New York

Nie był to mecz dla fanów ofensywy. W ultradefensywnym meczu 76ers pokonali Knicks po dogrywce 101:100. Pod nieobecność Embiida i Curry’ego Sixers rozgrywali mecz back-to-back na wyjeździe, więc zwycięstwo to jest szczególnie cenne.

Sixers zdecydowanie prowadzili w pierwszej połowie (do 14 punktów), lecz chyba każdy zdawał sobie sprawę że Knicks to nie Kings, więc może wciąż być trudno… Zespół z Nowego Jorku po raz kolejny pokazał serce (odzyskane pod wodzą Toma Thibodeau) i zakończył pierwszą połowę serią 13:0. W drugiej połowie żadna z drużyn nie oddaliła się już na więcej niż 8 punktów i na 13.2 sekundy przed końcem Sixers prowadzili 3 punktami i czekali na dwie próby z linii rzutów wolnych Tobiasa Harrisa. Brzmi jak przepis na zwycięstwo, jednak nie była to noc Tobiego, który spudłował oba rzuty wolne, co pozwoliło Knicks wyrównać dzięki trójce Randle’a. Overtime!

Dogrywkę mocno rozpoczął najlepszy gracz spotkania Danny Green (dwie back-to-back trójki), odkupił swe winy Tobias Harris (trójka i dwa wolne) i mecz zakończył się zwycięstwem Sixers. Punktów jak na lekarstwo, wynik po dogrywce niczym podróż w czasie do 2004 roku – i dobrze, przydają się takie mecze!

Po stronie Sixers zdecydowanie należy wyróżnić Danny’ego Greena, który z każdym meczem gra coraz lepiej i pewniej. Od około miesiąca nie można mieć wątpliwości – czwarty najwyżej opłacany zawodnik Sixers jest też czwartym najlepszym graczem. DG zanotował na swoim koncie 11 punktów, 3 zbiórki, asystę, 5 przechwytów i 3 bloki na 50% skuteczności! Na pochwałę zasługuje również motor ofensywny ławki Sixers, Shake Milton, autor 21 punktów na 60% skuteczności. Defensywnie świetnie spisywali się zarówno Simmons, Harris jak i Thybulle, ale cała ta trójka nie zachwyciła po atakowanej stronie parkietu. Tisse zaliczył 6 punktów, Simmons 7 strat przy linijce 16/8/4, a Harris 20/4/4 przy 28% skuteczności i czterech stratach.

Pierwszy mecz wyjazdowy z sześciu zakończony zwycięstwem, więc czekamy teraz na powrót Curry’ego i większe wyzwania. Kolejnym przeciwnikiem będą GSW, choć bardzo możliwe, że w ich szeregach zabraknie Stepha Curry’ego, co może mocno ułatwić zadanie ekipie Sixers…