Sixers – Cavaliers 108:97

Philadelphia 76ers dość niespodziewanie pokonuje Cleveland Cavaliers 108:97 przerywając tym samym krótką serię porażek. Podopieczni Bretta Browna umocnili się na 6. pozycji w tabeli Konferencji Wschodniej.

Spotkanie w “Q” Arena Szóstki rozpoczęły w następującym zestawieniu: [PG] Simmons, [SG] Reddick, [SF] Covington, [PF] Saric, [C] Embiid.

Sixers stosunkowo szybko objęli prowadzenie, a wszystko to za sprawą wysokiej skuteczności z gry. Po dwa trafienia zza łuku zanotowali Robert Covington i JJ Reddick, dzięki czemu przyjezdni odskoczyli z wynikiem (15:8). Warto o tym wspomnieć, bowiem skuteczność za trzy w pozostałej części potyczki pozostawiała wiele do życzenia. Na trafienia przyjezdnych regularnie odpowiadał LeBron James, który tego wieczoru był zdecydowanym liderem Cavaliers (30 pts, 9 reb, 8 ast). Mimo jego starań to Philadelphia wciąż utrzymywała się na prowadzeniu. Po trójce Amira Johnsona obie ekipy przez jakiś czas miały problem z rozegraniem skutecznej akcji w ofensywie. Szybciej do gry powrócili jednak gospodarze, co pozwoliło im na odrobienie strat i zakończenie pierwszej kwarty wynikiem 32:29 dla Philly.

Drugą ćwiartkę rozpoczęliśmy od szybkich punktów drugiej szansy w wykonaniu Joela Embiida. Po chwili po drugiej stronie parkietu zza łuku odpowiedział jednak Kyle Korver. Sytuacja w hali zrobiła się napięta. Kolejne trafienie Cavs autorstwa Jordana Clarksona doprowadziło do pierwszego remisu tego wieczoru. Szóstki ponownie próbowały odskoczyć, między innymi za sprawą punktów Belinelliego czy Saricia, lecz atak Kawalerii nie pozostawał bezczynny i odpowiadał. Wspomniany Dario urządził sobie pojedynek strzelecki z LeBronem, który zakończył się jednak zwycięstwem zawodnika gospodarzy. Jego punkty pozwoliły Cavs na odrobienie 10-punktowego deficytu i zakończenie pierwszej połowy ze stratą zaledwie 3 oczek do gości (59:56).

Po przerwie byliśmy świadkami regularnej wymiany ciosów pomiędzy obiema ekipami. W pewnym momencie ofensywa Cleveland przestała funkcjonować jak powinna i Sixers ponownie odskoczyli (71:62). Przewaga mogła osiągnąć dużo większą wartość, lecz podopieczni Bretta Browna nie wykorzystali braku pomysłu na akcje gospodarzy. Po przerwie na żądanie strata Kawalerii stopniała, by po chwili ponownie osiągnąć pułap 8 oczek. Tuż przed zakończeniem trzeciej kwarty zdobycz punktową gości mógł powiększyć jeszcze JoJo (tego wieczoru 17 pts, 14 reb, 6 ast), lecz dwukrotnie spudłował z linii rzutów wolnych.

Ostatnią część gry gospodarze rozpoczęli w fatalny sposób. Przez pierwsze 3 i pół minuty nie potrafili zdobyć ani jednego oczka. Taki rozwój wydarzeń bezwzględnie wykorzystali Sixers (84:71). Cavaliers wzięli się jednak w garść, wzmocnili defensywę oraz poprawili skuteczność w ataku, co doprowadziło do wyniku 87:83. Sytuacja wydawała się być nerwowa, lecz zimną krew zachowali zarówno Saric, jak i Simmons czy Reddick, których trafienia dały gościom chwilę oddechu.

W pewnym momencie gospodarze ponownie się rozpędzili, a po trafieniu Korvera zza łuku było już 95:94. Wtedy własnie Philadelphia rozpoczęła swój popis. Najpierw trzy oczka dołożył Saric, następnie kluczowy blok oraz trafienie z fadeaway’a Embiida, a następnie JJ Reddick z półdystansu. Cavaliers po raz pierwszy nie potrafili znaleźć odpowiedzi na ataki Sixers i na kilkadziesiąt sekund przed końcem wszystko było już jasne.

Kilka chwil przed syreną oznaczającą zakończenie spotkania, kiedy to Kawaleria odpuściła już sobie po części obronę łatwe punkty zdobył Dario. Zachowanie to nie spodobało się Clarksonowi, który rzucił w niego piłką, po czym został wyrzucony z parkietu.

Szóstki odnoszą swoje 33-cie zwycięstwo w tym sezonie i plasują się obecnie na 6. miejscu w Konferencji Wschodniej. Ich następnym rywalem, w nocy z piątku na sobotę, będzie Charlotte Hornets.