Charlotte

Wczorajszej nocy Charlotte Hornets próbowali zrewanżować się Sixers za porażkę sprzed dwóch dni, jednak i tym razem filadelfijczycy pozostawili ich bez szans, udowadniając różnicę klas. Wśród siedmiu zawodników, którzy zakończyli spotkanie z dwucyfrowym dorobkiem punktowym, najbardziej wyróżnili się Tobias Harris (22 punkty – 10/16 z gry, 5 zbiórek), Joel Embiid (14 punktów, 11 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty, 3 bloki) oraz Ben Simmons (12 punktów, 10 zbiórek, 6 asyst).

Pierwsza kwarta nie zapowiadała takiego rozstrzygnięcia – widzieliśmy twardą, fizyczną grę obu stron na niskiej skuteczności. Tej części gry nie będzie dobrze wspominał Simmons, który w agresywnych kontrach atakował kosz i kilka razy z rzędu został albo zablokowany, albo spudłował. Sixers zdołali rzucić tylko 23 oczka. W drugiej odsłonie gra stała się jednak bardziej płynna i mam wrażenie, że zwyciężyła przewaga talentu po stronie gospodarzy, którzy notując zryw 27-7 zeszli do szatni z pewnym prowadzeniem.

W trzeciej kwarcie nastąpił czas lepszej gry Hornets, z kolei Sixers oddawali zbyt wiele niecelnych rzutów za trzy, w czym brylował Green, który zakończył pierwszą połowę trójką, a w tej ćwiartce spudłował trzy kolejne. Goście zmniejszyli przewagę do 12 punktów, ale to był szczyt ich możliwości, zwłaszcza biorąc pod uwagę agresywną i bardzo skuteczną grę Harrisa. Wkrótce przewaga Sixers wynosiła ponownie 20 punktów i ostatnia część gry stała się tylko formalnością, którą dograli głównie rezerwowi.

Po tym zwycięstwie Sixers z bilansem 6-1 są najlepszym zespołem w NBA, jedynym z zaledwie jedną porażką i pierwszym z sześcioma “W” w tabeli. Jutro zmierzą się z Washingon Wizards (których pokonali już w tych rozgrywkach), a pojutrze czeka ich sprawdzian z bardziej wymagającym przeciwnikiem – Brooklyn Nets.