Sixers – Spurs 122:120

Czwarty przystanek w serii najtrudniejszych meczów tego sezonu dla zawodników Philedelphii 76ers. Tym razem do miasta w stanie Pensylwania przybyli goście z drugiego brzegu kontynentu. San Antonio Spurs prowadzeni oczywiście przez mentora naszego trenera, a więc Gregga Popovicha, mieli za zadanie zagrać zdecydowanie lepiej przeciwko Szóstkom, niż Rockets dwa dni wcześniej.

Przed spotkaniem nie było pewne, czy zobaczymy na parkiecie kogokolwiek z “wielkiej trójki”. Jimmy Butler wciąż ma problem z nadgarstkiem, Embiid z plecami, a Ben Simmons nabawił się przeziębienia. Na szczęście garnitur musiał przywdziać tylko ten pierwszy, swoją drogą nie mamy szczęścia do zdrowia zawodników i to w tak newralgicznym momencie sezonu.

Spotkanie rozpoczęło się od prowadzenia gospodarzy dzięki popisom JoJo i słabej skuteczności Spurs. Straty zostały jednak odrobione niedługo potem, gdy na parkiecie pojawili się zmiennicy. Ostatecznie po pierwszej kwarcie przegrywaliśmy jednym oczkiem 34:35. Na początku drugiej ćwiartki znowu to Sixers przejęli inicjatywę, niepokój wprowadziło jednak zejście Embiida do szatni. Na parkiecie niesamowicie zastąpił go na szczęście Jonah Bolden m.in. blokując dwukrotnie w jednej akcji Aldridge’a, a następnie w kontrze pakując piłkę do kosza. Do przerwy 67:63.

Trzecia część spotkania to dalej niesamowicie wyrównana walka, prowadzenie przechodziło z rąk do rąk i żadna z drużyn nie była wstanie wypracować sobie przewagi. Efektem tego wraz z ostatnią kwartą mecz zaczynał się praktycznie od nowa bo na tablicy widniał wynik 96:96. Przez pierwsze 6 minut gospodarzy przy życiu utrzymywał wyłącznie Embiid, który jako jedyny trafiał do kosza. Gdy zabrakło go na parkiecie, Spurs momentalnie odskoczyli na sześć oczek. Stratę udało się zniwelować dokładnie na 60 sekund przed końcową syreną, bo rzucie J.J. Redicka w akcji 3+1. Następne dwie akcje były jednak nieudane i goście mieli 21 sekund na rozegranie ostatniej akcji. W niej zablokowany został DeRozan, piłkę przejęli Sixers i dopiero na sekundę przed końcem spotkania na linię rzutów wolnych wysłany został Brewer. Trafił niestety tylko raz, dając znowu nadzieję gościom którzy tracili dwa oczka. Po przerwie na żądanie piłkę z boku wprowadzał Rudy Gay, lecz jego podanie przeciął Simmons dając ważną wygraną swojej drużynie.

Byliśmy świadkami naprawdę niesamowicie wyrównanego spotkania, które trzymało w napięciu do samego końca i na szczęście dla nas zakończyło się happy endem. Było czuć brak Butlera, szczególnie w obronie, gdzie nie radziliśmy sobie z szalejącymi DeRozanem i Millsem. Zespół pokazał jednak charakter, za co należą się wielkie brawa.

Joel Embiid: 33pkt, 19zb, 3as

Ben Simmons: 21pkt, 10zb, 15as

J.J. Redick: 19pkt, 3zb, 3as

Landry Shamet: 14pkt, 3stl

T.J. McConnell: 10pkt, 8as

9 komentarzy

  1. Sixersfan pisze:

    Końcówka koncertowa!! Shamet, Reddick blok Embiida. W pewnym momencie już zwątpiłem w wygraną, a tu chłopaki zagrali jak nigdy. Corey Brewer wprowadził nową jakość do zespołu taki powiew świerzości. Korkmaz chyba już wypada z rotacji. Tak trzymać, jest dobrze mamy dwie wygrane i porażkę z parszywej dwunastki i liczymy dalej

  2. Serek7 pisze:

    BRAWO, BRAWO, BRAWO! Bardzo żałuję, że nie oglądałem…

  3. Baracuda pisze:

    Nareszcie zagrali końcówkę, jak na jedną z najlepszych drużyn przystało. Shamet mi zaimponował. Nie pękł psychicznie.

  4. mick_jones pisze:

    Ktoś tu ostatnio wspominał o tym, żeby posadzić Simmonsa na końcówki i wpuścić TJ’a. Myślę, że dzisiejszy mecz był odpowiedzią na to peytanie. Do końca dwie minuty z hakiem – świetna obrona Simmonsa, przykrywa DWhitea i tylko łud szczęścia (albo doswiadczenie) powoduje że Belinelli trafia desperacką trójkę. W następnej akcji Ben wchodzi pod kosz jakby był na treningu i zdobywa łatwe 2 pkt efektownym wsadem – od razu eksplozja energii na trybunach, która dodaje skrzydeł zawoniodnikom w obronie. I znowu Ben zbiera piłkę po fantastycznym bloku Jojo, ciągnie całą akcję do przodu i na końcu asystuje dio Shameta (3). Następnie przy wyniku 120:117 dla Spurs oddaje piłkę do Reddicka na 3+1. I w końcówce do tego świetnie wybija piłkę z rąk Belinellemu. Jego wkład w to zwycięstwo jest nieoceniony. Do tego duże brawa dla Chandlera, który powstrzymał De Rozana na kilka sekund przed końcem od zdobycia punktów, które pozwolilyby San Antonio objąć prowadzenie – profesorska obrona!

    • Serek7 pisze:

      A to ja byłem i dziś biję się w pierś! Brawo Benek. Ale zaznaczam od razu, że mówiłem to w kontekście niewystawiania Wielkiej Trójki razem – a dziś nie było Jimmy’ego ;)

  5. WojtekHandi pisze:

    co by nie mowic, w tym sezonie wyrownane koncowki sa na remis albo na nasz plus, w zeszlym bylismy grubo do tylu w meczach na styk ;)

  6. JJ pisze:

    Embiid sporo minut mimo bolących pleców. A wg mnie Bolden b. dobrze się prezentował, więc mógł grać więcej.

  7. Stefan pisze:

    Zastanawia mnie jedno. Dlaczego Pop nie wziął czasu na 21,1 sekundy przed końcem meczu? A miał ich dwa. Może Brown nauczył się od Popa nie brać czasu kiedy trzeba :D

  8. BlazejB3 pisze:

    Jak jeden człowiek potrafi odmienić drużynę, dać każdemu 10 dniowy kontrakt!! Brewer szarpie, gryzie, punktuje!! Wygrywamy przegrany mecz!! Mamy prawo marzyć o wielkich rzeczach!Endorfiny dostarczone, wooosh co to był za mecz! 76

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *