Philly Cheesesteak

Na samym początku XVIII wieku Filadelfia była niezwykle szybko rozwijającym się miastem. Ściągający zewsząd rzemieślnicy i kupcy nabywali lub dzierżawili ziemię przy lub w okolicach rzeki Delaware, która była główną “autostradą” dla ich dóbr. Bardzo szybko doprowadziło to do ogromnego przeludnienia i “ścisku” na tych terenach. Dwóch kupców, Arthur Wells i John Gilbert, postanowiło w 1703 roku utworzyć małą ścieżkę dla wózków pomiędzy Front St. i Second St., aby ułatwić transport swoich towarów. Nie mieli pojęcia, że ta mała dróżka ponad 300 lat później stanie się jednym z najbardziej znanych Narodowych Punktów Krajobrazowych Ameryki.

Wizyta na Elfreth`s Alley to dziś niesamowita podróż w czasie. Przy ulicy nazwanej na cześć Jeremiah Elfretha, XVIII wiecznego kowala i kupca, znajdują się zachowane w doskonałym stanie 32 domy zbudowane w latach 1703 – 1836. W tamtym okresie domy rzemieślników i handlarzy były również miejscem, gdzie znajdowały się ich zakłady. Przy Elfreth`s Alley swoje “firmy” mieli m.in. budowniczy statków, producenci szkła, kowale, meblarze, producenci przedmiotów ze srebra, czy cyny.

Każdy z domów zbudowany był zgodnie z ówczesnym kolonialno – brytyjskim nurtem architektury, a niektóre w charakterystycznym dla samej Filadelfii stylu Trinity House. Przełom XIX i XX wieku to “kryzys” ulicy, gdyż rewolucja przemysłowa zaczęła “przenosić” handel i produkcję z prywatnych domów do fabryk i na ogromne obszary przemysłowe, które zdominowały okolicę. Ponad 100-200 letnie domy zaczęły niszczeć i pewnie musiałyby zostać zburzone, gdyby nie heroiczna postawa mieszkańców z Dolly Ottey na czele.

Od lat 20-stych walczyli o swe domy, co zaowocowało w 1936 roku powołaniem Stowarzyszenia Elfreth`s Alley (EEA), a w latach 60 – tych do uznania ulicy jako Narodowego Punktu Krajobrazowego. Uchroniło to aleje przed zakusami zburzenia jej pod obwodnicę nr 95. Udało się zdobyć środki na renowację i dziś ulica przyciąga swoją unikalną architekturą i wspaniałą kolorystyką.

W dwóch domach utworzono specjalne muzeum. W pozostałych dalej mieszkają ich właściciele, ale dwa razy do roku otwierają swoje podwoje dla wszystkich chętnych. Na początku czerwca EEA organizuje zawsze “Fete Day” w celu uczczenia leżącej u podstaw ulicy różnorodności etnicznej, a w grudniu “Deck the Alley Day” kiedy 13 domów przystraja się pięknie na święta i otwiera dla zwiedzających.

Elfreth`s Alley w Filadelfii to “must see” podczas wizyty w tym mieście. Niezwykły urok i duch historyczny tego miejsca pozostanie w twych wspomnieniach na długo. Powrót do przeszłości gwarantowany.

Elfreth`s Alley
Foto: Maciej Gąd
Elfreth`s Alley
Foto: Maciej Gąd

Ostatni tydzień to również inny ważny powrót. Nasza ekipa zakończyła okres bez Embiida bardzo dobrym bilansem 6-2. Joel wrócił idealnie na mecz z Wolves na małe tête-à-tête z KAT-em. Mimo że ten rzucił 39 pkt i wziął Embiida na plakat (ups!), to bez naszego centra zwycięstwo mogło wisieć tu na włosku.

To był bardzo ciężki tydzień dla Sixers zakończony 2-2. Spodziewałem się porażki z Nuggets, bo ci grają po trade deadline jak na haju + napędzeni byli powrotem w tym meczu kibiców do swojej hali. To, że nasza drużyna ma cojones pokazał mecz z Cavs. Bardzo eleganckie zwycięstwo z eleganckim występem całego składu z Miltonem na czele. Chyba na dobre powrócił do formy strzeleckiej z początku sezonu. Po meczu Doc podkreślił jaką drogę przeszła drużyna, która według niego na początku sezonu bez Embiida by się załamała:

To była dla nas niezły kawał podróży (przez sezon). Myślę, że teraz jesteśmy już po drugiej stronie. Nasi chłopcy się już tym nie przejmują (brakiem Embiida). Po prostu wygrywają.

Widać już jednak zmęczenie intensywnością tego sezonu. Po powrocie Joel dostał wolne w meczu b2b z Memphis, ale cała drużyna po prostu siadła fizycznie. Ze świecą można było szukać jakiejkolwiek energii u naszych, którzy zostali rozjechani w 3 kwarcie. W formie na pewno nie są też jeszcze fani w Phily, którzy buczeli tak głośno jakby zapełniona była cała hala, a nie 25%. Zapomnieli chyba, że Sixers grali drugi dzień z rzędu zaraz po powrocie z 12 – dniowego i 6 – meczowego tripa. Doc po meczu cieszył się najbardziej z tego, że nikt nie dostał kontuzji:

Jesteśmy tylko ludźmi. Graliśmy ostatnio bardzo dużo meczów. Nie mieliśmy zbytnio szans w tym meczu (biorąc pod uwagę terminarz).

Duży pozytyw z tego tygodnia to dalsza świetna gra Harrisa, który po prostu nie schodzi z poziomu All – Star. Shake Milton odzyskał formę strzelecką i jest pewniakiem z ławki. Podoba mi się dalej twarda gra Howarda, ale mógłby jednak postarać się mniej razy wylatywać z boiska. Zwłaszcza w meczach bez Embiida. Martwi mnie niemrawa forma Curry`iego. Na dziś to główny kandydat do zastąpienia go w piątce Hillem, jeżeli na taki manewr zdecyduje się Rivers.

Co mnie jednak najbardziej cieszy to duży postęp mentalny, o którym wspominał trener. Drużyna czuje się silna mimo różnych przeciwności losu. Chłopaki skupieni są na wspólnym celu, którym jest realne mistrzostwo. Oby tak dalej.