Philadelphia 76ers przegrała piąte spotkanie z kolei, osiemnaste z ostatnich dziewiętnastu i ósme z rzędu przeciwko Boston Celtics. Mecz rozstrzygnął się już w pierwszej kwarcie, w której Sixers spudłowali 17 kolejnych rzutów (!) by ostatecznie zakończyć tą część spotkania ze skutecznością 5/26 z gry. W dwóch następnych kwartach Sixers grali już lepiej, ale nie na tyle, by odrobić straty. Częściowo udało się to w czwartej kwarcie, kiedy po wsadzie Landry’ego na 9.20 minuty przed końcem Celtics prowadzili już tylko 91:87. Ale to wszystko na co było stać gospodarzy. Na pewno nie pomogła postawa Noela, który całą noc grał słabo i opuścił boisko z sześcioma faulami na koncie na niespełna 5 minut przed końcową syreną. Tymczasem Celtics wrócili do lepszej gry i uciekli rywalom, żeby po trójce Turnera w końcówce prowadzić już nawet 18 punktami (118:100).

Na plus należy zaliczyć świetną grę Carla Landry’ego. Stary człowiek, a może – Landry rzucił rekordowe w sezonie 26 punktów, do których dołożył 8 zbiórek. Hollis Thompson dodał 18 punktów, a Ish Smith 14 punktów i 8 asyst, ale po trafieniu tylko 5 z 14 rzutów. Wciąż pauzują Covington i Holmes. Następny mecz już dzisiaj przeciwko Indiana Pacers.