nam brakuje? 5 GB Dallas? Łatwiej niż trzy GB ósmego miejsca do play off…

  2. Rere napisał(a):

    Ja pierdole co to było? Mecz pod kontrolą oddany pod koniec!!!

  3. hetman3 napisał(a):

    Chciałoby sie napisac że standardowy mecz w naszym wykonaniu. Policzcie sobie ile meczy przegralismy w ten sposob? 3 kwarty gramy jak contender a pozniej nagle zamieniają sie w patałachy. ZAwsze problemy zaczynają sie pod koniec 3 kwarty ciekawe jakim ustawieniem wtedy gramy niech zgadne Bayless Redick Amir?
    Jakby ktoś mogł policzyc ile meczy przegralismy buzzerami lub w crunch time plus te w ktorych wygrywalismy +15. Ja obstawiam że co najmniej 8-10 meczy tak przegralismy

  4. Maarten napisał(a):

    Alarm!! pilnie poszukiwany Shooter!! Fultz czy ty nim będziesz???? Chryste panie nie daje już rady…ile jeszcze takich wygranych meczy które kończymy porażkami?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *