Dwight Howard

Rozmawialiśmy kilka razy [z trenerem, przyp. red.]. Chce, bym po prostu był Dwightem. Wychodził i dominował w pomalowanym. Uczył młodych. Dawał się przeciwnikom we znaki, grał twardo. Chce bym każdej nocy robił najlepiej jak potrafię to, co dodaję do zespołu. Od początku zdefiniował moją rolę. Jestem bardzo podekscytowany, że powiedział mi czego oczekuje ode mnie na parkiecie, ale też i poza nim. Mam uczyć młodych i służyć przykładem.

Zanim zacząłem swój sezon z Lakers w zeszłym roku obiecałem sobie, że będę robił wszystko czego będzie potrzebował zespół. Wiedziałem, że ludzie mają o mnie swoje zdanie jeśli chodzi o to jaki jestem na parkiecie i poza nim. Chciałem więc to zmienić i po prostu pozwolić sobie być sobą, autentycznym, każdego dnia. Poprzez poświęcenie wszystkiego, czego oczekiwałem od siebie jako gracza – każdy chce grać wielkie minuty, każdy chce mieć ważną rolę w zespole, zdobywać punkty i robić inne rzeczy – ale by zespół odnosił sukcesy muszę być Dwightem i być świadomym, że to więcej niż wystarczająco.

Nie muszę zdobywać 30 punktów by pomagać drużynie w zwycięstwie. Nie muszę być nawet na parkiecie. To po prostu nastawienie, które musiałem w sobie zmienić. Bardzo mi to pomogło. Pomogło drużynie i cieszę się, że nie pozwoliłem mojej przeszłości wpływać na przyszłość.

Wielokrotnie byłem w sytuacji, gdzie wchodziłem do zespołu, gdzie grała inna gwiazda – w Charlotte, Atlancie, Houston, Washingtonie, LA… Czasem jest to trudne, bo chcesz być najważniejszy, ale AD i LeBron… Wszystko robili razem. Trenowali razem, jadali razem, jeździli razem na rowerach. Nazywaliśmy ich braćmi. Zawsze spędzali czas razem – grając w gry, robiąc coś innego… Ben i Joel muszą być jak oni. Muszą znać się tak dobrze na parkiecie i poza nim, by gra była dla nich po prostu naturalna. “OK, wiem, że Jo jest na dobrej pozycji, więc muszę dać mu zdobyć łatwe punkty”. “Benowi nie idzie, postawię dla niego zasłonę, pomogę zaliczyć kilka wsadów, kilka rzutów, żeby mógł odpalić”.

Gdy jesteś już w stanie poświęcić samego siebie, nagle zaczynają się dziać dla Ciebie wielkie rzeczy. Widzę, że tak będzie w ich przypadku. Ci dwaj, odkładający na bok swoje ego, dumę i tak dalej, mówiący: “mamy tę samą misję, chcemy wygrać mistrzostwo, a to zaczyna się od nas i tak samo się kończy”. Widziałem to w przypadku LeBrona i AD. Wzięli to wszystko na swoje barki. Wiedzieli, że mają wokół siebie innych, ale było to w stylu: “OK, LeBron. OK, AD. Musimy to zrobić, zaczyna się to od nas. Musimy działać razem przez cały czas”. I udało im się to bardzo dobrze.

Grając z Jo i Benem będę dawał im do zrozumienia, że razem mogą wszystko. Będę pomagał Joelowi w dawaniu z siebie wszystkiego każdego dnia, by pokazał, kto jest najlepszy. By za każdym razem gdy wchodzi na parkiet był najlepszym graczem – niezależnie, czy to trening, siłownia czy mecze. Musi mówić sobą “jestem najlepszy i pokażę to w ofensywie i defensywie.”

Będę pomagał im poprawiać błędy, pomagał im w byciu lepszym poprzez służenie swoim doświadczeniem. Widzę w nich ogromny potencjał i chcę, by osiągnęli sukces. Mogą tak wiele dać zespołowi, tyle mistrzostw – wszystko dzięki darowi jakim jest możliwość gry we wspaniałą grę jaką jest koszykówka. I naprawdę chce być osobą, która im w tym pomoże.