Czy chcemy stworzyć markę przez duże „M”, czy zostać gwiazdą jednego sezonu???

Wśród kibiców tak jak w społeczeństwie, wszyscy mają swoje zdanie, swoją wizję i poglądy. My, jako wierni kibice Sixers, chcemy wszyscy tego samego – mistrzostwa!! Przyświeca nam jeden cel, jednak już ścieżki do jego osiągnięcia bywają różne. Po ostatnich wydarzeniach i z racji wakacji, jak i natłoku obowiązków rodzinnych i zawodowych, byłem nieco wyłączony jeżeli chodzi o dyskusje na temat Szóstek. Jednakże po przeczytaniu kilku artykułów i komentarzy, które pod nimi się pojawiły, zdecydowałem o konieczności napisania tego felietonu. Może odbiegnie to troszkę od tematyki czysto sportowej, jednak to co będzie tu napisane skłoni nas do postawienia sobie prostego pytania – „Jakich Sixers chcę oglądać”? Nadmieniam od razu, że tekst będzie czysto subiektywnym poglądem na to, jakiej drużynie na tym etapie chcę kibicować.

W mojej opinii chcąc zbudować zespół, który będzie regularnym pretendentem do mistrzostwa, potrzebna jest wizja. Niewątpliwie człowiekiem z wizją jak taki zespól zbudować był Sam Hinkie, który dokonał w Sixers bardzo radykalniej przebudowy. Ja osobiście nie do końca zgadzałem się z takimi radykalnymi metodami, które skutkowały wieloma niechlubnymi rekordami i w wielu momentach żałosnym widowiskiem w wykonaniu Szóstek, uważałem że cel można osiągnąć nie narażając zespołu na pośmiewisko. Finał jest jednak taki, że dzisiaj chyba każdy klub zazdrości nam sytuacji finansowej i kadrowej jak i bardzo dużej swobody działania w zakresie potencjalnych wymian. Można teraz się spierać czy było to warte tych kilku lat żenującej gry, czy nie, ale fakty są takie, że w dużym stopniu dzisiejsza sytuacja jest zasługą właśnie Sama.

Powołując się na powiedzenie, że sukces ma wielu ojców, a takim sukcesem dla Sixers jest niewątpliwie obecna sytuacja, ja widzę jeszcze jednego – Bryana Colangelo, który zaczął składać do kupy wszystko co przejął po Samie, ale jednocześnie  nie rozmienił na drobne talentu, który Hinkie nagromadził. Dzięki Bryanowi dzisiaj przede wszystkim możemy cieszyć się widokiem Markelle Fultza w koszulce Sixers. Przed tegorocznym draftem byłem gorliwym zwolennikiem wyboru Malikia Monka, nawet kosztem takich graczy jak Tatum, czy Jackson bo uważałem go za idealny „fit” i za gracza znacznie lepszego niż się go przedstawiało, jednak w żadnym z draftowych przewidywań nie brałem pod uwagę możliwości, że Phila pozyska właśnie Fultza. Nie wierzyłem, że Celtics go odpuszczą. Tutaj Colangelo urzeczywistnił to co dla mnie było tylko mrzonką. W tym momencie powiedziałem sobie „mamy wszystko, mamy wszystkie elementy układanki”.

Do zadania pytania zawartego w tytule skłoniły mnie dyskusje pod artykułami poświęconymi Sixers. Pojawiły się bowiem pomysły dalszych zmian, które generalnie zakładały sprowadzenie do zespołu dużej gwiazdy kosztem naszych prospectów. Osobiście nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, nawet jeżeli dzięki temu w sezonie 2017/18 Phila z miejsca stałaby się contenderem . Nie teraz i nie na tym etapie, bo w niedalekiej przyszłości okazać się może, że był to duży błąd. Spójrzmy na to jakie zespoły tworzą markę i stają się ikonami ligi. Takimi niewątpliwie były LA z Magicem, Celtics z Birdem i oczywiście Bulls z Mj-em. Wszystkie zespoły budowały swoja potęgę na swoich prospectach, a nie na kupowaniu już gotowego talentu. Czy Miami z Lebronem byli Marką?? Moim zdaniem nie, bo Lebron już nie identyfikuje się z tym zespołem. Trochę przykro mi patrzeć na zawodnika, który biega od zespołu do zespołu tylko po to, aby założyć jak najwięcej pierścieni na palce. Chcąc wyrobić sobie markę i być trwałym pretendentem do mistrzostwa, trzeba również budować trwałe, dobre relacje ze swoimi graczami, którzy staja się wizytówką zespołu.

Tego chce w Sixers – zawodników, którzy będą się identyfikować z klubem, miastem i kibicami, a nie graczy, dla których ten klub będzie jedynie jednym z przystanków. Myślimy Magic – widzimy go w koszulce LA, myślimy Michael – widzimy go w koszulce byków, myślimy Iverson…..kończyć chyba nie muszę. Jestem zwolennikiem dokończenia wizji Sama Hinkiego, która zakładała, że Sixers sami zbudują filary pod mistrzostwo, a nie kupią na wolnym rynku czy od innego zespołu. Chcę oglądać naszych młodych zawodników dających łupnia starym cwaniakom z dużymi kontraktami, chce się ekscytować jak wtedy, gdy młokos Iverson „zcrossował” MJ-a, w końcu chcę, żeby Sixers zbudowali Markę i dali kibicom poczucie, że przez ostatnie lata nie cierpieli na marne.

19 komentarzy

  1. Jary napisał(a):

    Brawo. Absolutnie się zgadzam. Mamy już szkielet który utożsamia się z klubem. Jesteśmy na najlepszej drodze aby dołączyć​ do grona tych legendarnych zespołów

    • iCivre napisał(a):

      Trzymam kciuki, żeby nasz szkielet utożsamiał się z klubem, ale za wcześnie pisać, że już tak jest. To proces, który będzie się kształtował przez wiele lat. Może skończyć się jak w Spurs, gdzie każdy poświęca się dla pozostałych. Może też jak w Cavs, gdzie druga gwiazda zespołu ma dość pierwszej i chce odejść pomimo trzech finałów z rzędu. Zobaczymy.

  2. xyz napisał(a):

    Jeśli twierdzisz, że „Sixers sami zbudują filary pod mistrzostwo, a nie kupią na wolnym rynku czy od innego zespołu” to była filozofia Sama Hinkiego to znaczy, że kompletnie nie zrozumiałeś, co ten gość chciał zrobić i.jakie było jego główne założenie.
    Twierdzenie w tym momencie, że Colangelo jest ojcem tego sukcesu też jest śmieszne. Na ten moment gość robi bardzo dobrą robotę i wielkie za to propsy za niego ale cały fundament pod to zbudował Hinkie. To on się nie bał przyjmować odpowiedzialność, to on był na tyle cierpliwy a zaraz odważny, zeby poświęcić swoją karierę kosztem wcielenia swojej idei, swojego pomysłu niezależnie od potencjalnych krótkoterminowych konsekwencji.

    • sznida napisał(a):

      Ile jeszcze czasu Colangelo musi być GMem, żeby można było powiedzieć, że ma swoje zasługi przy budowaniu drużyny? Mógł przyjść i rozpieprzyć wszystko co zrobił Hinkie, nastawiając się na szybki, acz krótkotrwały sukces, bo tak zazwyczaj robią ludzie na podobnych stanowiskach. Muszą pokazać, że ich wizja jest lepsza od wizji poprzednika, a on obrał podobną drogę do Hinkiego i robi to całkiem nieźle. Poza tym trzeba rozumieć polskie przysłowie i wiedzieć co to metafora. Nigdy nie zbuduje się nic dobrego dzięki tylko jednej osobie, na sukces zawsze pracuje grupa ludzi

      • xyz napisał(a):

        A widzisz tę subtelną róznicę między stwierdzeniem, że ktoś jest „ojcem sukcesu” a przyznaniem zasług? Ja zasług absolutnie nie odmawiam. Bardzo fajne ruchy Colangelo, jego praca na ten moment dla mnie to naprawdę duuuże pozytywne zaskoczenie. Kompletnie nie to co pokazał w ostatnich latach w Toronto, widać zupełnie inne myślenie i to mi się podoba. Świetny ruch po Fultza i bardzo fajne podpisania w wolnej agenturze. Nic tylko przyklasnąć.

        Uważam po prostu, że stwierdzenie w tym akurat momencie, że to on jest ojcem sukcesu jest bzdurą, ignorancją i nie ma to absolutnie nic do rozumienia metafor czy przysłów. To Hinkie zaszczepił w tej organizacji to myślenie, które niedługo zacznie procentować. To on nie wykonał przez te kilka lat ani pół ruchu, który dołożyłby kilka zwycięstw, pewnie uratowałby by mu pracę ale choćby troszkę zmniejszył upside tej drużyny. To dzięki niemu dzisiaj mamy Embiida i Simmonsa a nie Hezonje i Gordona. Orlando zaczynało przebudowę w tym samym momencie, mieli zdecydowanie więcej assetów na tamten moment po tradzie Howarda, główne założenie było to samo i gdzie dzis są Magic a gdzie 76ers?
        Ludzie na tego typu stanowiskach nastawiają się na krótkotrwały sukces po objeciu stanowiska? Poza Nets Prokhorova i Billym Kingiem (zdecydowanie skrajny przypadek pokazujący do czego może doprowadzić właściciel, które nie rozumiał zupełnie tej ligii i wydawało mu się, że kupił sobie Manchester City) pokaż mi proszę kolejnego GMa, który wykonywał podobne ruchy? To nie brak wizjii, bo ta przecież co logiczne musi być zaakceptowana przez właścicieli jak przyjmują gościa na stanowisko, a jej egzekucja sprawia, że GMowie tracą robotę w tej lidze.

        Oglądam każdy 76ers mecz od dobrych kilku lat i nazywanie tych drużyn żenującymi też jest mało fortunne. W tych drużynach brakowało talentu ale nigdy zaangażowania. Jasne, że nie chodziło o wygrywanie pojedynczych meczów ale nigdy nie było takich numerów jak np. posadzenie przez Suns Bledsoe czy przez Lakers Mozgova i Denga. Nigdy też na samym parkiecie nie było odpuszczanie i choćby za to, te drużyny zasługują na trochę więcej szacunku i wrzucenie ich do jednego worka z tymi powyżej i nazwanie żenującymi.

        • sixersfan napisał(a):

          Proszę czytać ze rozumieniem. Nie nazwałem duzyny zenuącą, tylko ich występy i żeby była jasność niepiszę tu o ostatnim sezonie tylko o latach gdy gra Embiida była tylko mrzonką. Jeżeli dla Ciebie tamta gra była fascynująca to różnimy się w tym pogladzie. Wiem ze grali tyle na ile aktualny skład pozwalam, ale jednak tak słabego okresu w ich wykonaniu nie pamiętam, a siedzę ich gre od wczesnych lat 90tych. Dla mnie ignorancja jst stwierdzenie, ze Bryan nie dołożył swojej cegielki. W mojej ocenie zaczął składać wszystko do kupy, dokonał niezłych ruchów tranferowych, dużyna pod jego wodzą pomimo średnich wyników zaczęł grać koszykówkę , którą chciało się oglądać, a nie wyłączyć ekran po pierwszej połowie. W artykule absolutnie nie ująłem zasług Hinkiemu, ale jednocześnie napisałem, ze Colangelo dołożył swoje dobre ruchy i dzięki im obu aktualnie mamy co mamy.

          • xyz napisał(a):

            W żadnym stopniu nie była fascynująca ale było widać zaangażowanie i ogromne poświęceniu w związku z czym uważam, że nazwanie gry żenującą trochę nie na miejscu.

            Powtórzę jeszcze raz bo nie zrozumiałeś mojego przesłania. Jest duża różnica między „ojciec sukcesu” a „dołożenie cegiełki”. Sorry ale uważam, że w artykule stawiasz mocną tezę, której moim zdaniem nie argumentujesz a teraz odpisujesz jakbyś kompletnie nie przeczytał pierwszego akapitu mojej odpowiedzi i do tego się z niej robisz mało subtelny krok do tyłu stwierdzając, że „dołożył cegiełkę” a nie był „ojcem sukcesu”. Z jednej strony nie zgadzasz się z radykalnymi metodami ale zaraz dochodzisz do wniosku, ze wszyscy nam zazdroszczą. To wołałbyś radykalne metody i trzon zespołu, który teraz mają 76ers czy może troche mniej radykalne jak Magic, Kings czy Suns, którzy w podobnym okresie zaczynali przebudowę i ich aktualne sytuacje?

            Powiedz mi proszę jaki wkład miał Bryan Colangelo w drużynę, którą tak Ci się dobrze oglądało w zeszłym sezonie? Bo albo tak bardzo jarał Cię Gerald Henderson albo kolejny raz pomijasz gościa, który odpowiada za zbudowanie podstaw drużyny, którą prawdopodobnie będziemy cieszyć się przez lata:)

  3. Rere napisał(a):

    Dużym zaskoczeniem było dla mnie załatwienie Fultza przez Brajana. Nie mniejszym było to że przekonał także Reddica. Oba generalnie ruchy trzeba przyznać. Amir też może się przydać. Mamy skład który w tym roku może totalnie rozjechać pare ekip.

  4. hetman3 napisał(a):

    Mamy zabezpieczenie na kilka lat jeśli chodzi o finanse jak i o talent. Jeśli to dobrze rozegrać to można zatrzymać zawodników na 8 lat 4 sezony debiutanckich kontraktów później podpisać jako zastrzeżony wolny agent.
    Schody się zaczną jak będzie trzeba podpisywać przedłużenia kontraktów. Możliwe że będzie trzeba odpuścić któregoś z naszych super debiutantów i wymienić za dwóch solidnych rolsow i jakiś pick. Równie ważne są te picki zgromadzone przez Sama. Wiadomo debiutant kosztuje najmniej

  5. sixersfan napisał(a):

    @xyz raz jeszcze proszę o czytanie ze zrozumieniem. Jasno napisałem, ze obecna sytuacja jest sukcesem, a Bryan się tez do niej przyczynił. On wybrał Simmonsa, on dokonał wymiany dzięki której mamy Fultza, ściągnął Redfica na bezpiecznym rocznym kontrakcie. Co do gry w zeszłym sezonie to podpisał zawodników jak np Ilyasowa, którzy wniesli nowa jakość do zespołu. Gra była zdecydowanie lepsza niż w poprzednich latach. Jasno napisałem, ze wtedy nie byłem zwolennikiem takich radykalnych metod, ale zaraz napisałem, ze jednak to dzięki nim teraz mamy co mamy, wiec chyba szukasz dziury w całym.

    • xyz napisał(a):

      Po prostu wkurza mnie, że ludzie/kibice, którzy, krytykowali Hinkiego teraz czerpią z niego pełnymi garściami i nie oddają mu tego co mu się należy. Jeśli krytykowałeś te metody, to teraz powinieneś spojrzeć na sytuację podanych przeze mnie zespołów i ogarnąć, że to właśnie było konieczne i że półśrodki doprowadziły by tę drużynę do nikąd. Tak skonstruowana jest ta liga (można dyskutować czy to dobry system) i właśnie to wymusiło takie radykalne rozwiązania. Jeśli kogoś na ten moment można nazywać ojcem tego sukcesu to jest to Sam Hinkie. Bryan Colangelo zasługuje na pochwalę ale jego poważna robota dopiero się zaczyna.

  6. Zwyrol napisał(a):

    Co do Hinkiego to póki co dał nam tylko nadzieje bo drużyna jeszcze nic nie osiągnęła. Sytuacja póki co wygląda nieźle ale to wciąż nic pewnego. Nie chciałbym żeby tak się stało ale może się skończyć na nadzieji. Zachwycamy się prospectami ale są kontuzjogenni. A dwóch w ogóle nie widzieliśmy w RS. Tym bardziej, że w ostatnich latach strasznie ciężko jest rookies. Wiecie ja i tak w nich wierze ale oceniając Hinkiego nie można przejść obojętnie obok tego co działo się z teamem przez ostatnie lata. Ja miałem dość chwilami. Nie wiadomo nawet czy on by czegoś nie spartolił. BC robi menadżmentuje spoko i nie tęsknię za Hinkie. Niemniej jednak jeśli to wszystko wypali to chwała mu za to. Ale nie ma co go stawiać na cogole od razu po tym jak wejdziemy do PO bo nie wiem jak Wy ale ja oczekuje czegoś więcej za te cierpienia inaczej to nie miało by sensu. Zbyt dużo straciliśmy żeby zruwmowazylo nam to II runda Po np. W przeciągu dwóch najbliższych sezonów możemy go oceniać póki co tylko sobie gdybamy

  7. iCivre napisał(a):

    Widzę, że nie tylko team idzie w dobrym kierunku, ale sixers.pl też. Brakowało tutaj tego rodzaju felietonów. Pisz więcej Maciek !!

  8. iCivre napisał(a):

    Swoją drogą jak widzicie szanse Sixers na PO?

    BOS, CLE (nawet bez Irvinga), TOR, WAS i MIL na 99% powinni być wyżej. MIA i CHO sądzę, że też. Może nie mają przewagi talentu, ale doświadczenia na pewno i sądzę, że to zadecyduje.
    To daje 7 zespołów. Na ostatnie miejsce zostają PHI i DET. Może włączy się jeszcze ATL i IND, ale wątpię. Wychodzi mi, że powinno być blisko. Daleko jednak, żeby o tym mówić jako coś niemal pewnego.

  9. hetman3 napisał(a):

    Mój wariant optymistyczny przy szczęściu i braku kontuzji zakłada miejsca 5-6. Przy kontuzji wiadomo kogo (tfu tfu) i tak mamy dość talentu żeby walczyć o 8 miejsce.
    Na pewno będziemy jedną z ciekawszych drużyn do oglądania i zanotujemy największy postęp.
    Według mnie kluczową postacią będzie Simmons i sposób prowadzenia gry. Mamy moc pod koszem i solidny obwód wiec to się nie może nie udać

  10. Mew napisał(a):

    Troche daliśmy ciała z tym amirem uważam że był by do wzięcia za minimum za 11 byłby noel

  11. Mew napisał(a):

    Za 11 powinniśmy dodać amira i załóżmy rose.

  12. Hetman3 napisał(a):

    Nie ma co gdybać bo czekając na super okazję moglibyśmy nikogo nie podpisać.
    Drużyny pozapychaly sobie salary więc brakuje kasy i stąd takie kwiatki Rose czy Clark.
    Dla mnie najgłupsze drużyna a właściwie ich GM to Portland. W rok czasu zapchali sobie budżet na kilka lat nawet mimo transferu Crabba.
    Niestety teraz takie czasy że zawodnik woli za minimum grać u contendera.
    Mogę się założyć o skrzynkę piwa że Wade wyląduje w trakcie sezonu w Cavs za minimum.

  13. Zwyrol napisał(a):

    kurka ostatnio piszą trochę na temat tego, że Embiid nie jest póki co gotów do gry 5vs5. Trochę to martwiące. Widziałem też filmiki jak rzucał sobie z Dirkiem i Mccollum i niby wyglądał ok ale to mnie martwi, że tak długo nie jest gotowy i że to ogólnie dłużej niż przypuszczali lekarze. Ogólnie z nim w składzie myślę, że dostaniemy się do PO na bank ale on na bank nie będzie grał całego sezonu i wszystko jest dużą zagadką :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *