Atlanta

Drugi dziwny mecz za nami, ponownie zakończony wynikiem łatwym do przewidzenia. Sixers wyszli z piątką Green, Scott, Embiid, Matthias i Maxey, dysponując na ławce tylko Howardem, Reedem, Joe i Bradley’em.

Mimo to pierwsza ćwiartka należała do nich w związku ze świetną grą Embiida, który zdobył w niej 16 punktów i 9 zbiórek podczas 9 minut na parkiecie. Maxey dodał 7 punktów i Sixers byli w grze do połowy drugiej kwarty, kiedy szalone trójki Hawks połączone z ich zabójczymi kontrami zaczęły pozostawiać gości coraz bardziej w tyle.

Mecz jednak rozstrzygnął się w drugiej połowie, w której Embiid już odpoczywał. Przewaga Hawks sięgnęła w pewnym momencie 30 punktów i aż żal było to oglądać. W tej części gry dobrze pokazał się za to Joe, który w całym meczu zdobył 18 punktów. Maxey dodał 15 oczek, a Embiid 24 w samej tylko pierwszej połowie. Totalnie zawiódł Green, pudłując wszystkie siedem rzutów.

Niestety takich występow możemy się spodziewać w kolejnych spotkaniach. To źle, że NBA pozwala rozgrywać mecze, w których wynik jest z góry przesądzony. W których nadmiernie wykorzystywani zawodnicy mogą nabawić się poważnych kontuzji. Trzymamy więc kciuki za szybki powrót do gry chociaż części naszych gwiazd.