Sixers – Mavericks 106:100

Już nie Dirk Nowitzki, nie Dennis Smith Jr tylko Luka Doncic i jego Dallas Mavericks zawitali do Wells Fargo Center aby rzucić wyzwanie Philedelphii 76ers i wobec nieobecności Jimmy’ego Butlera (choroba, czy efekt jego niezadowolenia?) i Wilsona Chandlera ciężko było wskazać jednoznacznego faworyta spotkania. Dallas to drużyna o bilansie niezbyt imponującym, ale mogąca wygrać z każdym, a najlepszy debiutant w tym sezonie Luka Doncic niejednokrotnie już zaskakiwał przeciwników.

Nieobecnych Chandlera i  Butlera w wyjściowej piątce zastąpili Korkmaz i Bolden. Sixers od pierwszych minut przejęli inicjatywę i powoli budowali swoją przewagę. Świetną kwartę rozegrał JJ Redick, który pokazał, że potrafi być też boiskowym cwaniakiem, a nie tylko shooterem. Ucieczki za plecy, minięcia, wymuszone faule to wszystko pokazał nam JJ w pierwszej części spotkania. Cały zespół robił swoje przez pierwszą połowę – dobra obrona, mało strat i skuteczność w ataku zaowocowała prowadzeniem 31:26 po pierwszych 12 minutach. Ben Simmons po dwóch kwartach bliski był już triple double mając na koncie 12 pkt, 7zb., i 7 as., a do tego wykonywał świetną robotę kryjąc Lukę, który zdobył ledwie 6 punktów, 5 zbiórek i asystę.

W kwarcie trzeciej w szeregi gospodarzy wkradło się trochę rozluźnienia i Mavs doszli Philę na 5 pkt, jednak wobec dobrej obrony przeciwników i nieskutecznego Doncicia, Sixers ponownie zaczęli “odjeżdżać”, a Ben Simmons w tej kwarcie miał już na koncie swoje 6. w sezonie triple double. Prowadzenie Sixers po trzech kwartach wzrosło do 18 pkt.

W ostatniej części spotkania wszystko zdawało się być pod kontrolą gospodarzy, jednak nieustępliwi Mavs nie pozwalali im uciec i sami mozolnie odrabiali srtaty. Jeszcze na 1:20 do końca Sixers prowadzili 10 punktami, jednak krótka ławka odbiła swoje piętno na końcówce meczu i zmęczeni zawodnicy Philadelphii nie byli w stanie zatrzymać ambitnych Mavericks. Na 30 sekund do końca Dallas przegrywało już tylko 4 pkt. Sytuację uratował Joel Embiid, który omal nie popełnił straty, jednak po faulu Matthewsa w walce o piłkę w parterze JoJo trafił oba rzuty wolne.

Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 106:100 dla Philadelphii i muszę przyznać, że jestem pełen uznania za taką postawę wobec braków kadrowych, z którymi Sixers się zmagają. Brett Brown sięgnąć musiał głęboko do rezerwy, wpuszczając na boisko Shake’a Miltona, który pokazał się z bardzo dobrej strony. W tym meczu było wszystko, czego może oczekiwać kibic – szybkie ataki, alley – oopy, przechwyty, piękne rzuty, walka, poświęcenie i emocje – taki spektakl zafundowali swoim kibicom zawodnicy Sixers. Ciężko wskazać tutaj jednego bohatera bo wszyscy mieli ogromny wkład w wygraną. Ofensywnie najlepiej wypadli liderzy: Joel Embiid 25/12/5, Ben Simmons zakończył mecz z triple  – double (20/14/11) i warto tutaj dodać, że w tym meczu oddał 4 rzuty, trafiając dwa z nich. Od kilku meczów można zaobserwować delikatną zmianę w jego grze. Ben zaczął oddawać rzuty, oczywiście nie wszystko wpada, niektóre nawet obręczy nie dotkną, ale tak jak dzisiaj 50% skuteczność to już jest coś, szczególnie biorąc pod uwagę zawodnika, który praktycznie tego nie robił.  JJ Redick zrobił dokłeadnie to czego się od niego oczekuje płacąc mu okrągłą sumkę za sezon. W mojej ocenie ten mecz miał jeszcze 2 cichych bohaterów – Jonah Bolden i tradycyjnie TJ McConnell. Pierwszy rozegrał bardzo dobre spotkanie w obronie a na swoim  koncie zanotował 11 pkt, 9 zb. i 2 blk, natomiast TJ statystyk może nie ma okazałych, jednak patrząc na jego grę widać było ile to znaczył dziś dla Sixers. Ciągłą presją na zawodnikach Mavs wprowadzał sporą dezorganizację w ofensywie, a jego przechwyty przy wprowadzaniu piłki na boisko to już chyba znak firmowy (ciekaw jestem jak wygląda statystyka w tzw. “inbound steals”, poszperam trochę może i coś znajdę).

Po stronie Mavs nie było wyraźnego lidera. Doncić raczej będzie chciał szybko zapomnieć o tym spotkanie, a Ben chyba będzie mu się śnił po nocach. Co prawda zdobył on 16 pkt, jednak przez większość meczu był zupełnie niewidoczny, a punkty zdobywał w linii rzutów wolnych po wymuszonych przewinieniach. Jedynie Wesley Matthews i Ryan Broekhoff rzucali na solidnej skuteczności zdobywając odpowiednio 18 (7/11FG) i 15 (6/8) punktów.

Ważna wygrana Sixers, którzy pokazali trochę dobrego basketu, a w mojej prywatnej opinii pokazali tym, którzy sieją ferment, że nie są niezastąpieni. Tak trzymać Sixers i tak trzymaj Ben (2/4)!

5 komentarzy

  1. WojtekHandi pisze:

    Niby narzekamy na gre naszej druzyny, jednak jak patrze na boxscore z dzisiejszego meczu to mam mega szacun, ze sa w stanie wygrywac w takim skladzie. Na tym etapie rozgrywek zespol jest duzo lepszy niz przed rokiem

  2. Serek7 pisze:

    Kolejny fajny mecz Boldena, brawo! Myślę, że można już z niego zrobić zmiennika Embiida (który zagrał, o zgrozo, 35 minut!), bo gabaryty i rozmiar ma by grać na tej pozycji. Może nie ustoi przy takim Adamsie, ale hej, czy Muscala dałby radę? ;)
    Mike niech zostanie na PF do rozciągania gry, mogą też się ewentualnie zmieniać przecież pozycjami w trakcie, bo wymienność jest ważna.
    Z Jonahem nasza ławka będzie w końcu miała jakikolwiek poziom obrony pod koszem.

    I brawo dla Bena za ten mecz! Jego rozgrywanie w pierwszej kwarcie to poezja!

    • skinny pisze:

      Boldena nie ma co rzucać na jego nienaturalną pozycję. To jest PF, niech gra na PF, też potrafi sypnąć z dystansu, a embiida do czasu sprowadzenia sensownego zmiennika niech zastępują amir i muscala. PF bolden C Johnson z ławki defensywnie wygląda dobrze ale zostaje tragiczna dziura korkmaz/shamet :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *