Czy Fultz wróci w tym sezonie?

Brett Brown przyznał po meczu z Charlotte, iż wciąż nie wyznaczono daty powrotu do gry Markelle Fultza. Młody rozgrywający nie pojawił się na boisku od 23. października. Początkowo jego absencja była tłumaczona dysbalansem mięśni łopatkowych, lecz w tej chwili sztab Sixers otwarcie przyznaje, że rookie pauzuje z powodu braku formy rzutowej.

Prowadzimy wiele rozmów w organizacji i próbujemy dokładnie ocenić jego sytuację. Myślę, że wraca do formy. Wygląda, jakby czuł się coraz lepiej.

 

Pojawiające się w sieci nagrania rzutów Fultza napawają optymizmem. W oczy rzuca się przede wszystkim to, że Markelle odzyskał dawną mechanikę rzutu, która (pomimo oryginalności i krytyki ze strony ekspertów) pozwalała mu rzucać na skuteczności 41.3% zza łuku w trakcie gry na uczelni. Młody obwodowy Sixers zaczął z powodzeniem trafiać z półdystansu, dystansu oraz z odchylenia, co jest wielkim krokiem w jego rehabilitacji!

Niestety, jak mawia stare przysłowie, jedna jaskółka wiosny nie czyni. Fultz musi odzyskać powtarzalność w swych rzutach, co może zająć trochę czasu. Jednak nawet powrót do formy rzutowej nie wystarczy, by pierwszy numer zeszłorocznego draftu mógł od razu wrócić do gry. Trzeba pamiętać, że treningi Markelle były w ostatnim czasie ograniczone, więc musiałby on przejść jeszcze przyspieszony okres przygotowawczy nastawiony na m.in. odzyskanie kondycji.

Co więcej, Sixers wkroczyli właśnie w najważniejszą fazę sezonu, w której walczą o jak najlepsze rozstawienie w tegorocznych rozgrywkach posezonowych. Wprowadzenie Fultza do gry może być w tym momencie ryzykiem, na które Szóstek po prostu nie stać. Po dodaniu do składu Belinelliego i Ilyasovy Brett Brown ustalił dokładnie miejsce każdego zawodnika w rotacji i zaczął grać głównie czwórką rezerwowych, co sprawia, że dla Fultza w tym momencie może po prostu nie być miejsca.

Pod uwagę trzeba wziąć również czynniki psychologiczne. Jeśli problem Markelle był/jest natury psychicznej, to można wyobrazić sobie, jak mogłyby wpłynąć na niego ewentualne niepowodzenia na parkietach NBA na tym etapie rehabilitacji. Mało prawdopodobnym jest, by (przy całym szumie, który narósł wokół jego problemów rzutowych oraz przy jego aktualnej dyspozycji) występy w tak ważnych meczach mogły dodać 19-latkowi pewności siebie. Wydaje się, że w tym momencie najlepszym wyjściem byłoby pozostawienie Fultza poza rotacją do końca sezonu, by mógł on rozpocząć przyszłe rozgrywki od stopniowania wagi spotkań: od Ligi Letniej, przez off-season, aż po rozgrywki ligowe.

Na Joela Embiida czekaliśmy dwa lata. Na Ben Simmonsa czekaliśmy rok. Czy nie warto poczekać rok na Markelle Fultza, który wszedł do ligi jako 19-latek?

12 komentarzy

  1. Hetman3 napisał(a):

    A ja jestem jednak zdania żeby dać mu poczuć parkiet na jakieś ostatnie 10 meczy. Niby walczymy o rozstawienie ale na tym etapie procesu nie wskoczymy wyżej 6 miejsca oby tylko uniknąć Toronto.
    Niech sprawdzą w warunkach meczowych ile mu brakuje. Fultz to nie tylko rzut ale też wjazdy pod kosz. Większą pewność da mu jeden trafiony rzut w meczu niż 100 na treningu.
    Za bardzo się pieszczą chłopaki.

  2. Ajverson napisał(a):

    Jestem tego samego zdania. Skoro nie jest to kontuzja to każda minuta na parkiecie powinna dać mu cenne doświadczenie.

  3. Wilt100 napisał(a):

    Czyli myślicie, że te 4 mecze, które zagrał na początku sezonu, bardziej mu pomogły niż zaszkodziły? Doświadczenie to jedno, ale widać, że chłopak ma problemy z psychiką. Boję się, że gdyby teraz wrzucili go do gry i zaliczyłby parę cegieł, to mógłby się jeszcze bardziej spalić.

    • Ajverson napisał(a):

      Tylko że na początku sezonu grał z kontuzją tak? Jeśli następne 7 miesięcy spędzi na treningach to rozumiem że będzie mocniejszy i jak pocegli w październiku to się nie załamie ale jak w marcu pocegli to jego kariera jest over? To po to wybierana była jedynka żeby teraz martwić się że po kilku miesiącach nauki rzutu i pracy z psycho facet spudłuje kilka razy i się załamie? To może odesłać go do gry z jakimiś dzieciakami niech się podbuduje tylko co kurdę jak trafi na jakiś przerośniętych Bully co mu kartkę na plecach przykleją „kick me I’m bust” to będzie kiepsko ;)

      • Serek7 napisał(a):

        Nie. W październiku nie zostanie rzucony na głęboką wodę, tylko najpierw zbuduje pewność siebie na treningach z drużyną, summer league, offseason i dopiero zagra w poważnym meczu. Zadziwia mnie jak fani koszykówki często zapominają, że ci ludzie to nie maszyny. Dla zawodnika grającego 10 lat na najwyższym poziomie takie wejście do gry po długiej nieobecności to jest duża presja. A co dopiero dla chłopaka, który tak naprawdę dopiero zadebiutuje? Bo te pierwsze mecze nie pomogły mu zebrać doświadczenia, przeciwnie, mogły mu trochę napsuć w głowie. Gdybyśmy byli tankowcem byłbym zdecydowanie za wpuszczeniem młodego do gry. Ale nie jesteśmy. Walczymy o dobre lokaty w play offs, co wiąże się z wielką presją.
        Bardzo się cieszę, że DeRozan, Love i Rose przyznali się do swoich problemów, bo to może uświadomi niektórym, że sportowcy na takim poziomie są bardziej narażeni na problemy psychiczne niż my. I często zamiast ich podziwiać wylewamy im na głowy wiadro pomyj, gdy mają gorszy dzień.

  4. Hetman3 napisał(a):

    To że mu kazali grać te 4 mecze jest chyba największym błędem całego procesu. Tylko że to już inna historia i trzeba patrzeć w przyszłość. Jak teraz nie zagra to będą się z nim cackać do początku przyszłego sezonu.
    Szczerze to mnie irytuje taka opieszałość i pieszczenie się z zawodnikami. Wiadomo jak ktoś ma uraz to nie gra. Ale jest sporo przypadków przeciagania powrotów żeby tylko biadakom krzywda się nie stała.

  5. Hetman3 napisał(a):

    Może się nie znam ale ile można się uczyć rzucać? Przecież to jest najwyższy poziom w tym sporcie, cały sztab specjalistów i nie można sobie przypomnieć mechaniki rzutu? Ja bym chyba szybciej się nauczył rzucać. Dla mnie to jest jakaś paranoja od początku roku trwa szopka pod nazwą Fultz.
    Jedno jest pewne chłopak ma psychikę małego dziecka.

    • Serek7 napisał(a):

      Uznając każdy problem natury psychicznej za słabość Fultz rzeczywiście pozostanie dla Ciebie kimś z psychiką małego dziecka. Tylko bez zrozumienia podstaw psychologii takich jak chociażby warunkowanie czy lęk społeczny wypowiedzi na temat „psychiki małego dziecka” są po prostu mało warte.

  6. Hetman3 napisał(a):

    Nie piszę tego żeby mu dokuczać. Dla mnie to jest dziwne żeby przy tym poziomie rozwoju zawodnika przez 3 miesiące nie mógł sobie przypomnieć jak się rzuca. Te filmiki wyglądały jak sceny ze Space Jam gdzie ukradli talent zawodnikom.
    10 lat temu nie było takich problemów jak teraz. Jakby go taki Pierce czy Garnett dopadli w trash talku to by chłopak z płaczem opuścił parkiet.
    Takie coś jest gorsze niż zerwane ścięgno czy złamana noga.
    Ja bym mu dał trochę pograć w końcówce sezonu żeby poczuł trochę klimatu i zobaczył nad czym trzeba pracować

    • Serek7 napisał(a):

      Chyba Wilt100 kiedyś to dobrze wytłumaczył jeśli dobrze pamiętam. Jeśli jego mechanika rzutu przez długi czas sprawiała mu ból, to z czasem ją zmienił. Jednak w jego mózgu oryginalna mechanika na tyle została skojarzona z bólem, że teraz miał/ma po prostu problem, by wykonywać ten ruch swobodnie, bo przynajmniej na poziomie nieuświadomionym wciąż ma/miał awersję do danego ruchu. Nawet wykonując ten ruch poprawnie jego mięśnie mogą napinać się w sposób zupełnie inny, niż robiły to wcześniej.
      Zgadzam się jak najbardziej z porównaniem do Space Jam, chyba już wiemy kto może tam potencjalnie zagrać obok LeBrona ;)

  7. hetman3 napisał(a):

    Mam wrazenie że sie podchodzi do tematu jego kontuzji jakby to byla fizyka kwantowa. Gość to mega talent i chyba jakoś szybciej powinno mu iść przypominanie rzutu. Przecież to robił setki tysiecy razy. Jak już nie boli to chyba nie powinien mieć problemu. A te pierwsze filmiki wygladały jakby dopiero zaczynał sie uczyć rzucać. Jakies nienaturalne zginanie łokcia i nadgarstków.
    Powtarzam po raz kolejny wiecej pewnosci da mu jeden kosz rzucony w meczu przy owacji publiki niż 100 na treningu. Jak sie boją gwizdów i buczenia niech gra tylko u siebie.

    • Sixersfan napisał(a):

      W tej kwestii zgadzam sie z przedmowca. Problem tkwi w glowie, brakuje mu pewnosci. Jak dokona tego w warunkach meczowych jeden raz potem drugi to da mu to 100 krotnie wiecej niz tysiac rzutow na treningu „na sucho”. Siedzenie na lawce w momencie gdy nogi i reszta ciala rwie sie do gry jest bardziej destrukcyjne niz kilka niecelnych rzutow w meczu. Sadzanie go w takiej sytuacji na lawce tylko utwierdzza go w przekonaniu ze nie nadaje sie do gry, ze jest tak zle, ze nie nadaje sie do wyjscia na parkiet nawet na chwile.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *