Draft

Aktualnie w NBA toczą się boje o to, której drużyny zawodnicy będą mogli przyozdobić palce mistrzowskimi pierścieniami, o to który klub zapisze kolejną kartę w historii NBA jako zdobywca mistrzostwa. Fakt, że na placu boju zostało już niewiele drużyn nie oznacza, że w pozostałych klubach nic się nie dzieje. Kiedy topowe drużyny walczą w kolejnych rundach Play Offs, to w tym samym czasie drużyny z dołu tabeli żyją draftem. Sixers i jej kibice nie są wyjątkiem, szczególnie że klub zgromadził sporą ilość wyborów, ale najważniejsze są te najwyższe. Philadelphia dzięki wielu ruchom transferowym i nie najlepszemu sezonowi jest w stanie mieć dwa wybory w TOP10.

Jak to już w ostatnich latach stało się tradycją każdy kolejny draft obwoływany jest wyjątkowym, takim który trafia się raz na 10 lat, albo rzadziej. Nie inaczej jest i w tym roku. Markelle Flutz, Lonzo Ball, czy Josh Jackson wymieniani są jako ci ze szczytu listy. Niejednokrotnie zawodnicy wybierani z dalekimi numerami potrafili bardzo pozytywnie zaskakiwać jak również ci z samego szczytu listy bywali totalnymi niewypałami. Tych ostatnich określa się mianem „BUST”. Drużyna z Philadelphii również nie uniknęła takich wyborów. Wystarczy przypomnieć draft w 2010 roku, gdy Sixers wybrali Evana Turnera z 2 numerem. Evan dysponował bardzo pokaźnymi warunkami fizycznymi (201 cm) biorąc pod uwagę, że często występował na pozycji nr 1, czyli rozgrywającego. Mówiono o nim, że jest najlepiej przygotowanym zawodnikiem tego draftu do gry w NBA. Nie mogę stwierdzić, że Evan to totalny niewypał, bo potrafi grać, ale biorąc pod uwagę, że w tym samym drafcie wybrano Demarcusa Cousinsa z nr 5, Gordona Haywarda z nr 9, Paula Georga z 10, czy graczy jak Eric Beldose i Avery Bradley odpowiednio z 17 i 18 to wybór Turnera wygląda na bardzo nietrafiony. Takich przykładów z innymi drużynami w roli głównej można by jeszcze długo opisywać. W tym miejscu nie mogę nie napisać o San Antonio Spurs. Ta drużyna od czasów Tima Duncana nie miała wyboru w pierwszej dziesiątce, a mimo wszystko wyselekcjonowali takich graczy jak Tony Parker, Manu Ginobili, czy Kawhi Leonard wybrany co prawda przez Indianę , ale pozyskany w wymianie. Jak dodamy do tego mądre ruchy transferowe to mamy zespól, który od nastu lat jest co roku pretendentem do mistrza.

Zwróciłem na to uwagę ponieważ nie można ulegać tzw. „hypowi” jaki jest tworzony wokół różnych zawodników przed draftem. Co roku wybieranych jest 60 zawodników, a zgłasza się kilkakrotnie więcej, więc konkurencja jest naprawdę duża i każdy w jakiś sposób pragnie zwrócić na siebie uwagę skautów. W całym Drafcie, który jak wszystko w USA jest swoistym show, które świetnie się sprzedaje to właśnie ci panowie odgrywają kluczowe role „zza kurtyny”. Nie jest sztuką wybrać zawodnika, który osiągał świetne statystyki grając w NCAA, sztuką jest wybrać zawodnika, który najlepiej rokuje na przyszłość, który daje największe możliwości rozwoju na poziomie ligi zawodowej. Określeniem „Draft Combine” nazywa się okres w Maju, kiedy to gracze starający się o angaż w jednej z drużyn NBA przechodzą testy medyczne, pomiary, uczestniczą w treningach, gdzie po prostu mogą się pokazać przed skautami i zwiększyć swoje szanse na wybór. Każdy detal się liczy, czy zawodnik miał jakieś kontuzje, czy przechodził jakieś choroby, jakie posiada cechy osobowości no i oczywiście jakie prezentuje umiejętności i to o czym pisałem jaki ma tzw. „sufit”, co jest chyba sprawą najistotniejszą jeżeli brak jakichkolwiek przeciwwskazań medycznych do gry w koszykówkę. Sixers przez ostatnich kilka lat w draftach wyznawali jedną i w zasadzie słuszną ( biorąc pod uwagę fakt, że szukali gracza młodego wokół, którego będą budować zupełnie nowy zespół) strategie – wybierać najbardziej utalentowanego z dostępnych graczy bez względu na pozycje na jakiej gra i czego byliśmy świadkami-bez względu na stan zdrowia. Jak już pisałem w ostatnim tekście zaowocowało to bardzo słabą grą zespołu, który był na początku przebudowy, tym bardziej jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że na Joela Embiida (kontuzja stopy) i Sarica (ważny kontrakt z Tureckim klubem) przyszło czekać 2 lata. Aktualnie Sixers są na etapie gdy Joel Embiid udowodnił swoją wartość, gdy Ben Simmons (uważany za unikalny talent) po wyleczeniu kontuzji rozegra swój pierwszy sezon, gdy Saric okazał się być czołowym debiutantem obok Joela, gdy udało się wyszukać dosłownie znikąd takich graczy jak Covington , T.J. czy Holmes i w końcu gdy w nadchodzącym drafcie mamy dwa wysokie numery. Nie wiadomo, która w kolejce ostatecznie będzie Philadeplphia, bo loteria już dzisiejszej nocy, ale powinna być stosunkowo wysoko.

Właśnie na tym etapie – przełomowym jak miałem okazje napisać w poprzednim artykule – trzeba zadać sobie pytanie czego ta drużyna potrzebuje, żeby w następnym sezonie naprawdę zacząć wygrywać. Przede wszystkim zdrowia oczywiście!! Ale zakładając, że wreszcie nasi najlepsi gracze będą zdrowi i zagrają ze sobą to ten draft trzeba rozegrać jak partie szachów. Poświęcić kilka pionków, może też lepszych figur, żeby zyskać królową! Czego nam trzeba?? W mojej ocenie gracza zdolnego realnie grozić rzutem, a jak trzeba to potrafiącego samemu wykreować sobie pozycje do rzutu. Biorąc pod uwagę zapowiedzi, że Ben Simmons będzie sporo grał jako playmaker, czyli popularna jedynka to rasowy PG nie jest nam potrzebny, tym bardziej, że po ostatnim sezonie T.J. udowodnił, że może być bardzo dobrym back upem na tej pozycji. W zasadzie pozostaje luka na pozycji SG. Markell Flutz to atletyczny rozgrywający, który może mieć problemy z odpowiednią selekcją rzutową i skutecznością. Mówiąc krótko pozbawiony jest umiejętności bardzo u nas pożądanej ( są to rozważania czysto hipotetyczne bo prawdopodobnie nie będzie i tak w naszym zasięgu). W tej sytuacji trochę nie rozumiem porównań do Jamesa Hardena. Lonzo Ball natomiast to typowy PG ze świetnym przeglądem pola, widzi wszystko i wszędzie, do tego ma dobre warunki fizyczne co sprawia, że jest bardziej uniwersalny w obronie. Jakie ma słabości??również rzut! Potrafi trafić z daleka, ale jego technika nie rokuje dobrze w tym aspekcie gry. Lonzo byłby znakomitym „fitem” dla Sixers gdyby Ben Simmons nie był rozważany do gry na pozycji rozgrywającego. Ball jednak również nie jest w stanie dostarczyć nam tego czego potrzebujemy. W przypadku tego gracza jedna rzecz jeszcze mnie irytuje – jego Ojciec, który robi taki PR i wywiera mocny wpływ na decyzje samego Lonzo i jego braci, że współpraca między klubem a zawodnikiem może być utrudniona. Mama Allena Iversona zostawiająca ślady szminki na jego policzkach to pikuś przy tatusiu Balla. Z reszta chyba wszyscy pamiętają jak było z K.J – em McDanielsem. Nie będę tutaj analizował kolejno każdego z spodziewanych do wybory w top 10, ale napiszę, że jak dla mnie najlepszym wyborem byłby Malik Monk. Gracz oczywiście nie pozbawiony wad, ale potrafi trafiać, gra na pozycji SG i może jest nieco niski jak na dwójkę, jednak ma to coś co czyni go dobrym strzelcem, przy tym jest atletyczny i potrafi mijać. Panowanie nad piłką nie jest jego najmocniejszą stroną, jednak nie koniecznie musi się to źle odbić się na zespole – najzwyczajniej nie będzie jej przetrzymywał, a pole do popisu w tej materii będą mieli inni gracze, którzy tę umiejętność opanowali lepiej.

Tyle jeżeli chodzi o wybory, ale draft to nie tylko to. Tej nocy dzieje się wiele innych interesujących rzeczy. Telefony się urywają, menagerowie ze stresu poluzowują kołnierzyki swoich drogich koszul, cały czas kombinują jak przechytrzyć innych, jakiej wymiany dokonać, żeby dostać to czego im najbardziej trzeba. Tutaj upatruję dużą szansę na wzmocnienie zespołu takimi graczami jakich Szóstkom trzeba, a dodatkowo takimi, którzy wniosą nieco opanowania i doświadczenia, które jest nieocenione (co widoczne było po przyjściu Ersana Ilyasowy). Jak widać nabór i otoczka wokół niego to tak jak całe NBA wielki biznes i przede wszystkim walka o jak najlepsze kąski z draftowego stołu. Mam nadzieję, że kawał dobrej roboty odwalą skauci, którzy wyselekcjonują tych najlepiej rokujących, mam nadzieję, że Bryan Colangelo niczego nie popsuje i nie sprowadzi do klubu kulejących weteranów, którym po dobrej grze zostało tylko nazwisko na koszulce i highlighty na youtube. Naprawdę, z taką ilością gotówki, talentu i wyborów w nadchodzącym drafcie może stawiać warunki. Nie widzę innej opcji jak ta, że po drafcie wyjdziemy na tyle wzmocnieni, że awans do PO w przyszłym sezonie to będzie minimum.