New-Orleans

Philadelphia 76ers odniosła piąte z rzędu i jednocześnie dwudzieste w tym sezonie oraz czternaste przed własną publicznością zwycięstwo, pozostając niepokonaną w Wells Fargo Center. Największy udział w wygranej mieli Tobias Harris (31 punktów, 5 zbiórek), Ben Simmons (24 punkty, 11 asyst, 3 przechwyty, 2 bloki) oraz Joel Embiid (24 punkty, 11 zbiórek, 5 asyst). Wyróżnić muszę też Norvela Pelle, który nieoczekiwanie dostał szansę gry już od pierwszej kwarty i pokazał się z bardzo dobrej strony (6 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty, 3 bloki w 12 minut gry!).

Sixers od pierwszych akcji wzięli sprawy w swoje ręce, pozbawiając gości złudzeń co do tego, kto ma lepszy zespół. Seria 14-2 i pierwsza kwarta wygrana 39-25 mogła dać nadzieję na pogrom w Philadelphii. Ale coś jest w tym, że Sixers zdają się podchodzić lekceważąco do słabszych ekip. Już w drugiej ćwiartce coś w ich grze zaczęło się psuć, a dokładnie w połowie trzeciej gospodarze po trójce Kenricha Williamsa wyszli na pierwsze (i jak się okazało ostatnie) prowadzenie 71-70. Natychmiast trójką odpowiada Harris, po chwili Pelle pakuje do kosza, po czym Harris kolejny raz trafia zza łuku i… Pelle popisuje się drugim wsadem z rzędu. Takim sposobem Sixers uciekli na 79-71 i utrzymali przewagę już do ostatniej syreny, chociaż nie zabrakło nerwowej końcówki. W niej kluczowe okazały się celne rzuty wolne Harrisa i Embiida.

Wśród pokonanych najlepiej wypadł Brandon Ingram (32 punkty), natomiast byli filadelfijczycy – Redick, Holiday i Okafor – rzucili odpowiednio 19, 12 i 9 punktów.