Sixers mają wreszcie trenera. Czekaliśmy na to niemalże do połowy sierpnia, stając się pośmiewiskiem w NBA. Nie pamiętam sytucji, by we wcześniejszych latach jakakolwiek drużyna tak daleko w offseason nie miała jeszcze szkoleniowca. Czy warto było tyle czekać? Nie. Czy Sixers dobrze wybrali? Zdecydowanie tak!

Tak naprawdę nie było istotne, kto będzie prowadził Sixers w przyszłym sezonie. Czy byłby to wspominany w żartach Allen Iverson, czy jakimś cudem sprowadzony do swiata żywych Red Auerbach, rezultat byłby taki sam.

Czego można się spodziwać po drużynie, która dwa lata z rzędu sprzedaje swojego najlepszego strzelca (Lou Williams, Jrue Holiday). Która w ciągu trzech lat sprzedaje swoich jedynych all-starów (Andre Iguodala, Jrue Holiday). Która ma jednego porządnego, równie grającego zawodnika (Thad Young), a poza nim w wyjściowym składzie będzie miała dwóch debiutantów, z których jeden musi nauczyć się rzucać, a drugi będzie pauzował co najmniej do grudnia. Drużyna, w której najlepszym strzelcem za trzy będzie Evan Turner (sic!) ze średnią 36%?

Oczywiście taki jest plan. Sezon 2013/14 będzie trzeba przeczekać, by odbić się od dna dzięki bogatemu rynkowi wolnych agentów latem 2014 roku i przede wszystkim przyszłorocznemu draftowi. Dlatego nieważne było, kto zastąpi Douga Collinsa.

Jednak wybierając Bretta Browna klub pokazał, że ma dosyć karuzel trenerskich. Sam Hinkie nie chciał zatrudniać byle kogo, by po roku lub dwóch z ukształtowanym już składem znowu szukać nowego trenera, który będzie w stanie odnieść sukces.

Dlatego Brett Brown to dobry wybór. Na pewno nauczył się wiele u boku Gregga Poppovicha. Nie ma doświadczenia jako samodzielny trener, ale przez najbliższy sezon lub dwa bez stresów czy żadnych oczekiwań będzie mógł je zdobywać. I przez ten czas zdobywać zaufanie i szacunek młodych zawodników Sixers. Poznawać ich i uczyć od podstaw swojej filozofii gry. Kto wie, może pozytywnie wpłynie nawet na Turnera, który dotychczas zawodził grał tylko dla trenera Collinsa?

Hinkie tyle zwlekał, więc wierzę, że dobrze wybrał. Ma u mnie spory, rozłożony na conajmniej dwa lata kredyt zaufania. Pamietajmy, że należy się to także Brettowi Brownowi, bo nie z jego winy Sixers wygrają nie więcej niż 15-17 spotkań w przyszłym sezonie. Ale on już pewnie wynegocjował odpowiedni kontrakt, by osłodzić sobie tak słaby początek kariery trenerskiej…