Wiecznie w cieniu…

Chociaż Andrew Bynum nie zagrał jeszcze ani jednego spotkania w barwach Philadelphii 76ers, regularnie we wszystkich mediach piszących o Sixers możemy znaleźć nowe artykuły na jego temat. Jak nie o Bynumie, to o Jrue Holiday’u. Bo wielki postęp, bo wyrasta na jednego z najlepszych rozgrywających w lidze, wreszcie bo został nominowany do gry w Meczu Gwiazd. A gdzieś tam daleko w szeregu jest Thaddeus Young, który po cichu rozgrywa najlepszy sezon w swojej 6-letniej karierze.

Już nie tylko chodzi o indywidualne statystyki. Wyróżnia się na tle całego zespołu. Ze średnią 15.0 ppg jest drugim najlepszym strzelcem Sixers. Jest również najlepszym zbierającym (7.3 rpg), przechwytującym (1.6 spg – 17. w NBA) i nie ma sobie równych w skuteczności (51.9% – 22. w NBA). Jest również zdecydowanie najrówniej grającym zawodnikiem w składzie, na którego zawsze można liczyć. Tylko trzy razy nie zaliczył meczu z dwucyfrową zdobyczą punktową, z czego dwa razy – w pierwszych 3 tygodniach rozgrywek.



Statystyki kłamią? Nie tym razem. Young nie jest i nigdy nie będzie zawodnikiem, na którym można budować sukces zespołu. Nie jest zabójczym strzelcem, nie przypominam sobie też „game winning buzzer beatera” w jego wykonaniu. Ale oglądając go w akcji w tym sezonie aż rzuca się w oczy, jaką energię wnosi na boisko. Jak nikt inny w Sixers nie boi się wchodzić pod kosz, grać fizycznie w pomalowanym, a nawet kończyć takie akcje wsadami. Dzięki świetnej atletyczności ma w swoim repertuarze szereg charakterystycznych zagrywek – patentów na mijanie rywala czy ciekawe rzuty z wyskoku z odchyleniem. Może to niewiele, ale skuteczność Younga mówi sama za siebie. I to wszystko o zawodniku określanym mianem „undersize”, czyli po prostu odbiegającym warunkami fizycznymi od wyższych czy cięższych rywali na pozycji PF, na której jest zmuszony grać. Jeśli jego koledzy z zespołu z równym zapałem i energią grali w strefie podkoszowej, zamiast rzucając z daleka, Sixers z pewnością mieliby o wiele lepszy bilans.

Thad i ShekinahKoszykarz jest jednak przyzwyczajony do bycia w czyimś cieniu. Rok temu był jednym z najlepszych rezerwowych w NBA, jednak to Lou Williams skupiał na sobie całą uwagę, kiedy wychodząc również z ławki był pierwszym strzelcem zespołu w całym sezonie. Ale Young (na zdjęciu obok ze swoją narzeczoną) nigdy nie narzekał na brak medialnego rozgłosu. Ma ogromną etykę pracy, na ten temat akurat amerykańscy dziennikarze od czasu do czasu coś napiszą. Po cichu i skromnie robi swoje na boisku i poza nim, zwyczajnie stara się pomóc drużynie  wygrywać, nie skarżąc się na nic. Taki właśnie jest Thaddeus Young.

 

2 myśli na temat “Wiecznie w cieniu…

  • 1 lutego 2013 o 10:17
    Permalink

    Buzzer beater: Playoffy z Orlando mecz nr.3:)

    Odpowiedz
  • 2 lutego 2013 o 00:35
    Permalink

    Dla mnie on w tym sezonie jest All-Starem, ale tacy są właśnie zawodnicy Sixers, bez przerośniętego ego. Liczy się dla nich tylko dobro drużyny :] Oby Bynum był choć odrobinę taki jak np. właśnie Tadek. Wychodzi że wcale go tak bardzo nie przepłaciliśmy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *