Sixers – Mavericks 91:109

Niestety nie udało się ekipie Sixers zrewanżować drużynie z Dallas za porażkę w pierwszej potyczce obu drużyn.

Obie ekipy przystępowały do tego meczu osłabione swoimi najlepszymi zawodnikami podkoszowymi, Joel Embiid i Kristaps Porzingis z powodu kontuzji nie grali w tym meczu.

Początek meczu był obiecujący, goście grali agresywnie, Simmons wykorzystywał swoją szybkość połączoną z atletyzmem i odważnie atakował kosz rywali zdobywając łatwe punkty, których uzbierał 11 do przerwy. Gospodarze mieli natomiast problem z rozegraniem akcji a ich lider dobrze pilnowany przez Simmonsa i Richardsona nie był w stanie się wstrzelić, choć pokazał kilka swoich “firmówek”.

W drugiej kwarcie rozpoczął się festiwal niecelnych rzutów z 3 pkt z obu stron, a w ekipie Sixers prym wiedli Horford i Scott, jednak to goście dzięki dobrej postawie Harrisa i efektywnej grze pod koszem byli w stanie wypracować sobie 9 punktową przewagę przed drugą połową.

W 3 kwarcie obraz gry zupełnie się zmienił, gdzie nieskuteczni do tej pory Mavs zaczęli trafiać z dystansu, a pod koszem upychali się zbierając całą masę piłek pod atakowaną tablicą obracając je w punkty. Tym sposobem po 4 minutach 3 kwarty na tablicy wyników widniał remis. Od tej pory obraz gry niewiele się zmienił. Maverics tylko się rozkręcali, a Sixers popadali w coraz większe kłopoty. Skuteczny do tej pory Harris nie był już tak aktywny i miał spore problemy z posłaniem piłki do kosza, Simmons zupełnie gdzieś zginął i został zdominowany przez Doncica, który grał bardzo wszechstronnie, jedynie Al Horford przebudził się w 4 kwarcie trafiając sporo rzutów dając jeszcze nadzieje na odwrócenie losów spotkania, jedno było już za późno i rozpędzeni Mavs nie oddali już prowadzenia i ostatecznie wygrali cały mecz 109:91.

W Sixers ciężko kogoś wyróżnić, jednak po względem statystycznym najlepiej zagrał Harris zdobywca 20 pkt, natomiast wśród gospodarzy prym wiedli Luka Doncić i Dwight Powell . Pierwszy do 19 pkt. dołożył 12 asyst i 8 zb., natomiast drugi do swoich 19 oczek “dorzucił” 12 zb.

Mecz miał dosyć dobrze znany kibicom Szóstek przebieg, przyzwoity początek, budowanie przewagi i jej roztrwonienie w pare minut 3 kwarty. Brak Joela Embida był bardzo widoczny, szczególnie w 2 połowie, gdzie Mavs zdominowali Sixers w pomalowany, gdzie Powell, czy Marjanovic narobili wielu szkód swoim rywalom. Ten ostatni karcił ich nawet z obwodu. W Sixers natomiast widzieliśmy te same błędy, które przewijają się w ich grze przez cały sezon, a pomysłu na ich wyeliminowanie i na poprawę gry jak nie było tak nie ma…

 

 

 

 

 

5 komentarzy

  1. Biruz pisze:

    No niestety, Brown out!

  2. Hetman3 pisze:

    Widać że w tej drużynie brakuje jaj. Było +12 i na miękko nagle zrobiło się 10 punktów straty. Nikt nie potrafi wziąć ciężaru gry na siebie każdy chowa głowę w piasek.
    Bez Embiida ta drużyna by walczyła o 8 miejsce żeby w ogóle się załapać do PO.
    Zobaczcie jak gra Dallas czy Indiana, oni mają masę kontuzji ale zawalają jak roboty.

  3. Pawel pisze:

    Święta racja. Brakuje lidera, już nie mówię o kimś pokroju Iversona, ale w tej niepoukładanej bandzie brakuje kogokolwiek kto weźmie piłkę i odpowiedzialność w kluczowym momencie. Mogą człowieka szczerze zniechęcić :(

  4. Luk pisze:

    Ile jeszcze spotkań musimy przegrać żeby zostały jakieś decyzje w temacie Browna?

  5. Hetman3 pisze:

    Żadne decyzje nie zostaną podjęte…
    Będzie tak to wyglądało że czasem dwa mecze wygramy jeden przegramy. Dobijemy do PO na 4 miejscu odpadniemy w drugiej rundzie i to cała historia sezonu w pigułce.
    Ewentualnie mogą nas jeszcze pogonić w pierwszej rundzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *