Do końca sezonu pozostały 24 spotkania: 13 z nich przeciwko drużynom, które na chwilę obecną są w play-offs, kolejne pięć przeciwko drużynom, które wciąż mają na to szansę – pisze Keith Pompey z Philly.com. Skąd ta wyliczanka?

Otóż Pompey martwi się, że Sixers mogą już ani razu nie wygrać w tym sezonie. Wliczając do tego 12 porażek, które za nami, byłoby to razem 36 przegranych spotkań z rzędu. Ja natomiast sprawdziłem, że byłby nowy rekord NBA – poprzedni, czyli 26 kolejnych przegranych, należy do Cleveland Cavaliers (sezon 2010-11). Największe szanse na uniknięcie tego rekordu mają pojawić się w meczach z Magic i Celtics. Ale Pompey przypomina, że przecież Magic niedawno pokonali Sixers przerywając własną passę 16 porażek na wyjeździe z rzędu, a w poniedziałek Sixers dali się ograć Bucks, jedynej drużynie gorszej w bilansie od nich, różnicą 20 punktów. A Waszym zdaniem – Sixers wygrają jeszcze, czy szykuje się nowy rekord?

Ostatnio Pompey ma “używane” na Sixers. W rozmowie z Marc’kiem Narducci pytany, czy zespół uniwersytecki byłby w stanie pokonać Philadelphię, odpowiedział, że zespół z Kansas raczej by tego dokonał. Trzeba jednak przyznać, że mówił to z kwaśną miną i wyraźnie przybity.

Inny felietonista John Smallwood nie pozostawił suchej nitki na ostatnich transferach Sama Hinki’ego. Najbardziej mu się dostało za to, że nie dostał nic wartościowego za Spencera Hawesa oraz Evana Turnera i jeśli tak dalej pójdzie, w Philadelphii w ogóle nie będzie kim grać. Osoby komentujące artykuł nie pozostawiły z kolei suchej nitki na jego autorze. Co nie zmienia faktu, że jeśli Hinkie latem zdecyduje się sprzedać Thaddeusa Younga i postawi na kolejny rok “tankowania”, zamiast ściągnąć wartościowych wolnych agentów, to rzeczywiście nie będzie kim grać…