„One & Done” – recenzja filmu Bena Simmonsa

Jeszcze przed swoim długo wyczekiwanym debiutem na parkietach NBA, numer pierwszy draftu Ben Simmons zrobił sporo zamieszania w lidze i poza nią. Wszystko za sprawą filmu dokumentalnego „One & Done” stacji Showtime, który swoją premierę miał w listopadzie 2016 roku. Film rozpoczyna się informacją o wprowadzonym przez NBA w 2005 roku przepisie, który uniemożliwia dostanie się do ligi wprost ze szkoły średniej. Od tego czasu młodzi sportowcy zmuszeni są do pójścia na studia, z których większość najbardziej uzdolnionych rezygnuje po roku, aby przejść na zawodowstwo. Reguła One & Done sprawiła, że Simmons studiował dwa semestry w Luisiana State University, jednocześnie dzięki temu Philadelphia 76ers mogła go wybrać w drafcie 2016 roku z numerem pierwszym.

Twórcy nie zamierzali nawet udawać, że próbują zachować obiektywizm. Od samego początku przepis NBA jest krytykowany i do głosu nie jest dopuszczony właściwie nikt, kto mógłby przedstawić argumenty drugiej strony. Dostaje się za to NCAA, którą krytykuje sam zawodnik twierdząc, że na młodych zawodnikach ze studiów sowicie zarabiają dosłownie wszyscy, ale oni sami nie dostają nawet centa. W zamian proponowana jest edukacja, ale jeśli ktoś nie ma wcale ambicji otrzymać dyplomu, to i tak musi zdać jak inni pierwszy semestr. W drugim nie musi się martwić w ogóle o oceny, ale może być karany za nagminne opuszczanie zajęć. „One & Done” nie jest więc obiektywnym filmem poruszającym dogłębnie ten problem, jest raczej pierwszym tak dosadnym głosem w tej sprawie, który ma pobudzić amerykańską opinię publiczną do dyskusji. I tak właśnie się stało.

Niezależnie, czy popierasz przepis z 2005 roku i niezależnie,  jakie jest Twoje zdanie na temat występowania One & Done, jeśli jesteś kibicem Sixers i koszykówki w ogóle, to powinieneś obejrzeć ten film z innych powodów. W jednym z początkowych fragmentów widzimy 14-letniego Simmonsa, który pytany o swoje największe marzenie, odpowiada bez namysłu o grze w NBA. Simmons od najmłodszych lat miał jasny cel, z czasem i kolejnymi sukcesami zaczął marzyć o byciu numerem pierwszym draftu. Nie jest to opowieść „od zera do bohatera”, bo Ben nie wychował się w biednej murzyńskiej rodzinie i nie miał trudnego dzieciństwa. Wręcz odwrotnie: nigdy niczego mu nie brakowało, miał liczne rodzeństwo, kochającą się rodzinę, pieniądze. Miał do czynienia z piłką do koszykówki, zanim jeszcze nauczył się chodzić. Zresztą jego ojciec David przez 15 lat grał zawodowo w lidze australijskiej, zdobył nawet tytuł. Najtrudniejsze dla Simmonsa nie było przeprowadzenie się z Australii do USA, tylko właśnie przymusowe spędzenie roku na uniwersytecie. A tam przedsmak tego, co będzie czekać go w NBA: uwaga mediów, tłumy chcących się z nim fotografować na każdym kroku fanów, presja związana z porównywaniem go do LeBrona Jamesa czy Magica Jonsona, wreszcie krytyka za zbyt małą zawziętość na boisku i nie branie na siebie odpowiedzialności za wynik w kluczowych akcjach spotkań.

Być może ciężko będzie się utożsamić z problemami koszykarza, bo wielu z nas marzy o takich „problemach”, natomiast dobrze ogląda się to, w jaki sposób pokonał on drogę z Australii, do pierwszego numeru draftu do NBA. Historia spełniania jego marzenia z dzieciństwa autentycznie wzrusza, samo podglądanie tego procesu zza kulis, z perspektywy życia całej jego rodziny i tego, jak to życie się zmienia, jest po prostu ciekawe. Najciekawsze dla mnie były relacje z rodzicami, ich reakcje na sukcesy syna i fakt, jak wygląda nakłanianie zawodników pokroju Bena Simmonsa do podpisania kontraktu z którąś z firm obuwniczych. Każdy więc znajdzie tu coś dla siebie, z tego tylko powodu film jest godny polecenia.

 

9 komentarzy

  1. sznida napisał(a):

    Aż miło się ogląda dzisiaj drużynę. Pomimo braku Rodrigueza i Embiida wygląda to naprawdę nieźle. Jak na razie to Noel ma całkiem udane wejście po kontuzji, jak tak ma wyglądać jego gra, to coraz bardziej ciekawi mnie, na kogo postawi Colangelo, a kogo wymieni

  2. Destro napisał(a):

    Ja nie wierze w to co widzę, w obronie – ściana, nie ma rzutów na ślepo, TJ szaleje, nie można tego przegrać!

  3. hetman3 napisał(a):

    No kopara mi opadła graja jak inna druzyna tylko oby po przerwie sie to nie odwrociło. Debiut Noela całkiem cialkiem widac że pracował nad rzutem bo nawet wolne pewnie trafil i z pół dystansu mu siedzi

  4. Houdini napisał(a):

    Odrazu widać różnice gry obronnej w wykonaniu Noela i Okafora. Najlepszy przykład: Ostatnia akcja Pistons w 1 kwarcie. Dałbym sobie rękę uciąć, ze przy tych eurostepach podejrzę Jacksona Okafor by sfaulował, Noel ustał i nie dał rzucić

  5. hetman3 napisał(a):

    Trzeba przyznac ze nam wszystko wychodzi a dobra obrona napedza atak. Ja to bym sie nawet nie zastanawial kogo zostawic łatwiej ciężej o dobrego obrońcę a punkty ktos zawsze bedzie zdobywał. Okafor to mniej udana wersja Embiida bez obrony a z Noelem mozna grac na dwie wieże w meczach gdzie rywale maja przewage pod koszem jak Atlanta Memphis Clippers Orlando

  6. sznida napisał(a):

    Trochę w tej kwarcie się zaczęło nie układać, ale i tak musiałaby się przytrafić chyba jakaś katastrofa, abyśmy tego meczu nie wygrali

  7. hetman3 napisał(a):

    Trochę nas przycisnęli i juz sie zdarzyło pare glupich strat. no obyś mial rację ale juz przegrywalismy takie mecze. McConell bliski triple double. Ależ ten Ish sie rusza szkoda ze go odpuscilismy

  8. hetman3 napisał(a):

    zaczyna sie sraczkowanie w koncówce az sie nie moge na to patrzec troche ich przycisnac i sie gubia jak małe dzieci

  9. Huljtaj napisał(a):

    TJ MVP. Jednej asysty do triple double no szlag! A uwazalem go za nasze najsłabsze ogniwo do dziś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *