Niestety nie udało się ekipie Sixers zrewanżować drużynie z Dallas za porażkę w pierwszej potyczce obu drużyn.

Obie ekipy przystępowały do tego meczu osłabione swoimi najlepszymi zawodnikami podkoszowymi, Joel Embiid i Kristaps Porzingis z powodu kontuzji nie grali w tym meczu.

Początek meczu był obiecujący, goście grali agresywnie, Simmons wykorzystywał swoją szybkość połączoną z atletyzmem i odważnie atakował kosz rywali zdobywając łatwe punkty, których uzbierał 11 do przerwy. Gospodarze mieli natomiast problem z rozegraniem akcji a ich lider dobrze pilnowany przez Simmonsa i Richardsona nie był w stanie się wstrzelić, choć pokazał kilka swoich “firmówek”.

W drugiej kwarcie rozpoczął się festiwal niecelnych rzutów z 3 pkt z obu stron, a w ekipie Sixers prym wiedli Horford i Scott, jednak to goście dzięki dobrej postawie Harrisa i efektywnej grze pod koszem byli w stanie wypracować sobie 9 punktową przewagę przed drugą połową.

W 3 kwarcie obraz gry zupełnie się zmienił, gdzie nieskuteczni do tej pory Mavs zaczęli trafiać z dystansu, a pod koszem upychali się zbierając całą masę piłek pod atakowaną tablicą obracając je w punkty. Tym sposobem po 4 minutach 3 kwarty na tablicy wyników widniał remis. Od tej pory obraz gry niewiele się zmienił. Maverics tylko się rozkręcali, a Sixers popadali w coraz większe kłopoty. Skuteczny do tej pory Harris nie był już tak aktywny i miał spore problemy z posłaniem piłki do kosza, Simmons zupełnie gdzieś zginął i został zdominowany przez Doncica, który grał bardzo wszechstronnie, jedynie Al Horford przebudził się w 4 kwarcie trafiając sporo rzutów dając jeszcze nadzieje na odwrócenie losów spotkania, jedno było już za późno i rozpędzeni Mavs nie oddali już prowadzenia i ostatecznie wygrali cały mecz 109:91.

W Sixers ciężko kogoś wyróżnić, jednak po względem statystycznym najlepiej zagrał Harris zdobywca 20 pkt, natomiast wśród gospodarzy prym wiedli Luka Doncić i Dwight Powell . Pierwszy do 19 pkt. dołożył 12 asyst i 8 zb., natomiast drugi do swoich 19 oczek “dorzucił” 12 zb.

Mecz miał dosyć dobrze znany kibicom Szóstek przebieg, przyzwoity początek, budowanie przewagi i jej roztrwonienie w pare minut 3 kwarty. Brak Joela Embida był bardzo widoczny, szczególnie w 2 połowie, gdzie Mavs zdominowali Sixers w pomalowany, gdzie Powell, czy Marjanovic narobili wielu szkód swoim rywalom. Ten ostatni karcił ich nawet z obwodu. W Sixers natomiast widzieliśmy te same błędy, które przewijają się w ich grze przez cały sezon, a pomysłu na ich wyeliminowanie i na poprawę gry jak nie było tak nie ma…