Sixers – Rockets 118:123

Pierwsza połowa spotkania była wyrównana, głównie za sprawą Joela Embiida i świetnego wymuszania strat na Rockets. Goście z Houston w pierwszej połowie popełnili 17 strat, podczas gdy ich rekord w sezonie wynosił 22. Na przerwie na tablicy widniał remis po 61, jednak po powrocie z szatni to Rockets zaczęli przejmować inicjatywę. Seria 12-0 zapewniła im prowadzenie przez całą drugą połowę, duża w tym zasługa Jamesa Hardena, który w trzeciej odsłonie rzucił ponad połowę punktów swojego zespołu. Sixers kilka razy byli bardzo blisko wyrównania. Najbliżej po dwóch z rzędu trójkach Embiida, które zmniejszyły stratę do czterech punktów (90-94), po wejściu pod kosz McConnela na 3 minuty przed końcem (100-105) i po ładnych punktach Stauskasa na niespełna minutę przed syrena (112-117). Rockets byli jednak zespołem lepszym i nie dali sobie odebrać prowadzania i wyrwać zwycięstwa.

Joel Embiid zdobył 32 punkty, 7 zbiórek, 4 asysty, 3 przechwyty i 2 bloki. McConnel i Henderson rzucili po 13 punktów, a Saric i Luwawu-Cabarrot byli o punkt gorsi. Dla zwycięzców James Harden zdobył niesamowite 51 punktów, 13 zbiórek i 13 asyst.