Po niezłym meczu z Nets czas wrócić na ziemię. Mecz z Detroit przypominał to, do czego Sixers nas przyzwyczaili w ostatnich tygodniach: fatalna obrona, mnóstwo straconych punktów i porażka na własne życzenie w drugiej połowie. W trzeciej kwarcie Pistons spudłowali tylko 5 razy na 20 prób rzucając aż 38 punktów, a w czwartej ich rywale nie potrafili nawet nawiązać walki. Tym samym walczący o play-offs Pistons zmietli w tym sezonie Sixers 4-0 w bezpośrednich konfrontacjach, co zdarzyło się po raz pierwszy od sezonu 1995/96.

Za wczorajszy mecz można wyróżnić Canaana (22 punkty) i Noela (12 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty). Poza nimi pozytywnie zaskoczyli weterani: Landry (18 punktów, 6 zbiórek) i Brand (10 punktów, 3 asysty, 3 przechwyty). Zadebiutował wreszcie Sonny Weems, który w niespełna 8 minut gry zdążył oddać 5 rzutów, ale trafił tylko raz, dokładając także 4 zbiórki i 2 faule.