II runda play-offs: Boston Celtics (2) – Philadelphia 76ers (3)

Kiedy Milwaukee Bucks przegrali 35 punktami ostatni mecz sezonu zasadniczego z Philadelphią 76ers, mówiło się, że zrobili to celowo. Nagrodą była bowiem gra w pierwszej rundzie play-offs z łatwym rywalem, jakim mieli być zdzięsiątkowani przez kontuzje Boston Celtics. W przeciwnym razie Bucks graliby z Cleveland Cavaliers. Kalkulacja ta, jeśli w ogóle prawdziwa, nie wyszła na dobre klubowi z Milwaukee. Gracze Bucks są już na rybach, tymczasem dzisiaj w nocy polskiego czasu pierwszy mecz drugiej rundy play-offs pomiędzy Sixers i Celtics.

Sixers to jednak nie Bucks, tylko zespół o klasę lepszy. Obecnie zdrowi filadelfijczycy byliby w stanie wygrać 60 spotkań w sezonie. Przed serią z Miami Heat pisałem, że pierwsze od 6 lat play-offs to jedna wielka niewiadoma, bo niedoświadczeni Sixers mogą łatwo wygrać, ale mogą też być pokonani przez samych siebie, jeśli nie narzucą własnego stylu gry, jeśli przestraszy ich intensywność gry, czy jeśli debiutanci spalą się z nadmiaru presji i nerwów. Dziś już wiemy, że nic z tego nie miało miejsca. Sixers narzucili swój styl gry, do sweepu zabrakło im tylko kontuzjowanego przez dwa mecze Embiida. Ben Simmons grał po profesorsku niczym weteran (ze swoim nastawieniem i wyrahowaniem jak nigdy przypominał mi LeBrona). W zasadzie żaden z zawodników nie zawiódł, debiutujący w play-offs trener podejmował mądre decyzje, nawet J.J. Redick, który w innych zespołach w tej fazie rozgrywek często był cieniem siebie, został najlepszym strzelcem zespołu. Krótko mówiąc – kolosalne pokłady talentu okazały się o wiele istotniejsze, niż doświadczenie w play-offs. Wystarczy, że Sixers zagrają „swoje”, a Embiid zdominuje strefę podkoszową i to oni będą zdecydowanym faworytem w drugiej rundzie.

Oczywiście Celtics to także zespół lepszy od ich rywala z pierwszej rundy. Przede wszystkim lepiej broniący; Marcus Smart może napsuć o wiele więcej krwi Simmonsowi, niż obrońcy Heat, także Embiid w sezonie przeciwko Horfordowi nie wypadał zbyt dobrze. Trener Brad Stevens ma sporo doświadczeniea i wie, co robi. Mimo nieobecności Kyrie Irvinga i Gordona Haywarda, nie należy lekceważyć jego drużyny, skoro wygrała 55 spotkań w sezonie. W drugiej rundzie „Zieloni” mają przewagę parkietu, a co ciekawe, w serii z Bucks zawsze wygrywał gospodarz (z drugiej strony Sixers po porażce u siebie, zdołali wygrać wszystkie mecze w Miami).

W tej klasycznej rywalizacji stawiam jednak na Sixers, z tego samego powodu, przez który wygrali oni pierwszą rundę: nadmiar talentu. Jeśli oba zespoły spotkają się za rok, to może być bardzo ciekawie. Teraz Celtics wymęczeni morderczą, 7-meczową serią z Bucks, nie wydają się być równym rywalem. Typuję 4-2 dla Sixers, a jeśli uda się wygrać pierwszy mecz w Bostonie, wykorzystując nieobecność Jaylena Browna (prawdopodobnie opuści otwarcie serii), to być może nawet 4-1. Ewentualne odpadnięcie Sixers przeciwko rywalowi w niepełnym składzie i po serii 20 wygranych w 21 spotkaniach, wydaje się nierealne i miałoby fatalne skutki dla atmosfery w szatni.

A jakie są Wasze typy?

Terminarz serii:
Mecz 1: 30 kwietnia/1 maja (godz. 2.00)
Mecz 2: 3/4 maja (godz. 2.30)
Mecz 3: 5 maja (godz. 23.00)
Mecz 4: 7 maja (godz. 24.00)
Mecz 5: 9/10 maja (godz. nieznana)
Mecz 6: 11/12 maja (godz. nieznana)
Mecz 7: 13 maja (godz. nieznana)

5 komentarzy

  1. rere napisał(a):

    Rekord strat popełnionych osiągniemy w tej serii coś tak czuje…. Będziemy tracić piłkę na potęgę. Boston nas defensywnie może zniszczyć jak w końcu nie nauczą się bardziej szanować piłki.

    • Kozik napisał(a):

      Brad Stevens imo to COY, Boston nie ma nic do stracenia, ma przewagę parkietu i defensywnie kilka biegów więcej niż pół ligii. Ale to my jestesmy w gazie, jesteśmy więksi (cm+kg). Oby zagrali jak z Miami, rozsądnie z piłką i będzie dobrze. Sixers w 6.

      Czeski błąd w tekście Hayward to Gordon, nie Al. Red. pewnie myślał już o kolejnym akapicie:)

      • Mateusz Filipiak napisał(a):

        Poprawione, dzięki za czujność!
        Haywarda tak dawno nie było na parkiecie, że wszyscy powoli zapominamy, jak ma na imię ;)

  2. Wilt100 napisał(a):

    Nie wiem jak Bucks mogli przegrać serię z Bostonem. Mając Giannisa i Middletona trafiającego średnio ponad 3.5 trójki na 61%. Wiadomo, Bledsoe poza dwoma meczami był na poziomie g-league, ale mimo wszystko przewaga talentu powinna być widoczna. Teraz wszyscy straszą Smartem, ale ja mam wrażenie, że Sixers są na niego gotowi dzięki serii z Miami. Tam też było sporo twardych graczy, którzy prowokowali, nie grali za czysto, byle tylko wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Richardson, Winslow, James Johnson… Simmons nic sobie z tego nie robił i myślę, że podobnie będzie w starciu ze Smartem. Bardziej boję się o gwizdki w Bostonie, bo Marcus to z jednej strony agresywny obrońca, ale z drugiej elitarny floper i tu przewaga parkietu zielonych może im się przydać. Martwi mnie też trochę matchup Embiida z Horfordem. Joel będzie musiał za nim daleko wychodzić i odkrywać strefę podkoszową. Natomiast w ataku maska wyraźnie ogranicza mu pole widzenia i odbija się na efektywności. Jeśli Embiid sobie z tym poradzi, to o awans jestem spokojny. Stevens może znaleźć sposób na zastopowanie Redicka, Bellineliego czy Ilyasovy, ale nie agresywnego Joela.

  3. MrHankey napisał(a):

    Sixers in 5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *