Rockets – Sixers 93:121

Kolejna noc i kolejny mecz Sixers z czołową drużyną NBA zakończył się zwycięstwem naszej ekipy! Po dominacji w drugiej i trzeciej kwarcie Sixers mogli sobie pozwolić na całkowite odpuszczenie czwartej kwarty w celu zebrania energii na kolejny mecz – już za dwa dni odwiedzą nas zawsze groźni Spurs Popovicha.

Q1: Mecz rozpoczął się od punktów Brewera – na takie zastępstwo liczyliśmy! Po oddaniu prowadzenia na krótki czas Sixers jeszcze przed końcem pierwszej kwarty objęli je z powrotem. Już po pierwszych dwunastu minutach jednoznacznie można było stwierdzić, że ten mecz będzie teatrem dwóch pierwszoplanowych aktorów – Embiida i Hardena. Sztywność pleców? Okej, ale 14 punktów w jednej kwarcie można rzucić! 30:26 dla nas!

Q2: Druga ćwiartka to już systematyczne powiększanie przewagi, w której główne skrzypce grali wszechobecni Simmons, Chandler i Brewer oraz świetnie dysponowani rzutowo Embiid oraz Redick. Z drugiej strony parkietu mogliśmy oglądać one-man-show, co w końcu zaczęło frustrować i samego Hardena – do zdobytych 27 punktów (reszta drużyny zdobyła 23) dołożył trzy faule osobiste, w tym atak na pozostającego bez piłki Brewera (który chwilę wcześniej popisał się pięknym dunkiem w kontrze), oraz faul techniczny, na spółkę z Joelem Embiidem. JoJo ma nie po drodze z ostatnimi dwoma MVP ligi, nie ma co! Sympatii ze strony Hardena nie doda mu na pewno przepiękny chase-down block z końcówki kwarty, damn! Wcześniej w meczu Brodę blokowali również Bolden i Muscala… Wynik do przerwy – 65:50 dla Sixers!

Q3: Trzecia kwarta to kontynuacja powiększania przewagi przez Sixers. Run 14:2 i piękna gra po obu stronach parkietu, brawo! Podwajanie Hardena, inteligentna obrona na granicy przepisów, świetnie wpisujący się w grę Brewer, niesamowity na całym boisku Embiid… To chcemy oglądać! Landry Shamet tymczasem kontynuuje bycie klonem Redicka w ataku, a przewaga rośnie do 28 punktów! Najlepiej przewagę Sixers obrazuje to, że swój pierwszy rzut z gry po przerwie Rockets trafili… Po sześciu minutach i czterdziestu sekundach! W tym meczu nikt z Sixers nie gra źle, na co dowodem jest to, że Chandler w trzeciej kwarcie ma na koncie 9 punktów na 100% skuteczności! Dobrze jest też widzieć Fultza i Smitha wśród kolegów na ławce. 94:63 dla Sixers!

Q4: Po dwóch minutach ostatniej kwarty na boisku wciąż nie widać rezerw, Panie Brown, DLACZEGO? Korkmaz, Johnson – ci panowie też chcą się poruszać! Okej, udało mi się wywołać Johnsona, który szybko zdobywa swoje pierwsze punkty u boku McConnella, Shameta, Brewera i Muscali. Korkmaz też się zameldował. Bitwa rezerw bez znaczenia dla meczu, który na dobrą sprawę skończył się po trzech kwartach. 121:93!

W barwach Rockets wart uwagi występ zaliczył jedynie James Harden, który w ciągu trzech kwart zdobył 37 punktów na skuteczności 46%. Co ciekawe, obrona Sixers nie dawała się dziś wciągnąć w gierki Brody, który jedynie 8 razy miał okazję stawać na linii rzutów wolnych, trafiając siedem, co jest znacznie poniżej jego średniej.

Co innego Joel Embiid, który między innymi dzięki 14/17 z linii rzutów wolnych uskładał w 27 minut 32 punkty, 14 zbiórek, 2 asysty, 2 zbiórki i 2 bloki, grając niesamowitą koszykówkę po obu stronach parkietu. W osobach Nene i Farieda nie znalazł on niestety godnych przeciwników. Redick i Shamet dodali od siebie odpowiednio po 16 i 18 punktów, obaj na 50% skuteczności.

Warto zwrócić uwagę również na bardzo dobry mecz Corey’a Brewera – autora 11 punktów, 3 zbiórek, 2 bloków i 2 przechwytów. Dawał dziś od siebie niezbędną Sixers energię, co jest pozytywnym prognostykiem na przyszłość. Coś czuję, że Furkan Korkmaz może stracić miejsce w podstawowej rotacji. Brewer jest gorszym od Turka strzelcem, jednak jego instynkty pod koszem, szalony drybling i energia w obronie mogą postawić go w hierarchii Browna wyżej niż Furkana. Corey wygląda po prostu jak naturalny zmiennik Butlera.

Kolejny dzień w pracy odbębnili na swoim poziomie także Simmons (9/6/6/1/2) i McConnell (12/1/3/1/1), których wkład nie jest może dobrze ukazany przez liczby, jednak był bardzo ważny. To Ben krył Jamesa Hardena, który wreszcie zszedł poniżej 40 punktów w meczu! Swoje trzy grosze, a nawet dużo więcej, wtrącił też Wilson Chandler (9/14/3).

3 komentarze

  1. Kozik pisze:

    Co do komentarza Chucka, co pojawił się pod ostatnim artykułem: wiem że bez JoJo jesteśmy ekipa na poziomie Phoenix czy Chicago, ale może by tak coś zrobić z jego plecami i dać mu odpocząć? Plecy skończyły kariery niejednego centra w lidze. JoJo to mamut, z długą historią urazów. Stracić franchise playera przez jego nadeksploatowanie w postaci gry z urazem?

  2. Wyrwigrosz pisze:

    Fajnie Brewer sprowokował Hardena do popełniania faulu. Może nauczy naszych młodziaków trochę takiego cwaniactwa…

  3. WojtekHandi pisze:

    gdy przegrywamy mecz jest tutaj sporo komentarzy, gdy wygrywamy +30 z jedna z topowych w ostatnim czasie drużyną, aktywność kibiców spada :) mam nadzieję, że sixers zakończą tą serię pozytywnym wynikiem i sami sobie udowodnią że stać ich na dużo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *