Philly Cheesesteak

Stuart Roosa, 38 – letni ex – smoke jumper, przygotowywał się do najważniejszego zadania w swoim życiu. Został mianowany pilotem modułu dowodzenia “Kitty Hawk” misji Apollo 14. Wprawdzie nie miał postawić stopy na księżycu, ale lot w kosmos był spełnieniem jego marzeń. Pewnego dnia niespodziewanie zadzwonił do niego Ed Cliff, szef Służby Leśnej Stanów Zjednoczonych. Spytał wprost: “Nie zabrałbyś czegoś ze sobą w kosmos?”.

Panowie znali się ze “strażackich” czasów Roosa, wiec Ed bez ogródek zaproponował, aby Stuart zabrał w swoim bagażu w ramach eksperymentu…różne nasiona drzew. Astronauta zgodził się bez wahania, NASA nie miało nic przeciwko, i już wkrótce wyselekcjonowano ok 500 ziaren pięciu gatunków drzew: sosny taeda, jawora, ambrowca, sekwoi i daglezji zielonej.

Rakieta misji Apollo 14 wystartowała 31 stycznia 1971 roku. Przez dziewięć dni nasiona drzew “orbitowały sobie w kosmosie” w bagażu Roosa.  Po powrocie nasiona zostały wysłane do specjalnych ośrodków w Mississippi i Kalifornii w celu podjęcia próby ich zakiełkowania. Ku pozytywnemu zaskoczeniu prawie wszystkie się przyjęły i można było wysyłać je “w świat” do sadzenia.

Historia ta trafiła do tego felietonu, bo pierwsze tzw. Moon Tree zasadzono oczywiście w Filadelfii 6 maja 1975 roku przy Washington Square (był to jawor). Pozostałe były sadzone w całych Stanach, w Brazylii, Szwajcarii, a nawet kilka nasion pojechało do Japonii w prezencie dla cesarza Hirohito. Niestety jawor w Philly usechł i został ścięty w 2011 roku, ale aktualną listę wciąż żyjących drzew bez problemu znajdziecie w necie. Do dziś stanowią żywy pomnik na cześć Stuarta Roosa i księżycowych misji kosmicznych.

Philly Moon Tree
Moon Tree w Filadelfii (foto: Christopher Palmer)

Po 2 – 1 naszych misiów – pysiów w mijającym tygodniu we mnie za to kiełkuje nadzieja, że ten skład jednak może powalczyć realnie o mistrzostwo, a nie max o finał konferencji.

W meczu z Bucks nasi pokazali naprawdę cojones. Było blisko, ale Giannis to ostatnio jakiś koleś z innej planety. W ostatnich 12 meczach jechał na 31.4 punktów, 57.4% z gry, 12.3 zbiórek, 7.6 asyst i 1.3 bloków. No kosmita. W dogrywce po prostu zabrał zabawki z piaskownicy. Tak, podniecam się w felietonie o Sixers graczem z ekipy najgroźniejszego rywala, bo na to zasługuje.

Nasi odbili to sobie z Sacramento, gdzie bez trójki Joel, Ben, Seth zafundowali Kings małe kuku rzucając 56% z gry. Po All-Star break na misji jest Tobias Harris, który w kolejnym meczu z Knicks przypieczętował wolnymi zwycięstwo. Gra po prostu fantastycznie. Doc po meczu z Kings:

(Harris) Nadawał dziś ton swoim nastawieniem i oczywiście swoją grą. Jego postawa była fenomenalna

Co mnie również cieszy to stabilizująca się forma rezerwowych. Zaskakująco swoją najlepszą koszykówkę od czasów Orlando gra Dwight Howard. Stał się również nieoficjalnie czołowym wodzirejem na ławce. Shake odzyskuje swoją formę strzelecką, obrona Thybulle wraca na poziom elitarny. A Danny Green w meczu z Knicks potwierdził moje słowa z jednego z felietonów, że jest idealnie w miejscu, w którym ma być.

Daryl Morey coś przębąkuje, że nie ma co się spodziewać dużych ruchów przed trade deadline. Doc też mówi, że jak nikt nie przyjdzie to tragedii nie będzie, bo “mamy świetną drużynę”. Tak więc nie zdziwię się jak jedynym wzmocnieniem będzie powrót Embiida po kontuzji. Na dziś mamy 30 – 13, jedynke na wschodzie i dwójke w NBA, a goniący nas Nets coś tam wtopili. Jest ok, jedziemy dalej na małym tournée wyjazdowym. W razie czego mamy asa w rękawie: