Oglądaliście film “Moneyball” z 2011 roku? Opowiada on o managerze klubu baseballowego z MBL, ale to co widzimy na ekranie prawdopodobnie dokładnie tak samo wygląda w każdej innej lidze amerykańskiej. Pozyskiwanie graczy, spieranie się z zarządem, ustawianie ról w zespole, przedłużanie umów, transfery czy po prostu zwalnanie zawodników – założę się, że identycznie wygląda to w NBA.

Głównym bohaterem jest tu Billy Beane (Brad Pitt – nominacja do Oscara), który rezygnuje z tradycyjnego budowania klubu. Postanawia korzystać z analiz komputerowych, zaawansowanych statystyk, tabel wydajności zawodników i bada jak wygląda ich wspólna gra na boisku. Po wątpliwych początkach, z czasem odnosi ogromny sukces budując zwycięski skład bez gwiazd, często z mało znanymi zawodnikami albo z weteranami, których inni już dawno przekreślili. Przede wszystkim udowania, że z takim peryferyjnym klubem jak Oakland Athletics można osiągnąć sukces nie wydając przy tym milionów dolarów na kontrakty. Że da się walczyć z takimi potęgami jak New York, Loas Angeles i tak dalej. Brzmi znajomo? Widać w każdej lidze zawodowej w USA jest podobnie. Czy wspomniałem, że film został oparty na faktach?

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Nie dlatego, by polecić Wam “Moneyball” (chociaż to moim zdaniem jeden z najlepszych filmów sportowych, jakie powstały) tylko przy okazji zatrudnienia przez Sixers na stanowisko menagera Sama Hinkiego – na zdjęciu obok.

Hinkie jest właśnie takim analitykiem, studiującym statystyki i kierujacym się tabelami wydajności graczy. Sam przyznaje, że oglądanie meczów go nuży, w przeciwieństwie do wertowania analiz wydajności. Poza tym stale uczęszcza na konferencje analityków w MIT i czytał książkę o analizach w sporcie, tą samą którą czytał Billy Beane, na której oparł on swoją filozofię budowania drużyny.

Jak wczoraj pisałem, przez 8 lat pracował z Houston Rockets, gdzie ponoć był drugą najważniejszą osobą odpowiedzialną za ruchy transferowe. W Philadelphii nie jest znany, ale z wielu klubów NBA i od wielu dziennikarzy słychać głosy, że Sixers wykonali doskonały ruch zatrudniając Hinkie’go i nie mogli trafić lepiej. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio czytałem takie optymistyczne opinie przy okazji zmian na stanowiskach kierowniczych w Philadelphii.

Sam Hinkie to dokładnie taka osobą, jakiej szukał właściciel zespołu, Joshua Harris. Zresztą był już raz blisko tej posady, ale nie wiedzieć czemu postawiono wtedy na Tony’ego DiLeo. Można być pewnym, że Sixers podążą teraz w zupełnie nowym kierunku. Hinkie musi najpierw wybrać nowego trenera i zadecydować o przyszłości Andrew Bynuma (Harris jest jednak za zatrzymaniem Bynuma, więc trudno sie spodziewać, że będzie inaczej, zwłaszcza, że sam Hinkie wielokrotnie próbował dla Rockets pozyskać gwiazdora, aż wreszcie udało mu się z Hardenem).

Miejmy nadzieje, że Hinkie podąży śladami Beane’a pokazując, że można walczyć w play-offs bez wielkich pieniędzy i super-składów, jakie ostatnio rządzą w NBA. Bo trzy zmiany na stanowisku GM w Sixers od 2011 roku to już troche za dużo i nikt nie chce kolejnej.

A jak zainteresowaliście się “Moneyballem”, to odsyłam do trailera tutaj.