Re-draft 2013 – 2017

Jak wszyscy doskonale wiemy, PROCES polegał w uogólnieniu na osiąganiu jak najgorszych wyników, aby jak najwyżej wybierać w drafcie. Ale czy najwyżej to zawsze najlepiej? W tym artykule przyglądam się kluczowym wyborom draftu dokonanym przez Philadelphię 76ers w okresie tankowania i “Trust The Process”. Z kolei Mateusz Filipiak sprawdza, czy można było wybrać lepiej i jakich decyzji dokonali byśmy dzisiaj… 

DRAFT 2013

Tomek Klimowicz: Sixers oddali Jrue Holiday’a do Pelicans, pozyskując w zamian wybranego z szóstką Nerlensa Noela oraz Pierre Jacksona z drugiej rundy. Noel miał być nową twarzą organizacji, także z Jacksonem wiązano spore nadzieje. Niestety kariera Noela zaczęła się z powodu kontuzji rok później. Chociaż center błyszczał w defensywie i sprawiał kibicom wiele radości, to w Sixers brakowało pomysłu na jego grę. Problemem stał się również nadmiar środkowych w składzie. Dzisiaj Noel gra poniżej oczekiwań jako rezerwowy w Thunder. Także na kontuzjowanego Jacksona długo musieliśmy czekać, sam gracz szybko rozczarował i ostatecznie wylądował w Chinach.

Z numerem 11 do Sixers powędrował Michael Carter – Williams. Do teraz pamiętam jego debiutancki mecz i szał euforii po tym, kiedy MCW otarł się o triple-double z 9 przechwytami. W Philly dostał wolną rękę, idealne warunki rozwoju i ostatecznie wygrał zasłużoną nagrodę dla Debiutanta Roku, słusznie wyprzedzając w głosowaniu Victora Oladipo. W połowie kolejnego sezonu Sam Hinkie dokonał szokującego wtedy ruchu, sprzedając MCW za wybór w drafcie. Dzisiaj wiemy, że podczas gdy Oladipo robi karierę w Pacers, to Carter-Williams stał się “szrotem” w kolejnych wymianach i jego kariera w NBA wydaje się być skończona po zaledwie 5 sezonach. Główne powody to przeciętna obrona, bardzo słaby rzut i liczne kontuzje ramienia. Najwidoczniej przewidział to Hinkie, którego prawa do wyboru w drafcie z powodu różnych pertrubacji zamieniły się na Zhaire Smitha dopiero w 2018 roku.

O ile Smitha nie możemy jeszcze ocenić (chociaż pierwsze rokowania są obiecujące) to wybór Cartera-Williamsa w drafcie był w tamtych czasach trafiony. Podobnie Nerlens Noel był słusznym wyborem, niestety nie zawsze słuszny wybór oznacza zawodnika na lata i w tym sensie draft został częściowo zmarnowany. Najbardziej żal oddania Jrue Holiday’a, którego jeszcze kilka miesięcy temu w Sixers bardzo chcieliśmy. Z drugiej strony gdyby nie sprzedanie Jrue, to czy trafił by do nas Joel Embiid?

RE-DRAFT 2013

Mateusz Filipiak: Prawdę mówiąc ciężko mieć cokolwiek do zarzucenia Samowi Hinkie za wybór Nerlensa Noela oraz Michaela Cartera-Williamsa. Wybór z numerem 6. zawsze jest ciężki – nie dostajesz nikogo z TOPu draftu, a jednak jest to na tyle wysoki numer, że chciałoby się wybrać gracza, który wyrośnie na All-Stara. Noel przed pojawieniem się w NBA był typowany na następnego Dikembe Mutombo, a Szóstkom zależało na dodaniu do składu perspektywicznego, uzdolnionego rim-protectora. MCW natomiast trafił na najgorszy możliwy moment w historii NBA, by zostać wybranym w drafcie. Dziesięć lat wcześniej ten chłopak byłby słabszą wersją Rajona Rondo, jednym z topowych rozgrywających ligi. Pech chciał, że to, co było największą słabością MCW, stało się nagle kluczowe, by grać na najwyższym poziomie na obwodzie. Jeśli nie rzucasz, to musisz chociaż bronić. Jeśli nie bronisz, to musisz chociaż rzucać. Proste.

Dziś w pierwszej rundzie wybralibyśmy zapewne C.J.’a McColluma z szóstką i Giannisa Antetokounmpo z jedenastką (bo C.J. inaczej poszedłby z dziesiątką). Świetny strzelec i kreator gry na piłce C.J. idealnie wpasowałby się do każdej ekipy, a Giannis to zawodnik, który trafia się raz na dekadę – prawdziwy dominator. Kto wtedy by się spodziewał, że ten zafascynowany USA młody fajtłapa zostanie game changerem? Zamiast Pierre Jacksona natomiast moglibyśmy złowić naszego dobrego znajomego – Roberta Covingtona.

DRAFT 2014

TK: Sixers z numerem czwartym ryzykownie wybrali kontuzjowanego centra Joela Embiida, który pierwsze dwa i pół sezonu przesiedział na ławce. Ryzyko opłaciło się i teraz Embiid jest jedną z największych gwiazd i prawdopodobnie najlepszym centrem w NBA. To bezdyskusyjnie największa nagroda za lata tankowania. Czy trzeba dodawać coś więcej?

Z dziesiątką wybrano Elfrida Paytona, którego natychmiast zamieniono na Dario Sarica. Payton by się dzisiaj przydał, a Saric (na którego także musieliśmy się naczekać) gra już dla Wolves. Ale to Dario miał spory udział w sukcesie Sixers w sezonie 2017/18 i to dzięki niemu udało się pozyskać Jimmy’ego Butlera z Minnesoty. Drugi bardzo udany wybór.

Wybrany z odległym 39 numerem Jerami Grant okazał się stealem. Grant przydał się w Sixers, ale ostatecznie został wymieniony na Ersana Ilyasovę, który również odegrał znaczącą rolę w sezonie 2017/18. Warto dodać, że Grant to jedyny wybrany w drafcie w tym okresie przez Sixers zawodnik, który naprawdę dobrze sobie radzi i buduje karierę po zmianie barw klubowych. Do trzech razy sztuka!

Żeby nie było zbyt pięknie, na koniec błędna decyzja; K.J. McDaniels wybrany z numerem 32 miał potencjał i błyskawicznie porwał kibiców, ale nadopiekuńczy ojciec i zbyt wysokie ego sprawiły, że nie zabawił w Sixers długo. Ostatnio widziany w G-League.

RE-DRAFT 2014

MF: Hinkie, jak ja Cię @#$%$ kocham za tego Embiida! Nie mogliśmy wybrać lepiej, koniec, kropka. Grant? Sarić? Też bardzo dobre wybory. Nie zamierzam oceniać tu wymian, jakie poczyniono z udziałem tych zawodników, więc skupię się na ich wartości dla drużyny, która byłaby teraz na pewno bardzo duża. Serce mówi: WZIĘLIBYŚMY DARIO! Rozum podpowiada jednak trochę inaczej. Patrząc na nazwiska i talent dobralibyśmy pewnie Joe Harrisa, Spencera Dinwiddie, Jordana Clarksona i Nikolę Jokicia (wybrany z 41. numerem, god damn!). Harris i Clarkson na obwód, Dinwiddie jako pierwsza opcja na rozegraniu do czasu przybycia Bena Simmonsa i Nikola Jokić rozwijający skrzydła w tej samej drużynie co Joel Embiid… Byłoby ciasno. A i tak nie wybraliśmy dostępnego Zacha LaVine, bo lepszy wydaje się teraz zadaniowiec Harris, niż kolejny dominator na piłce – LaVine. Ale hej, niby od przybytku głowa nie boli!

DRAFT 2015

TK: Teoretycznie draft 2015 roku miał być dla Sixers tak samo udany, jak ten rok wcześniej. W praktyce wyszło inaczej… Przypomnę, że Sixers celowali w D’Angelo Russella, którego mieli wybrać z trójką. Wcześniej mieli iść Karl-Anthony Towns do Wolves i Jahlil Okafor do Lakers. LAL jednak sprawili nam psikusa i wybrali Russella, w takiej sytuacji Sam Hinkie zdecydował się na w moim odczuciu pozbawioną sensu taktykę wyboru największego dostępnego talentu, zamiast najbardziej przydatnego i pasującego do zespołu zawodnika. Jak wiemy, padło na Okafora.

Początki Jaha w Sixers były całkiem udane, natomiast Russell okazał się przeceniany i cieszyliśmy się, że udało się Lakers utrzeć nosa. Niestety z czasem brak zaangażowania, fatalna defensywa i ogólnie archaiczny styl gry Okafora dały o sobie znać. Z powodu nadmiaru centrów, Jah grał coraz mniej, wypadał coraz gorzej i tak stracił na wartości transferowej, że został oddany w 2017 roku do Brooklyn Nets za Trevora Bookera, który w Sixers nigdy się nie przydał. W zeszłym roku mówiło się, że jego dni w lidze są policzone, ale dobra statystycznie gra w pierwszej piątce Pelicans sprawiła, że otrzymał od losu jeszcze jedną szansę. Bardziej zaawansowane statystyki mówią jednak, że to wciąż zawodnik, który negatywnie wpływa na grę swojego zespołu, dlatego nigdy nie będzie mógł czuć się w żadnym składzie bezpiecznie. Tymczasem Russell też nie sprawdził się w Lakers (karma!) i został oddany do Nets, gdzie od razu się odrodził i w 2019 roku otrzymał nawet powołanie do Meczu Gwiazd (“Odejście z Lakers to najlepsze, co mogło mi się przytrafić”). To idealny przykład tego, że w NBA nic nigdy nie jest pewne, a sam talent to nie wszystko, jeśli trafi się do nieodpowiedniego klubu.

W tym drafcie Sixers wybrali jeszcze Richauna Holmesa z numerem 37. Zawodnik okazał się stealem; solidnym, ambitnym i dodającym energii zmiennikiem. Niestety nie miał okazji rozwinąć skrzydeł w Philly, sprzedany latem 2018 roku do Suns za gotówkę, żeby zrobić miejsce w składzie (postawieni wyżej od niego Mike Muscala rozczarował i został sprzedany, Amir Johnson wylądował na końcu ławki rezerwowych, jedynie Jonah Bolden pokazuje potencjał). Tym samym dwóch najlepszych debiutantów Sixers z draftu 2015 zostało zmarnowanych i oddanych za bezcen do innych zespołów.

RE-DRAFT 2015

MF: Ech, Jahlil. Szkoda chłopaka. I pomyśleć, że po nim wybrani zostali Kristaps Porzingis i Devin Booker! Aż strach pomyśleć, co by mogło dziać się z kimś z tej dwójki w składzie. Tym bardziej, że w miejsce Holmesa mogliśmy wybrać energicznego Josha Richardsona… Nadążacie kogo mielibyśmy już w naszej utopii? Załóżmy, że wybieramy Porzingisa, nie Bookera:

G: Dinwiddie, McCollum, LaVine/Harris, Clarkson

F: Antetokounmpo, Covington, Richardson, Porzingis

C: Embiid, Jokić

Ojej. Tylko jakiegoś rozgrywającego by się przydało wziąć… Wait, 2016 is coming?

DRAFT 2016

TK: Nowy generalny menedżer Bryan Colangelo otrzymał na starcie komfort wyboru z numerem pierwszym i miał przed sobą łatwą decyzję: Bena Simmonsa. Australijczyk pauzował rok, a kibice zaczęli mówić o klątwie krążącej nad Procesem. Chociaż dzisiaj strach Simmonsa przed rzutami z dystansu budzi coraz więcej kontrowersji (w kolejnych sezonach musi się to zmienić, jeśli Ben chce zostać kompletnym graczem i marzy o tytule), to w każdym innym elemencie to gracz niemal wybitny. Stworzenie super duetu z Embiidem czy zostanie All-Starem w zaledwie drugim sezonie świadczy, że był to doskonały wybór!

Sixers wybrali również Timothe Luwawu-Cabarrota (24) i Furkana Korkmaza (26). Obaj mimo swoich braków w niektórych elementach gry, okazali się przydatnyni zawodnikami i trafionymi wyborami, jak na swoje odległe numery. Pierwszy jednak nie zyskał zaufania klubu i wobec braku postępów latem 2018 roku został oddany w trójstronnej wymianie, w wyniku której do Sixers trafił Mike Muscala.

RE-DRAFT 2016

MF: No i mamy go! Ben Simmons to drugi z naszych bezbłędnych wyborów draftu z ostatnich lat. Kogo moglibyśmy jednak przygarnąć zamiast TLC i Korkmaza, którzy, jak wiemy, nie spełnili pokładanych w nich nadziei? Jakie koszykarskie gwiazdy zostały wybrane po nich? Tylko się nie załamcie, proszę. Pascal Siakam i Malcolm Brogdon! Nikogo chyba nie trzeba do nich przekonywać, prawda? Brogdon to świetny obrońca w stylu 3&D, walczak jakich mało. Pascal Siakam natomiast bardzo chce zostać kolejnym Giannisem Antetokounmpo. Długi, nieustępliwy i solidny w obronie – póki co idzie mu bardzo dobrze, co pokazał w tym roku w play-offs!

DRAFT 2017

TK: Drugi rok z rzędu Sixers wybierali z numerem pierwszym draftu i po raz drugi zdecydowali się na zawodnika uważanego powszechnie za najlepszego z całego draftu – rozgrywającego Markelle Fultza. Na dodatek po raz pierwszy podczas okresu przebudowy Sixers mogli wybrać nie tylko najbardziej utalentowanego zawodnika, ale jednocześnie najlepiej pasującego do składu i najbardziej potrzebnego w zespole. W jednej i tej samej osobie! Co mogło pójść nie tak? No cóż…

Od niezliczonych kontuzji i problemów mentalnych, poprzez amnezję rzutową, do niejasności związanych z rolą w zespole po przesunięciu Bena Simmonsa na pozycję rozgrywającego, Markelle Fultz został najgorszym pierwszym wyborem draftu w historii Philadelphii 76ers. Prawdopodobnie także największym rozczarowaniem ze wszystkich debiutantów w historii Sixers. Najbliższe lata pokażą, czy Fultz zostanie też największym bustem w historii NBA spośród zawodników wybranych z jedynką, czy w nowym klubie odbuduje się i zacznie grać na miarę talentu, jaki pokazał na uczelni. Za Fultza do Sixers trafił jedynie (także rozczarowujący) Jonathon Simmons, największym plusem było jednak pozbycie się problemu.

Trzeba jasno stwierdzić, że Sixers wybrali bardzo dobrze i każdy inny klub posiadając jedynkę prawdopodobnie też postawił by na Markelle Fultza. Możemy tu mówić o niesamowitym pechu, który towarzyszy Sixers od momentu tankowania. Jakby się zastanowić, możemy też mówić o efekcie motyla – pewnie w innym klubie Fultz nie nabawiłby się feralnej kontuzji spadając na stopę kolegi w spotkaniu ligi letniej, co pociągnęło za sobą serię dziwacznych nieszczęść i problemów.

W drugiej rundzie po raz trzeci w ciągu 5 lat Sixers udało się ukraść niedoceniony talent, mowa oczywiście o Jonahu Boldenie, który już niejednokrotnie pokazał swój potencjał i udowodnił przydatność dla zespołu. Również na plus.

RE-DRAFT 2017

MF: Wybór Fultza był przemyślany, to pewne. Draft jest strasznie nieprzewidywalny i ze swojej strony mogę jedynie dodać, że według mnie pierwszymi najlepszymi zawodnikami tamtego rocznika byli Josh Jackson i Jayson Tatum. Jak widzicie, ja też się pomyliłem. Dziś zamiast Fultza wybralibyśmy Mitchella, Tatuma, Foxa, Markkanena lub Johna Collinsa… Najlepszy dostępny byłby Spida. Zamiast Pasecniksa – Kyle Kuzma…

PG: Ben Simmons, Spencer Dinwiddie

SG: Devin Booker, Malcolm Brogdon, Joe Harris, Jordan Clarkson

SF: C.J. McCollum, Josh Richardson, Donovan Mitchell, Robert Covington

PF: Giannis Antetokounmpo, Pascal Siakam, Kristaps Porzingis, Kyle Kuzma

C: Joel Embiid, Nikola Jokić

Oto ekipa zbudowana w pięć draftów. Wyobrażacie sobie siłę ofensywną piątki Dinwiddie – Booker – McCollum – Antetokounmpo – Jokić? Albo defensywę zgrai Simmons – Brogdon – Covington – Antetokounmpo – Embiid? Ale warto się również zastanowić: czy piątka Simmons – Redick – Butler – Harris – Embiid w pełni zdrowia ustępuje wymienionym przeze mnie piątkom?

PODSUMOWANIE

W latach przebudowy Sixers podjęli wiele błędnych decyzji w drafcie (na czele ze zmarnowaniem jednego z dwóch pierwszych numerów), prześladował ich również pech, którym możnaby obdzielić kilka innych zespołów. Jednak udało im się też wybrać kilku ciekawych zawodników z odległymi numerami: Holmesa, Korkmaza, Boldena czy Granta. Koniec końców trafne wybory Joela Embiida i Bena Simmonsa wystarczyły, aby uznać tankowanie za skuteczny sposób przebudowy, który dzisiaj uczynił z Sixers zespół wymieniany wśród walczących o mistrzostwo.

Oczywiście włos się jeży na głowie kiedy wiemy już, że obok Embiida i Simmonsa mogli grać chociażby Antetokounmpo, Jokić, Booker, Mitchell, Porzingis czy McCollum… Ale jestem pewien, że gdybyśmy w podobny sposób przeanalizowali decyzje innych drużyn wybierających co roku w kolejnych draftach, trafilibyśmy na równie dużo pomyłek. Bo przecież na tym polega zabawa w “re-draft”; teraz dysponujemy wiedzą, której wówczas nikt nie posiadał.

A ponieważ to właśnie tylko zabawa w tonie “co by było, gdyby…”, nie uwzględniliśmy w niej salary cap, nie daliśmy się również ponieść fantazji na tyle, żeby przewidywać transfery czy zmiany pozycji w kolejnych draftach, do których musiało by dojść w ciągu tych pięciu lat. Dlatego jak wspomniał Mateusz, może lepiej zastanowić się, czy wyjściowa piątka z jaką Sixers kończyli sezon 2018/19 nie jest wystarczająco dobra jako nagroda za lata szorowania dna tabeli?

4 komentarze

  1. Hetman3 pisze:

    Fajnie się czytało tylko artykuł zawiera jeden podstawowy błąd. Wybierając Giannisa, Porzingisa czy Bookera nie mielibyśmy Simmonsa. Po prostu mielibyśmy za silny skład na jedynkę draftu. Chociaż patrząc dzisiaj to bym nie płakał za Simmonsem jakby mi dawali Giannisa. To byłby defensywny nokaut pod koszem w parze z Embiidem.

  2. Monty pisze:

    Tak, jak najbardziej masz rację. Wspomniałem o tym w ostatnim akapicie. To tylko zabawa całkiem nierealna jeśli patrzeć na całość. Ale jakby spojrzeć indywidualnie na któryś z tych draftów to ma to już większy sens z wiedzą, jaką dzisiaj mamy.

  3. Hetman3 pisze:

    Obiektywie patrząc mieliśmy połowiczne szczęście w wyborach w drafcie oczywiście mam na myśli te wysokie numery. Embiid i Simmons na plus Okafor i Fultz na minus. Gdyby Embiid się nie wyleczyl bylibyśmy w czarnej du… tak jak teraz Suns czy Knicks.
    Inną kwestią jest trafił przyszłego all stara z dalekim numerem jak Giannis, George. Jokić to ewenement na skalę światową

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *