Z chłopa król

Część z Was uzna pewnie, że ten tytuł jest pisany na wyrost. I całkiem możliwe, że macie rację. Ta historia ma wprawdzie bohaterów, ale jeśli myślicie, że przeczytacie kolejny tekst o Embiidzie czy Simmonsie, to mogę was uspokoić – not this time!

Nowa nadzieja

Początek sezonu. Oczy wszystkich skierowane są na powracającego do składu, a zarazem debiutującego w barwach Sixers Embiida. Nadzieje, jakie włodarze klubu i przede wszystkim my kibice wiążemy z Joelem, są olbrzymie. Nadzieja jest tym większa, iż „Philly” musi rozpocząć sezon bez swojego najnowszego draftowego nabytku – Bena Simmonsa, który w sezonie przygotowawczym nabawił się poważnej kontuzji prawej stopy.

Trwają spekulacje nad formą Sixers oraz nad tym jaki zespół zbuduje się wokół Embiida. Bukmacherzy nie dają nam szans w konfrontacji z innymi zespołami (teraz mogę to napisać – you wish!), stawiając Philadelphię na z góry przegranej pozycji.

Embiid jest świetnym zawodnikiem i udowodnił to już wielokrotnie w tym sezonie. Jego dynamika, chęć do gry i umiejętności zafascynowały koszykarskie środowisko. I zafascynują pewnie nie raz. Zostawmy jednak „JoJo” tutaj i oddajmy w tym tekście należyte miejsce głównym aktorom.

Sixers Army

Sam początek sezonu dla Sixers był tragiczny. Tak jak przypuszczali bukmacherzy, drużyna odniosła 25 porażek i tylko 8 zwycięstw do 31 grudnia 2016. Pierwsza piątka jaką graliśmy prezentowała się następująco: Saric, Covington, Embiid, Rodriguez, Henderson. Były rzecz jasna rotacje w składzie (kto jeszcze pamięta, ten wie, że Ilyasova także kilkakrotnie rozpoczynał spotkanie), ale generalnie taka była nasza siła wyjściowa na przeciwników.

Gra „Philly” momentami bardziej przypominała poziom D – League, niż NBA. Głównymi bolączkami naszej drużyny stali się Robert Covington i T.J. McConnell. I nie ma się co oszukiwać, poziom ich gry w okresie od 27.10. – 31.12.2016 był tragiczny. Wielokrotnie popełnianie te same błędy, straty, brak odpowiedniej motoryki, timingu, zgrania i przede wszystkim rzutu przyczyniały się do odnotowywania kolejnych porażek. W listopadzie jeden z fanklubów Sixers zaczął publikować na swoim Instagramie takie oto zdjęcia:

 

Od tego czasu Covington zaczął mocno obrywać. Nie ukrywam, że sam także w swoim czasie skreśliłem Roberta, jak i T.J., nie mając już do nich cierpliwości. Za każdym razem, kiedy widziałem Rodrigueza w pierwszej piątce dziękowałem w duchu Brettowi Brownowi za taką decyzję. Kiedy natomiast wchodził na boisko T.J. McConnel, ściskałem kciuki, żeby jak najmniej był przy piłce.

I w tym miejscu muszę zrobić coś, z czym nosiłem się od jakiegoś czasu. A mianowicie szczerze i głęboko przyznać się do błędu i przeprosić obu panów. Brett Brown wierzył w nich na każdym kroku, mówiąc że odblokowanie musi w końcu nadejść, ja mu nie wierzyłem i czekałem, kiedy Sixers zatrudni nowego trenera, no bo skoro ten stawia na miernych zawodników i odnotowuje 25 porażek, przegrywając m.in. z Orlando Magic, Los Angeles Lakers czy Phoenix Suns, to taka zmiana musi nastąpić. I nastąpiła, ale nie taka, jakiej się spodziewałem…

We are the Sixers

Pierwszy mecz w Nowym Roku zagraliśmy z Minnesotą. Mecz wyrównany, gdzie w pierwszej piątce „Szóstek” pojawili się McConnell oraz Covington. Był to mecz, w którym T.J. zdobył 6 punktów,  8 zbiórek i 7 asyst (otarł się o Westbrookowe triple – double). Jednak zwycięstwo naszej drużynie zapewnił nie kto inny jak właśnie Robert Covington. Na 1.04 sekundy przed końcem spotkania Covington dostał piłkę od Dario Sarica, rzucając ją do kosza praktycznie z pozycji leżącej:

Zacząłem przecierać oczy ze zdumienia. Tak nie grają drużyny z D – League, tak swoje spotkania wygrywają najlepsze ekipy w NBA. Jednak nie analizowałem tego aż tak bardzo, bardziej byłem ciekaw, co jeszcze może się wydarzyć.

No i się zaczęło. Do końca stycznia wygraliśmy 8 spotkań, przegrywając 5! Dobra gra Roberta oraz T.J. mocno zaczęła wspomagać Embiida i resztę składu. Sixers zaczęli wreszcie wyglądać jak zespół. A statystyki obu panów pofrunęły do góry.

McConnell w tych pięciu zwycięstwach pokazał charakter i bezpośrednio przyczynił się do zwycięstwa z Knicks 12.01.2017 rzucając game winnera:

Kolejnym spotkaniem, w którym odegrał dużą rolę i przyniósł kolejne zwycięstwo był mecz z Magics. Najpierw na 5.08 sekudny przed końcem meczu rzucił piłkę, która dała „Philly” jednopunktowe prowadzenie, następnie przechwycił podanie Evana Fourniera i pozwolił końcowej syrenie wybrzmieć do końca:

T.J. McConnel stał się podstawowym zawodnikiem Sixers. Podawał biegał, grał, a jego solidna gra skłaniała mnie do refleksji, a także po cichu pozwalała marzyć o play-offach.

Luty przyniósł nam 12 spotkań, z których niestety wygraliśmy tylko 4. Natomiast marzec przyniósł nam 5 zwycięstw w 13 spotkaniach. Ograliśmy takie ekipy jak: New York Knicks (ponownie, niach niach), Los Angeles Lakers (dzięki Sixers za wspaniały prezent na urodziny) czy ostatnio Chicago Bulls.

Robert Covington nawet w przegranych spotkaniach mógł liczyć na takie wpisy: „Robert Covington zdobył 24 punkty, 13 zbiórek, 4 przechwyty i dwa bloki w poniedziałkowym meczu przeciwko Orlando, przegranym przez Sixers w doliczonym czasie gry 112-109”

Instagram Sixers_Army w dalszym ciągu publikował zdjęcia Covingtona, ale kontekst tych zdjęć był już inny:

 

McConnell i „RoCo” stali się ojcami sukcesów Sixers i synonimem ciężkiej pracy.

Marzenia o play-offach musimy jeszcze odłożyć (oby tylko na następny rok), ale jeśli chłopaki zachowają swoją świeżość i wysoki lot, jeśli Embiid będzie dalej liderem drużyny, Simmons wróci po kontuzji i okaże się olśnieniem na które czekamy, a Timothe Luwawu – Cabarrot jeszcze bardziej się rozwinie, to w przyszłości ciężko będzie się grać każdej ekipie z NBA przeciwko Sixers.

3 komentarze

  1. qwe napisał(a):

    Ja w poczatkowej fazie sezonu mialem inne odczucia. To Rodriguez był najsłabszy. I odczuwałem ulge gdy wchodził TJMCNL Lepiej operował pilką i lepiej rozgrywał. Sergio był zbyt statyczny i dalej jest.

  2. hetman3 napisał(a):

    Najlepsze w tym wszystkim jest to że Saric Holmes TJ i Luwawu przez najbliższe 3 lata wspólnie zarobią niecałe 10 mln za sezon.
    Covington super gra w obronie do tego to taki typ walczaka. Dużo dobrego robią jego wejścia pod kosz za to duży minus w rzutach za 3 bo większość oddaje z nieprzygotowanych pozycji bądź przez ręce obrońców. Ciekawe jaki kontrakt mu zaproponują ja obstawiam 15-17 za sezon

  3. ununo napisał(a):

    Covington ma taki rzut, że jemu bez różnicy czy go ktoś kryje czy nie. Rzuca jakby samym nadgarstkiem z wyprostowanymi rekami a nie zgiętymi ostro w łokciu jak większość. Albo siedzi albo nie siedzi. Przeciwnik nie ma nic do gadania. Dobrze ze skuteczność mu znaczaco wzrosła w porownaniu do poczatku sezonu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *