Bez niespodzianki – po dobrej passie czterech kolejnych zwycięstw nad niezbyt dobrymi rywalami, Philadelphia 76ers uległa bez dużego oporu liderowi Atlantic Division. Skoro o seriach mowa, to 15 kolejna porażka Sixers w Toronto, które jest nie zdobyte od 2012 roku. Oj lepiej, żeby w play-offs Sixers nie spotkali się z Raptors, zwłaszcza bez przewagi własnego parkietu.

Pierwsza kwarta wygrana 35-24 nie zapowiadała takiego rozstrzygnięcia. Sixers przez większość jej czasu grali niemal wzorowo, dobrze dzieląc się piłką, nie zawodząc w obronie i trafiając z dystansu (7/14 za trzy!). Niestety już po 4 minutach gry parkiet opuścił z kontuzją nogi Josh Richardson i nie zobaczyliśmy go już do końca spotkania. Skutecznie zastąpił go jednak… Milton, który był autorem dwóch trójek w tej części gry.

Cóż z tego, skoro w drugiej odsłonie Sixers zwolnili na tyle, by ich 14-punktowa przewaga z pierwszej kwarty zmalała do zera. Czego innego spodziewać się po kwarcie, w której rzuca się tylko 15 oczek? Wynik do przerwy to 50-50.

Po zmianie połów gra znowu pod znakiem dominacji gości, ale do czasu. W połowie kwarty Raptors otrząsnęli się i po raz drugi tego wieczoru odrobili dwucyfrową stratę (seria 10-0 przy obronie strefowej). W ostatniej ćwiartce zaciśnili jeszcze bardziej obronę i to oni dyktowali od tego momentu warunki gry, podczas gdy Sixers stracili skuteczność, a z nią waleczność.

Ostatnia szansa dla gości przyszła w końcówce meczu, kiedy trójka Thybulle’a i ogólnie dobra gra Harrisa pozwoliły im dojść rywala na 7 punktów. Wtedy jednak Fred Van Vleet bezlitośnie przedziurawił siatkę dwiema trójkami z rzędu i tyle było po szansach.

Wśród pokonanych najlepiej w statystykach zapisali się Tobias Harris (22 punkty, 6 zbiórek, 4 asysty), Ben Simmons (17 punktów, 10 zbiórek, 8 asyst) i Furkan Korkmaz (17 punktów – 4/8 za trzy).

Niestety Simmons połowę ze swoich zdobyczy uzbierał w pierwszej kwarcie, a w dalszej części meczu został niemalże wyeliminowany z ofensywy. Co cieszy, Korkmaz w ostatnich 8 spotkaniach notuje właśnie takie średnie, czyli 17 punktów i prawie 50% skuteczności za trzy.

Dodam jeszcze, że nieźle zaprezentował się odkurzony Shake Milton – 9 punktów (3/6 za trzy), 4 zbiórki, 2 asysty w 22 minuty gry. Norvele Pelle (4 zbiórki i 2 bloki w 11 minut) wykorzystał swój limit 45 dni w NBA i nie wiadomo, czy zobaczymy go jeszcze w barwach Sixers.

Następny mecz dopiero w nocy z soboty na niedzielę, kiedy do Philadelphii w odwiedziny wpadną zawodnicy Los Angeles Lakers.