Pełne tłumaczenie przemówienia Iversona

“Wszyscy wiemy, po to tu jestem. Zamierzam oficjalnie ogłosić zakończenie kariery koszykarskiej. Robię to. Myślałem, że kiedy ten dzień przyjdzie, to będzie w zasadzie tragiczny dzień dla mnie. Ale okazuje się, że to szczęśliwy dzień. Naprawdę myślalem, że będzie to dla mnie bardzo ciężki dzień, ale jest dobry. Nie mogłem sobie wyobrazić, że to nastanie, ale teraz czuję się dumny i szczęśliwy, bo mogę powiedzieć, że pogodziłem się z moją decyzją. Myślę, że to odpowiednia chwila, by się na to zdecydować.

Muszę podziękować Bogu za stworzenie mi możliwości, nie tyle na osiągnięcie tego wszystkiego co osiagnąłem w NBA, ale za danie mi możliwości w ogóle na bycie wybranym a drafcie. Ludzie ciągle mnie pytają, co uważam za najspanialszy moment w NBA. Ale to po prostu wybranie do ligi, otrzymanie takiej szansy dla kogoś kto pochodzi, skąd ja pochodzę. Wszystko co słyszałem, to że nikt z Newport News w Hampton tego nie osiągnie. Nazywali mnie wariatem, myśleli, że postradałem zmysły.

Zawsze wierzyłem w siebie, mama zawsze powtarzała mi, że mogę być kimkolwiek zechcę. Dosłownie w to uwierzyłem. Walczyłem o to. Przeszedłem wiele, żeby znaleźć się w punkcie, w którym jestem teraz. Trener Thompson dał mi szansę, kiedy nikt na świecie we mnie nie wierzył. Można powiedzieć, że uratował mi życie i pomógł spełnić marzenie.

Muszę również podziękować Michaelowi Jordanowi za danie mi wizji. Bez tej wizji nie sądzę, by to wszystko było możliwe. Sprawił, że chciałem grać w koszykówkę. W zasadzie pokazał mi drogę, ścieżkę, którą chciałem iść.

Chciałbym podziękować trenerowi Bailey’emu, trenerowi ze szkoły średniej. Nauczył mnie koszykówki na poziomie tej szkoły. Musze podziękować trenerowi Thompsonowi za nauczenie mnie jak gra sie na uniwersytecie i pomoc w doskonaleniu tej gry. Cóż, w sumie nie miałem wyboru, to musiało być tak jak on chciał, albo miałbym “wylot” (śmiech). I jeszcze trener Brown, za pomoc w tym, bym dojrzał do bycia zawodnikiem NBA.

Zawsze miałem talent fizyczny, fizyczne zdolności. Mogłem biegać z najlepszymi, mogłem rzucać przeciwko najlepszym, ale nie rozumiałem tej gry. Na wcześniejszym etapie mojej kariery nie przyjmowałem krytyki tak, jak powinienem. Ale od trenera Browna zawsze dostawałem konstruktywną krytykę, on zawsze miał wobec mnie pozytywne uczucia. Musiałem dojrzeć i zrozumieć, że on tam był, aby pomóc mi stać sie zawodnikiem, którym ostatecznie zostałem. Kiedy przyjałem wszytsko, czym się ze mna dzielił, jak również mentalny aspekt tej gry, pozwoliło mi to zmienić poziom na wyższy i stać sie zawodnikiem kalibru MVP.

Mam do podziękowania tylu osobom, jeśli kogoś pominę, nie zrobię tego złośliwie. Muszę podziękować rodzinie za bycie ze mną, przyjaciołom, zwłaszcza tym najstarszym. Wszystkim trenerom jakich miałem, kolegom z drużyny. Bez nich nie osiagnąłbym tego wszystkiego, bez tych chłopakw to by mi się nigdy nie przytrafiło. Oni ustawiali dla mnie zasłony, grali dla mnie twardo i wspomagali pod każdym względem. Pozolili, żebym wyrobił sobie nazwisko. Trenerzy, którzy ukierunkowali mnie na sukces, dali możliwość wychodzenia na parkiet i zwycieżania. Fani w Philadelphii, którzy kibicowali mi cokolwiek robiłem podczas mojej kariery, czy to były wzloty czy upadki.

Zawsze będę graczem Sixers – dopóki nie umrę, zawsze będę graczem Hoya – dopóki nie umrę, zawsze będe graczem Bruin – dopóki nie umrę.

Chciałbym też podziękować osobistym trenerom i lekarzom, którzy pomogli mi przejść przez to wszystko. Bez nich, nie wiem czy byłbym w stanie coś osiagnąć, po tym jak złamałem chyba wszystkie możliwe kości i miałem wszystkie kontuzje, które można mieć. Ale przede wszystkim chciałbym podziękować moim dzieciom. Nie macie pojęcia jak ciężko jest w tym zawodzie sprostać wszystkim oczekiwaniom, starasz się być idelanym człowiekiem, chociaż wiesz, że nim nie jesteś. To jak być w akwarium, wszyscy patrzą na każdy twój ruch, mówią o wszystkim, co robisz.

Takie życie jest naprawde cieżkie. Jest też wspaniałe, nie zamieniłbym go na nic innego. Nie żałuję niczego. Ludzie mnie często pytają: Czego najbardziej żałujesz? Niczego. Jeśli mógłbym cofnąć się w czasie i zrobić to znowu, czy cos bym zmienił? Nie. Oczywiscie mógłbym zmienić wszystko, by stać się ideałem. Ale wiecie, że nie ma idealnych ludzi, ani idealnych koszykarzy. Dlatego nic bym nie zmienił. Miałem wiele wzlotów i upadków. Popełniłem wiele błędów, zrobiłem wiele rzeczy, z których nie jestem dumny. Ale przynajmniej inni mogą uczyć się na moich błędach.

Zawsze przyjmowałem cięgi za bycie samym sobą, za myślenie jak myślę, za ubieranie się w moim stylu. Ale mi chodziło tylko o bycie sobą. Teraz patrzycie na NBA i każdy ma tatuaże, wielu nosi cornrowsy. Wcześniej na kogoś z cornrowsami patrzyliście jak na podejrzanego, a dzisiaj nawet funkcjonariusze policji je noszą. Wiecie, o co mi chodzi? Kiedyś za tego typu rzeczy mnie krytykowano.

Jestem dumny, bo mogę powiedzieć, że zmieniłem wiele w kulturze tej gry i w samej grze. Nie chodzi o to, jak wyglądasz, tylko kim jesteś w środku. Jak powiedziałem – moje dzieci, Tawanna Iverson, oni ściągnęli ze mnie wiele presji. Traktowałem ją i dziciaki jako odskocznie od problemów podczas całej mojej kariery. Kiedy w pracy źle sie działo, mogłem wrócić do domu, zobaczyć ich twarze i zapomnieć o wszystkim. Kocham ich za to. Pomogli mi przejść przez wszystko kochając mnie tak, jak mnie kochali. Pomogli przejść przez wiele.

Obiecuję – to dla mnie szczęśliwy dzień. Myślałem, że będzie bardzo ciężko, ale nie jest. Tak długo jak są tam trenerzy Bailey, Thompson i Brown, chcę, by oni byli dumni z tego, jakiego koszykarza stworzyli. I to samo odnośnie moich kolegów z drużyny, bez których nie osiągnąłbym tego wszystkiego.

Koszykówka była dla mnie wspaniała. Dała mi możliwość utrzymania rodziny do końca życia, sprawiła, że ludzie mnie zapamiętają. Pokazała mi wiele, pozwoliła przejść przez życie. Stosunki z kolegami, poziom współzawodnictwa, to jest życie. To tylko gra, a nie prawdziwe życie, ale jednocześnie ta gra uczy wiele o życiu, o poświęceniach jakich musisz się dopuścić, by wygrać i na parkicie i w życiu.

Chciałbym podziękować wszystkim za przybycie. Oczywiste jest, że jeśli tu przyszliście, to ma to dla was jakieś znaczenie. Chyba, że jesteście z prasy (śmiech). Nie, tylko się wygłupiam. Jestem tu dla wszystkich, którzy przyszli, którzy wspierali mnie podczas całej mojej kariery, moje wzloty i upadki, różne próby i udręki.

Jeśli już mówimy o mediach, to chciałbym, żeby Phil Jasner był tu dzisiaj z nami. Zwłaszcza w takim dniu. Spoczywaj w pokoju Phil, wiem, że patrzysz na nas teraz z góry. Gdy myślę o tych wszystkich czasach, kiedy razem śmialiśmy się z siebie, albo kiedy spieraliśmy się… Ale był dla mnie wielką inspiracją i znaczył dla mnie wiele.

To właściwie wszystko. Dałem z siebie wszystko, co miałem z koszykówki. Mam wciąż pasję, mam jeszczę chęć gry, ale gry już tu nie ma. Czuję się świetnie z moją decyzją. To była wspaniała przejażdżka”.