Philly Cheesesteak

Porucznik Frank Powell, szef miejskich saperów w Filadelfii, nie mógł uwierzyć w rozkaz, który właśnie otrzymał. Zszedł do magazynu i zgodnie z poleceniem przełożonych przygotował dwie bomby z materiałów wybuchowym C4 i Tovex. Potem udał się na lotnisko, gdzie czekał już na niego policyjny helikopter. Był piękny słoneczny dzień 13 maja 1985 roku.

MOVE, Christian Movement for Life, paramilitarna grupa separatystyczna została założona przez Afroamerykanów w Filadelfii w 1972 roku. Ich postulaty to mieszanka różnych ideologii rewolucyjnych, anarchistycznych i praw natury. Wszyscy jej członkowie, chcąc podkreślić swoje korzenie i poczucie wspólnoty, przyjmowali nazwisko Africa. Od początku byli solą w oku władz miasta i policji. Do pierwszego konfliktu doszło w 8 sierpnia 1978 roku, kiedy w wyniku strzelaniny zginął policjant, a 16 innych i strażaków zostało rannych. Dziewięciu członków MOVE zostało skazanych na dożywocie.

W 1981 członkowie MOVE przenoszą się do surowego domu przy 6221 Osage Avenue. Była to normalna dzielnica, więc z marszu popadli w konflikt z mieszkańcami okolicy. Zarzucano im nieustający syf dookoła posesji, nieustanne happeningi z obraźliwymi hasłami wygłaszanymi przez głośne megafony, czy posiadanie nielegalnej broni. W końcu burmistrz Wilson Goode ogłasza MOVE organizacją terrorystyczną, a policja uzyskuje nakaz aresztowania i eksmisji wszystkich członków. Na dzień akcji wyznaczono 13 maja 1985 roku.

Najpierw ewakuowano okolicznych mieszkańców. Obiecano im, że wrócą do domów za 24h. Odcięto z całej dzielnicy gaz i wodę. Ponad 500 policjantów otoczyło posesje i wezwało członków MOVE do poddania się. Ci odpowiedzieli ogniem. Przez kolejne 90 minut miała miejsce strzelanina, w której policja użyła ok 10 tysięcy sztuk amunicji, granaty gazowe oraz ciężkie karabiny maszynowe. Nastąpił impas i wtedy komisarz Gregore J. Sambor podjął decyzję, aby na dom MOVE zrzucić bomby.

Porucznik Powell balansując na płozie wiszącego w powietrzu helikoptera wycelował i zrzucił ładunki na dom. Rozpętało się piekło. Z 16 członków MOVE uciec zdołały dwie osoby. Reszta, w tym piątka dzieci, spłonęła żywcem. Ogień szybko przeniósł się na okoliczne domy. Komisarz zabronił wkroczyć do akcji strażakom tłumacząc, że mogą być postrzeleni przez MOVE. Zanim ruszyła akcja gaśnicza spłonęło 61 domów.

Ramona Africa, jedyna ocalała osoba dorosła, spędziła kolejne 9 lat w więzieniu. W 1993 w procesie cywilnym otrzymała 1,3 mln $ odszkodowania. Niektórzy mieszkańcy wrócili do dzielnicy dopiero po roku, a niektórzy już nigdy. W 2005 w procesie cywilnym przeciwko miastu otrzymali 12.83 mln $. Komisarz Sambor odszedł w tym samym roku uważając się za marionetkę burmistrza Goode’a. Ten oficjalnie przeprosił dopiero rok później jak specjalna komisja opublikowała raport, że użycie bomb było kompletnie nieuzasadnione. Jednak tak naprawdę nikt z oficjeli nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Filadelfia zyskała wtedy przydomek – “Miasto, które samo się zbombardowało”. Dopiero 11 listopada 2020 rada miasta uchwaliła rezolucję oficjalnie potępiająca te zbrodnie.

Philly bombing 1985
Dzielnica po ustaniu pożaru / Foto: Bettmann/Bettmann Archive
Philly bombing 1985
Ulica po zakończeniu akcji (Foto. The Washington Post)

Nie pisze się łatwo o takich akcjach i nie było mi łatwo pisać po raz pierwszy o tygodniu zakończonym wszystkimi meczami w plecy. Bilans 0-4 i utrata jedynki na Wschodzie boli. Ale trzeba też przyznać, że mamy tu kilka czynników usprawiedliwiających.

Cztery mecze z topowymi drużynami NBA ściśnięte w sześć dni. W żadnym nie wystąpił nasz główny obrońca Simmons. Można się zżymać i marudzić, ale bez niego daleko nie pociągniemy w play-off i basta. To nie grał Joel, to nie grał Curry, to nie grał Harris. Ten ostatni po przerwie powrócił trochę nieswój, ale i tak grał na swoim dobrym poziomie z Bucks. Jak dla mnie MIP sezonu zaraz za Randle z Knicks.

Mimo osłabienia mecz z Suns na styku do końca. Wszyscy widzieliśmy rzut Embiida przez całe boisko. Mam tu taką grafikę poglądową. Kto ma wiedzieć ten wie:

W meczu z Warriors mieliśmy pecha nadziewając się na typa z innej planety. Kolesia, który jest obecnie w jakimś innym koszykarskim świecie. Jak oglądam NBA ponad 25 lat, to nie widziałem czegoś takiego. Nawet jego wygibasy w 2016 roku to małe miki w porównaniu z tym co odstawia teraz. Doc:

Nie wydaje mi się żebym kiedykolwiek widział taką serię w jakiej się on obecnie znajduje. Gwarantuje wam, że nie ma nikogo innego na świecie, kto zdobywa punkty w taki sposób jak on

Steph Curry siepał nas aż miło, a ja nawet nie byłem zły. To już jest ten moment, kiedy nie możesz mieć nic innego jak szacunek i uwielbienie dla tego typa. Ba, nawet trochę się cieszyłem, że gdzieś po drodze do jego chwały stali moi Sixers. Widziałem jego grę na żywo w 2019 w meczu Warrior – Clippers i już wtedy było to coś nie do zapomnienia. Na szczęście spotkanie go w finale nam raczej nie grozi.

A propo finału. Jeżeli chcemy tam się znaleźć, to potrzebujemy cały skład zdrowy. Stąd rozumiem odpoczynek Embiida w sobotnim meczu z Bucks. No ale jednak reszta składu, poza Harissem i Maxeyem, to po prostu spuchła w III kwarcie. Howard kolejnych technik i już tylko jednego brakuje do zawieszenia. Za to Bucks widać, że wrzucają powoli kolejny bieg. A Durant w meczu z Suns wszedł sobie po kontuzji i machnął 33 pkt ziewając. Nie będzie lekko proszę ja ciebie.

Na szczęście terminarz trochę zwalnia, więc pozostaje gonić Nets i bronić się przed Bucks (i Knicks? Narody klękają). Kibice wracają do hal i nagle po roku ciszy na trybunach przewaga własnego parkietu nabiera nowego wymiaru. Mecze u siebie w PO mogą nieść olbrzymi ładunek energetyczny dla drużyny. Jest o co walczyć. Tak więc Panowie, walczcie. Aby po sezonie nie trzeba było na drużynę zrzucać żadnej bomby.