ALLEN IVERSON W PHILADELPHII 76ERS
Debiutancki sezon 1996-97. Plotka głosi, że na kilka godzin przed debiutem Allena Iversona w NBA, do Pata Croce’a podbiegła Ann. Ubrana w koszulkę „Iverson’s Mom”, chciała pochwalić się nowym Jaguarem, którego właśnie dostała od syna. Ponieważ rodzina była w trakcie urządzania się w nowym miejscu, zapytała prezesa Sixers: Czy mógłbyś dać mojemu dziecku kilka rad w kwestii finansów? Bo podejrzewam, że w tej nowej kuchni moje maleństwo może mieć pustą lodówkę. Pat natychmiast odpowiedział, wskazując na luksusowe auto: Nic dziwnego! Oto na co poszły pierwsze pieniądze. Oboje się roześmiali, a Croce obiecał zaopiekować się Allenem. Nie wiadomo, ile w tym prawdy, ale pewne jest, że po drafcie koszykarz cieszył się z odzyskanej wolności. Kupił dom w Conshohocken na obrzeżach Filadelfii. Odkąd opuścił więzienie, nie chciał być już nigdy sam, zamieszkała więc z nim matka z dwiema córkami oraz wujkowie: Jessie, Steve i Greg. Tawanna i Tiaura początkowo przebywały tam tymczasowo, lecz z czasem osiadły na stałe. Dom tętniał życiem – odwiedzali go kumple: Arnie, Marlon, E i Ra. Gdy brakowało łóżek, Allen wynajmował im pokoje w hotelu. Sobie sprawił Lexusa, którego później podarował cioci, gdy sam przesiadł się do większego Range Rovera. Płaciłem wszystkie rachunki, zająłem się wszystkim. Wyrwałem się z tego gówna i zabrałem ich wszystkich ze sobą (…) Chciałem po prostu odnieść sukces i wziąć bliskich, rodzinę oraz całą swoją społeczność w tę podróż, by dzielić się owocami sukcesu – wspominał.

Na pierwszy mecz Iversona przybyło ponad 20 tysięcy fanów. Na trybunach, obok bliskich i przyjaciół, zasiadł trener John Thompson. Sixers byli wówczas w trakcie przebudowy; po kilku wysokich wyborach w drafcie wciąż szukali nowej tożsamości, a AI miał być lekarstwem na ligowy marazm. Było to ogromne wyzwanie dla trenera Johnny’ego Davisa. Oprócz wschodzącej gwiazdy musiał on okiełznać drugoroczniaka Jerry’ego Stackhouse’a, utalentowanego, lecz niepokorny Derricka Colemana oraz solidnego Clarence’a Weatherspoona.
W pierwszych minutach debiutu Iverson zdawał się nie dostrzegać trudności w łączeniu tych talentów. Zachwycał publiczność, zdobywając punkty na różne sposoby i posyłając fantazyjne podania do wbiegającego Stackhouse’a czy nad kosz do Colemana. W całym spotkaniu trafił 12 z 19 rzutów, co przełożyło się na 30 punktów i 6 asyst. Niestety w końcówce górę wziął brak doświadczenia. Na trzy minuty przed syreną Sixers prowadzili 98-96, ale wtedy AI popełnił niepotrzebny faul. Krzycząc do sędziego: Co ja zrobiłem? Co zrobiłem?, zarobił dodatkowo przewinienie techniczne. Rywale wykorzystali rzuty wolne i gospodarze nie zdołali już ich dogonić. Historia zatoczyła koło – podobnie jak rok wcześniej w Georgetown, kluczową „trójkę” w końcówce trafił Ray Allen, pieczętując zwycięstwo Bucks. Iverson nie sprawiał jednak wrażenia załamanego. W szatni optymistycznie oświadczył dziennikarzom: W NBA nie ma strefy ani brudnej obrony. Jesteś tylko ty i twój obrońca. Czuję, że mogę punktować przeciwko każdemu.
W swojej książce koszykarz tak opisał swój debiut: Tej nocy, patrząc na swoje zagrania i reakcje tłumu, czułem się, jakbym pierwszy raz spotkał tę właściwą dziewczynę i od razu o tym wiedział. Zupełnie jak wtedy, gdy wpadłem na Tawannę w Hampton. Kibice w Philly musieli wiedzieć: „Cholera, ten skurczybyk naprawdę przyszedł tu grać!”. A ja czułem: „Cholera, ci ludzie znają się na rzeczy!”. To był moment, w którym narodziła się więź. Byliśmy gotowi, by się w sobie zakochać.
Nie szanuję nikogo. W drugim meczu sezonu Sixers zmierzyli się z Bulls, którzy celebrowali właśnie wywalczenie kolejnego mistrzostwa po rekordowym sezonie z bilansem 72-10. Iverson słyszał wprawdzie plotki, że Scottie Pippen i Dennis Rodman ze sobą nie rozmawiają, wiedział też, jak nieprzyjemny potrafi być Michael Jordan dla swoich kolegów. Dla niego liczyło się jednak tylko to, że tak szybko nadarzyła się okazja, by stanąć na jednym parkiecie przeciwko swojemu idolowi. Sam mecz nie był zacięty – Jordan rzucił 27 punktów, co wystarczyło do łatwego zwycięstwa Bulls 115-86. Z kolei podekscytowany i wyraźnie zdenerwowany Iverson zaliczył zaledwie 15 punktów (4/13 z gry) i zanotował 5 strat, wszystkie w pierwszej połowie. Nie lubię wielu młodych graczy, ale jego nie lubię najbardziej — wypalił po spotkaniu Dennis Rodman. Trzeba mieć respekt dla gry i zawodników, przeciwko którym się gra. On nie szanuje ludzi. Myśli, że jest Bogiem. Myśli, że boisko to ulica, jego ulica, więc może robić, co mu się podoba i mówić, co chce. Ron Harper dodał: On musi nauczyć się być cicho, choć jednocześnie przyznał: Myślałem, że umiem grać w obronie. Teraz już sam nie wiem.
Rodman i Pippen oskarżyli Iversona o samolubną grę i oddawanie zbyt wielu rzutów. AI nie pozostał dłużny: Nie obchodzi mnie, co mówi Scottie Pippen. On nie wie, co działo się z moją rodziną, więc nie wie nic o mnie. Na Rodmana nawet nie zwracam uwagi. Cała jego gra polega na staraniu się, by cię wkurzyć. Sam Michael Jordan skomentował sprawę w mediach krótko: Jak już wspomniałem Iversonowi, powinien nas szanować. Nawet jeśli nie szanujesz nikogo innego w lidze, powinieneś szanować nas. A on powiedział, że nie szanuje nikogo.
Wyjaśnienia Allena, że chodziło mu jedynie o brak strachu na boisku i dawanie z siebie wszystkiego bez względu na nazwisko rywala, nie przebiły się do opinii publicznej. Nie pasowały do obranej już przez media narracji, według której młody gwiazdor miał zostać kolejnym „Bad Boyem” NBA. Dziennikarze stanęli murem za weteranami z Chicago, a Iverson zaczął budzić coraz bardziej negatywne odczucia. Dla rzeszy kibiców stał się symbolem zepsucia i typem egoisty zapatrzonego w siebie. Wytykano mu słowa: Myślę, że młodzi zawodnicy też chcą pokazać, że należą do tego świata. My też chcemy mieć swoją markę — co interpretowano jako brak pokory i niedocenianie miejsca, w którym się znalazł.
To media wyrobiły mi taką opinię — wspominał po latach Iverson. — Nie szanuję nikogo na boisku, ale poza nim ludzie tacy jak Michael czy Magic są dla mnie wzorami. W swojej książce dodał, że zarzuty o brak szacunku do Jordana były dla niego śmieszne, bo uważał go za koszykarskiego boga. Jednocześnie przyznał, że mocno przeżywał tę krytykę, choć był z siebie dumny, że potrafił się postawić i pozostać sobą.
Mimo nagonki, już w pierwszym miesiącu Allen udowodnił, że wybór z „jedynką” nie był błędem. Ze średnimi 21.8 ppg, 6.4 apg i 2.67 spg został Debiutantem Listopada. Jednocześnie z wynikiem 5.3 straty na mecz przewodził lidze w tej niechlubnej statystyce. Obliczono jednak, że blisko połowa z nich wynikała z odgwizdywanych mu kroków. Sędziowie często nie nadążali za tempem jego akcji i popełniali błędy, zanim Iverson zdołał ich „nauczyć” swojego stylu gry. Nieoficjalnie liga uznała nawet jego crossover za ruch nielegalny, choć szybko wycofała się z tej kontrowersyjnej decyzji.
Ciągła krytyka sprawiła, że Iverson w pewnym momencie zdecydował się w ogóle nie rozmawiać z dziennikarzami. Dopiero gdy Pat Croce upomniał go, przypominając o ligowym obowiązku brania udziału w konferencjach, Allen zmienił strategię. Zastosował zasadę, którą wpoił mu na studiach John Thompson: odpowiadał wyłącznie na pytania bezpośrednio związane z koszykówką. Trzymał się tego postanowienia do końca sezonu.
Weekend Gwiazd. W lutym jak zwykle nadszedł czas Weekendu Gwiazd, na którym nie mogło zabraknąć Allena Iversona w składzie Drużyny Debiutantów. Jubileuszowy, 50. All-Star Weekend w Cleveland miał przejść do historii jako ten, podczas którego na jednym parkiecie spotkało się 50 najlepszych zawodników w historii NBA – z Wiltem Chamberlainem, Billem Russellem, Michaelem Jordanem, Oscarem Robertsonem, Kareemem Abdul-Jabbarem, Larrym Birdem, Magikiem Johnsonem i Jerrym Westem na czele. Okazało się jednak, że uwaga mediów została skierowana na kogoś innego.
Sensację wzbudził Iverson, który z tej okazji zaprezentował nową fryzurę – tzw. „cornrows”. To wystarczyło, by spadła na niego fala krytyki za wprowadzanie trendów rodem z raperskiego półświatka. Zarzucano mu, że celowo odwraca uwagę od legend, by skupić ją na sobie. Ikony ligi, jak Jerry Lucas czy Elvin Hayes, grzmiały, że przez niego NBA zmierza w złym kierunku. Żaden gracz nigdy mi nie powiedział, że to źle wyglądało, ale „New York Times” pisał, że nie przypadło to do gustu weteranom, którzy prywatnie wyśmiewali moją fryzurę za moimi plecami – napisał Iverson w swojej książce. Ujawnił w niej również, że na nowy image zdecydował się z powodów praktycznych – męczyły go ciągłe problemy z układaniem włosów podczas wyjazdów. Choć początkowo miało to ułatwić mu życie, to problemy z fryzurą były takie duże, że Allen ostatecznie musiał zatrudnić osobistego fryzjera.
Podczas Meczu Debiutantów Iverson zdobył tytuł MVP – mimo wyraźnego niezadowolenia sporej części widowni, która kibicowała Kobe Bryantowi. AI zapisał na koncie 19 punktów i 9 asyst w 26 minut gry. Bryant uzbierał co prawda 35 punktów, ale to drużyna Iversona zwyciężyła. Odbierając statuetkę z rąk legendarnego Reda Auerbacha, Allen powiedział: To przyjemność poznać szkoleniowca trenera Thompsona. W hali pełnej gwizdów i buczenia te słowa przeszły bez echa. Kibice uważali, że to Kobe zasłużył na wyróżnienie. Jeszcze nigdy ludzie na mnie nie buczeli za grę, w której dałem z siebie wszystko – wyznał Iverson tego samego wieczoru. Na domiar złego nagroda, która miała być prezentem dla mamy, została przypadkowo upuszczona przez Billa Bonsiewicza, odpowiedzialnego w Sixers za public relations. Bill, moja mama cię zabije! – śmiał się AI, widząc uszkodzone trofeum.
Rekordy pod koniec sezonu. W kwietniu Iverson wrzucił szósty bieg. W dwóch kolejnych meczach przekroczył barierę 40 punktów, zostając pierwszym debiutantem od czasu Elvina Hayesa, który tego dokonał. Co ironiczne, to właśnie Hayes wcześniej krytykował go za samolubną grę. Allen nie zwalniał – ostatecznie pobił 37-letni rekord Wilta Chamberlaina, notując 40 punktów lub więcej w pięciu kolejnych grach! W jednym z nich, przeciwko Cleveland Cavaliers (przegrana 118-125), rzucił aż 50 punktów, ustanawiając rekord kariery. Stał się drugim najmłodszym graczem w historii NBA, który przekroczył granicę 50 punktów (miał 21 lat i 310 dni; rekord należał do Rickey’a Dixona, który w grudniu 1956 roku zdobył 57 oczek). Takiej serii nie miał żaden inny „rookie” w historii. 18 kwietnia przeciwko Celtics (przegrana 113-119) Allen dołożył do 32 punktów rekordowe 15 asyst. Dzięki tym wyczynom został Debiutantem Kwietnia, kończąc rozgrywki ze średnią 39 ppg w ostatnich ośmiu starciach. Na taką grę pozwolił mu trener Davis, dysponujący zaledwie dziewięcioma zdolnymi do gry zawodnikami. On nie chce schodzić z boiska. Grałby przez 48 minut we wszystkich 82 spotkaniach. To niemożliwe, ale on by próbował — powiedział szkoleniowiec.
Mimo to Sixers wciąż przegrywali. Media o tym mówiły w ten sposób, jakby to była kolejna moja porażka, zamiast osiągnięcia — kolejna cecha Allena Iversona, którą warto omówić. Jak wtedy mówiłem — cokolwiek pozytywnego próbowałem robić, zmieniano w coś negatywnego. Połowa drużyny była kontuzjowana i zdecydowała, że nie będzie nawet z nami jeździć na wyjazdy. Na parkiecie to we ze Stackiem wylewaliśmy z siebie siódme poty. W każdym meczu przewodziłem drużynie w punktach, ale też przewodziłem w asystach ze średnią 7.5 w każdym z tych pięciu spotkań. Przegrywaliśmy pięć lub więcej gier z rzędu wiele razy w tym sezonie – ale jakoś teraz było to gorsze, ponieważ ja tak bardzo się starałem i rzucałem tyle punktów – żalił się w swojej autobiografii, przyznając: Po prawie 30 latach pieprzę to wszystko. Cieszę się, że rzuciłem 40 punktów w pięciu kolejnych grach. Cieszę się, że grałem każdy mecz jakby był moim ostatnim i nigdy nie oszukiwałem tej gry.
Pamiętam, jak reporter zapytał mnie, czy kiedykolwiek wcześniej tyle przegrywałem. Pomyślałem: „Cholera, nie”. Kiedyś płakałem po każdej porażce. Ale nie byłem w stanie rozpłakać się dwadzieścia trzy razy w nieco ponad miesiąc! Jednocześnie czułem, że potrzebuję czasu, żeby ogarnąć zasady, a miałem dopiero dwadzieścia jeden lat i dopiero zaczynałem. Grałem dobrze w większości meczów, mieliśmy prowadzenie, a potem traciliśmy je w czwartej kwarcie. Wyglądało to tak, jakbyśmy nie wiedzieli, jak sobie radzić w końcówkach. Miasto i prasa wściekały się jak diabli, ale chociaż porażki bolały, moje życie było lepsze niż kiedykolwiek. Właśnie wyszedłem z więzienia. Jestem w NBA. Zarabiam miliony dolarów. Mojej mamie dobrze się żyje. Mojemu dziecku dobrze się żyje. Tawanna wyszła na prostą. Każdy, kto miał oczy, widziałby, że potrafię grać. Miałem pieniądze. Miałem sławę. A byłem tylko dwudziestojednoletnim debiutantem!
Sam na sam z Jordanem. Jeden z rekordowych pojedynków Iverson zanotował z Bulls, mierząc się z nimi pierwszy raz od pamiętnego meczu z początku rozgrywek. Rzucił 44 punkty, z których dwa liczyły się najbardziej. W pewnym momencie piłkę posiadał Weatherspoon, ale kryty przez Jordana oddał ją do Iversona. Wtedy Phil Jackson krzyknął: Michael, weź go pokryj! Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Publiczność, widząc co się święci, wstała na równe nogi, skandując imię Iversona. Allen wykonał kilka zwodów. Najpierw tylko zamarkował crossover, sprawdzając szybkość MJ-a i zmuszając go do kroku w bok. Jak sam później tłumaczył, tym ruchem sprowokował błąd – Jordan stracił ułamek sekundy na powrót do pozycji obronnej i poprawę ustawienia nóg. Myślał, że zdąży, ale AI wyprowadził już drugi, właściwy crossover. Wyminął idola, zostawił go z boku i trafił z czystej pozycji z wyskoku, nie robiąc sobie nic z desperackiego doskoku rywala. Hala oszalała, ale to zagranie sporo Allena kosztowało. Spadła na niego fala krytyki, nawet ze strony agencji Associated Press: Dzikus. Gaduła. Przetrzymywacz piłki. Popsuty dzieciak, który już na początku kariery wyzwał na pojedynek samego Michaela Jordana. W takich sytuacjach w obronie swojego klienta stawał agent David Falk: Michael jest dla Allena idolem i właśnie z tego powodu Allen nie chce, żeby szacunek w jego kierunku miał miejsce także na boisku, gdzie razem współzawodniczą. Wtedy on nie potrafiłby tego robić.
Po debiucie. Sixers sezon 1996-97 mogli uznać za stracony (bilans 22-60, czyli o cztery zwycięstwa lepiej niż rok wcześniej). Skład pełen młodzieży i nowy trener nie wystarczyli – brak głębokiej ławki i kontuzje szybko zweryfikowały zespół. Derrick Coleman przez uraz palca stracił formę, a kłopoty zdrowotne mieli też Don MacLean i Lucious Harris. Na parkiecie iskrzyło między Iversonem a Stackhouse’em – obaj chcieli być liderami i nie potrafili dzielić się piłką. Ich problem nie miał jednak podłoża prywatnego; poza boiskiem przyjaźnili się, łącząc trudne doświadczenia z dzieciństwa w getcie.
Były gwiazdor NBA, Chet Walker, tłumaczył tę sytuację: Jedynie ludzie, którzy coś posiadają, mogą nie być egoistyczni, chyba, że są święci. W getcie musisz często brać co możesz, inaczej weźmie to ktoś inny. Pat Croce stanął przed trudną decyzją, ale szybko postawił na Iversona. Stało się jasne, że to Stackhouse wkrótce opuści klub. AI dodatkowo irytowała postawa zespołu, który przestał wierzyć w awans do play-offs, co skłoniło go do publicznych sugestii o konieczności zwolnienia trenera Johnny’ego Davisa.
Mimo fatalnego bilansu drużyny, Allen Iverson został wybrany do Pierwszej Piątki Debiutantów i zdobył nagrodę Debiutanta Roku – pierwszą w historii Sixers. Zapracował na nią świetnymi statystykami: 23.5 ppg (6. w NBA), 7.5 apg (11.), 2.07 spg (7.) oraz 40.1 mpg (8.). Ustanowił też rekord punktowy debiutantów klubu (1787). Podczas ceremonii Pat Croce powiedział: — Teraz świat dowie się, co my już wiemy w Philadelphii. To Allen Iverson, jeden z najbardziej ekscytujących, najbardziej dynamicznych i pozbawionych strachu zawodników w NBA. Iverson na konferencji prasowej oświadczył: To jej nagroda. Bez niej, nic z tego nie miałoby miejsca. Ona dała mi serce, które teraz mam. Ona sprawiła, że odkąd byłem mały, zacząłem wierzyć, że wszystko czego tylko chcę, jest możliwe. Dedykuję tą nagrodę mojej mamie (…) Zawsze w moim sercu było też miejsce dla moich małych sióstr. Wszystkie z tych rożnych rzeczy, jakie robię na parkiecie, były dla moich sióstr, żeby wróciły ze szkoły i mogły to obejrzeć w telewizji. Przyznał, że trofeum było dla niego potwierdzeniem miejsca w lidze i akceptacją jego osoby.
Ceremonia nie obeszła się bez kontrowersji. NBA zdecydowała, że nie będzie promować materiałów z odbioru nagrody, ponieważ Iverson miał na głowie białą chustę, co kojarzyło się z więziennym stylem. Croce argumentował, że to produkt Reeboka, ale wiceprezes Russ Granik był nieugięty: To wygląda jak coś, co noszone jest w więzieniu. Iverson napisał we wspomnieniach: Jakby ktoś mnie wtedy spytał, powiedziałbym mu, że nikt nie nosi czegoś takiego w więzieniu, w którym ja byłem. Wybór Allena Iversona skrytykowali Charles Barkley, który uważał, że Debiutantem Roku powinien nim zostać Shareef Abdur-Rahim. Kevin McHale promował własnego zawodnika, Stephona Marbury’ego, twierdząc, że zwycięstwa są najważniejsze: Pokazujecie młodym dzieciom, że mogą przyjść do ligi i po prostu porobić sobie dobre statystyki, a wy dacie im nagrodę.
Tuż po konferencji Allen zniknął. Wrócił do Wirginii, by spędzić ostatnie dni z Michaelem Freemanem przed jego pójściem do więzienia w związku z wyrokiem, jaki otrzymał przed debiutanckim sezonem Iversona. W tym czasie Spike Lee zaoferował mu główną rolę w filmie „He Got Game”, ale AI odmówił: Człowieku, to moje pierwsze w życiu wakacje z pieniędzmi. Nie muszę pracować. Ja i moja paczka, zamierzamy się tym nacieszyć i wydać trochę pieniędzy. Rola ostatecznie trafiła do Raya Allena.
Sielankę przerwał sierpniowy incydent. Samochód Iversona zatrzymano w Wirginii za prędkość. U pasażerów znaleziono marihuanę, a Allen posiadał pistolet (legalny w Pensylwanii, ale nie w Wirginii). Skończyło się na grzywnie, karnym opuszczeniu jednego spotkania i dwóch latach w zawieszeniu. AI, przerażony wizją nieustannych testów i zaprzepaszczenia kariery, całkowicie przestał palić marihuanę. Po tym zdarzeniu Croce przekonał go do pozbycia się broni i zatrudnił mu ochroniarza, Terry’ego Roystera, który z czasem stał się bliskim przyjacielem koszykarza.
Fala uwielbienia, fala krytyki. Już po swoim debiutanckim sezonie Allen Iverson przyciągał miliony fanów na całym świecie. Zachwycał ich nie tylko talentem, ale i stylem gry. Smukła sylwetka, długie ramiona i szerokie dłonie pozwalały mu poruszać się z wyjątkową gracją i kontrolą. Jego drybling był błyskotliwy, a akcje efektowne. Mimo niewielkiego wzrostu potrafił perfekcyjnie wykorzystać swoje atuty. „Wślizgiwał się” pod kosz między wyższymi rywalami, zdobywając punkty wysokim łukiem, poza zasięgiem bloków zawodników wyższych nawet o 30–40 centymetrów. Dlatego jego nieliczne, lecz spektakularne wsady robiły jeszcze większe wrażenie. Podziw budziła także jego odporność. Z powodu warunków fizycznych był często faulowany. Lądował na parkiecie, narażony na urazy, z którymi mimo wszystko grał dalej. Zyskał opinię twardziela. Wola walki i nieustępliwość sprawiły, że wielu kibiców zaczęło go podziwiać i naśladować. Dla części z nich był dowodem, że koszykówka nie jest zarezerwowana wyłącznie dla olbrzymów. Równie silne emocje budził jego charakter, zwłaszcza konsekwencja w trzymaniu się własnych zasad. Jednocześnie od samego początku mierzył się z falą krytyki, która nie słabła. Sam miał tego świadomość, przyznając po debiutanckim sezonie: Miliony ludzi kochają mnie i miliony nienawidzą.
Jego obrońcy, zarówno przed kamerami jak i na kiełkujących forach internetowych, przypominali, że sam Julius Erving również wchodził do ligi z własnym stylem, afro i złotymi łańcuchami, także spotykając się z krytyką. Michaelowi Jordanowi w pierwszych sezonach, gdy Chicago Bulls byli słabi, zarzucano koncentrację na statystykach i brak umiejętności czynienia kolegów lepszymi. Porównywano go z Larrym Birdem i Magikiem Johnsonem, którzy mieli inne wejście do ligi. Sam Smith w książce „The Jordan Rules” opisywał, jak Jordan opuszczał treningi czy zebrania, by grać w golfa.
Mimo to wielu kibiców koszykarskich i komentatorów sportowych uważało Iversona za egoistę skupionego na własnych liczbach. Krytykowano liczbę oddawanych rzutów i straty. Wracano do afery z początku debiutanckiego sezonu, do jego kryminalnej przeszłości oraz wykroczenia związanego z posiadaniem broni. Media ponownie nagłaśniały „incydent w kręgielni”. Tabloidy chętnie przedstawiały go jako kryminalistę czy gangstera. Krytyka dotyczyła również wizerunku. Jego fryzura i ubiór kojarzyły się z ulicą. Władze NBA zwracały uwagę na zbyt długie spodenki. W co dzisiaj wyjątkowo trudno uwierzyć, nieustannie zarzucano mu wprowadzanie do ligi trendów hip-hopowych. Po wspomnianej cenzurze materiałów z ceremonii wręczenia nagrody Debiutanta Roku, na okładce oficjalnego ligowego magazynu „Hoop” cyfrowo usunięto część tatuaży i łańcuchów. Po latach podsumował to słowami: Znalazłem się w lidze w wieku 21 lat, a ludzie chcieli, żebym zachowywał się jak 30-latek.
Kontrowersje budziła także obecność jego przyjaciół z rodzinnych stron na meczach i treningach. Zarzucano mu, że nigdzie nie pojawia się bez swojej „świty”. W autobiografii „Misunderstood” Iverson tłumaczył: To byli moi przyjaciele, ludzie, którzy pomogli mi dotrzeć do tego momentu w życiu. Może wtedy płaciłem ich rachunki, dawałem im wszystkim fajne rzeczy takie jak biżuterię. Ale pamiętam, kiedy dostałem swój pierwszy prawdziwy złoty łańcuch. To było po zdobyciu 40 punktów dla Bethel, oni czekali na tyłach z tym ładnym pudełkiem dla mnie. A płacenie rachunków? Kiedy byłem w więzieniu, albo kiedy grałem dla Georgetown, gdy przepisy NCAA zabraniały mi zarobić chociaż jednego dolara, to oni utrzymywali moją rodzinę na powierzchni. Lojalność była dla mnie wszystkim. Mieliśmy odnieść sukces i to zrobiliśmy – razem. W innej części książki zdziwiony, że Washington Post, New York Times czy USA Today potrafiły poświęcić całe artykuły ludziom, z którymi się spotykał, napisał: Kiedy ktoś mi mówił, że powinienem pozbyć się moich przyjaciół, to był najlepszy sposób, żebym przestał go słuchać. A ludzie mi to mówili bez przerwy. Charles Barkley mówił mi za pośrednictwem prasy: „Pozbądź się swojego oddziału. To jest oddział, nie przyjaciele”. The Inquirer nazwał ich „niesmacznymi”. To był punkt, w którym musiałem zacząć ich bronić: „Nie jesteśmy żadnym oddziałem. Nie wiem, czemu ludzie mówią, że to mój oddział, albo twierdzą, że mam swoją świtę. Może ci, co to mówią, sami nie mają przyjaciół. Może są wściekli, bo ja ich mam. Może boją się moich przyjaciół”.
Szczególnie ostrą krytykę kierował pod jego adresem właśnie były gracz Philadelphia 76ers, Charles Barkley. Ach te dzisiejsze dzieciaki – mówił, podkreślając, że jako weteran ma obowiązek „martwić się” o młodszych. Iverson musi zrozumieć, że Michael Jordan i ja założyliśmy swoje tenisówki, zanim on to zrobił. On nie jest największy, jest ostatni. Allen Iverson nic nie wie. Taki Grant Hill wysłuchał nas i przyjął do wiadomości krytykę. Iverson odpowiadał ostro: Nie szanuje tego grubasa – Barkley’a, dodając: On jest nikim, nie zdobył nawet mistrzostwa i nie ma prawa nikogo obrażać. Ostatecznie przeprosił za te słowa. Niespodziewanie do sporu włączył się komisarz ligi David Stern w rozmowie dla NBC: To nagle Charles Barkley jest starszym mężem stanu? Czy Charles już zapomniał, z czego jest znany? Co robił, kiedy był młody? Nasi młodzi zawodnicy poradzą sobie, kiedy dorosną, tak jak zrobił to Charles. Był to jeden z nielicznych przypadków w trakcie kariery Allena Iversona, kiedy Stern przyjął jego stronę, stąd koszykarz przypomniał tą sytuację na łamach swojej książki.
Tymczasem Allen wiedział, że media mogą dowolnie kształtować jego wizerunek, lecz nie mają kontroli nad jego ciałem. Dlatego coraz częściej pojawiał się na South Street w Philadelphii w studiu „Body Graphics” i pokrywał ciało kolejnymi tatuażami. Skóra stała się formą manifestu. Chciał w ten sposób wyrazić siebie i swoje własne wartości, co stało się kolejnym pretekstem do ataków i medialnych komentarzy.
Drugi sezon 1997-98. Pat Croce oficjalnie przeprosił fanów Sixers za słabe wyniki, biorąc pełną odpowiedzialność na siebie. Niemal natychmiast zwolnił trenera Davisa, rozumiejąc, że Iverson miał rację – zespołowi potrzeba było doświadczonego autorytetu. Wybór padł na Larry’ego Browna, który wcześniej wprowadził do play-offs Clippers i walczył w finale Konferencji z Pacers. Zaskakując wszystkich, Croce zwolnił również Brada Greenberga, by definitywnie odciąć się od przeszłości.
Prasa regularnie donosiła o spięciach na linii Iverson–Brown. Choć konflikty te stały się z czasem normą, nie przeszkodziły one we wspólnych sukcesach. Pewnego razu, przed meczem w Bostonie, Pat Croce musiał interweniować osobiście. Wpadł do szatni i wrzeszczał na Iversona: Czy ty wierzysz, że mi na tobie zależy?! — aż w końcu usłyszał głośne i stanowcze: „Tak!”. Poszło o treningi, na których AI coraz częściej się nie pojawiał lub przychodził spóźniony. Iverson docenił ten gest; przypomniało mu to czasy Georgetown, gdy trener Thompson załatwiał problemy w cztery oczy. Larry Brown wolał komunikować się z zawodnikami za pośrednictwem mediów, co Allenowi bardzo przeszkadzało. Kolejny kryzys wybuchł, gdy Brown zasugerował w wywiadzie, że Iverson – wiecznie otoczony ludźmi z Reeboka – bardziej dba o interesy firmy niż o zespół. AI czytał te słowa wielokrotnie, nie mogąc uwierzyć, że własny trener karmi media takimi teoriami.
W grudniu Sixers zdecydowali się na odważny ruch: oddali Jerry’ego Stackhouse’a i Ericka Montrossa do Detroit w zamian za Theo Ratliffa i Aarona McKie. Iverson szybko na tym zyskał. Do czasu Weekendu Gwiazd notował średnio 20.0 ppg i 7.0 apg. Klub sprowadził mu też starego znajomego, Joe Smitha, oraz pożegnał Clarence’a Weatherspoona, Jimmy’ego Jacksona i Terry’ego Cummingsa, by otoczyć swoją gwiazdę lepszymi partnerami. W składzie pozostał jedynie Derrick Coleman – kontuzjogenny i unikający treningów, ale uwielbiany przez Browna za wysokie boiskowe IQ. Pat Croce miał co do niego wątpliwości, pamiętając rady psychologa, że Iverson potrzebuje w szatni pozytywnego wzorca. Gdy Coleman jako jedyny zignorował wizytę zespołu w szpitalu dziecięcym, Croce podjął decyzję: po sezonie gracz musi odejść. Jak pokazała historia, Coleman wrócił do Philly lata później, sprowadzony przez Browna już po odejściu Croce’a.
Larry Brown przeprowadził też kluczowy transfer, pozyskując z Seattle Erica Snowa – klasycznego rozgrywającego i zmiennika Gary’ego Paytona. Brown zaczął eksperymentować, wystawiając Snowa i Iversona jednocześnie. Podczas meczu z Mavericks, przegrywanego już 14 punktami, wejście Snowa pozwoliło przesunąć Allena na pozycję rzucającego obrońcy. Manewr zadziałał idealnie – „trójka” Iversona na 5.5 sekundy przed końcem zapewniła wygraną. Okazało się, że AI na pozycji numer dwa jest jeszcze groźniejszy. To rozwiązanie stało się fundamentem sukcesów Sixers na lata.
Pewnej nocy, podczas przerwy w kalendarzu, Allen wraz z Timem Thomasem i ochroniarzem odwiedzili „Gotham Night Club” w Filadelfii na promocję płyty Kurupta. Doszło do strzelaniny, w której zginęły trzy osoby. Iversona natychmiast ewakuowano, a bójka przeniosła się na zewnątrz. Gdy Allen wsiadał do auta, zaczepił go obcy mężczyzna i… wręczył mu kasetę ze swoim rapem, prosząc o przesłuchanie. Siedząc już bezpiecznie w samochodzie, Iverson nie mógł przestać się śmiać: Kule świstają dookoła, a ten facet próbuje się sprzedać.
Sezon 1997-98 był dla Allena indywidualnie słabszy niż debiutancki, choć wciąż imponujący. 12 listopada wyrównał rekord 15 asyst w meczu z Rockets (dorzucił 26 punktów). W styczniu został Graczem Tygodnia, prowadząc Sixers do bilansu 3-0 ze średnimi 25.3 ppg, 7.6 apg i 4.3 rpg. 11 lutego rzutem za trzy w ostatniej sekundzie pokonał Mavericks, a 8 kwietnia przeciwko Hornets ustanowił rekord zbiórek (30 punktów, 10 zbiórek i 6 asyst). Najwyższą zdobycz – 43 oczka – zanotował 10 kwietnia przeciwko Wolves. Sezon zakończył ze średnimi 22.0 ppg, 6.2 apg i 2.20 spg w ciągu 39.4 mpg. Zajął 8. miejsce w lidze pod względem punktów i 5. w przechwytach. Mimo poprawy bilansu na 31-51, Sixers znów zabrakło w play-offs.
Trzeci sezon 1998-99. Rozgrywki stały pod znakiem zapytania z powodu lokautu, który zakończył się dopiero 7 stycznia 1999 roku. Sezon ruszył w lutym, a kalendarz skrócono z 82 do 50 meczów. Tuż przed startem Allen Iverson podpisał nowy, sześcioletni kontrakt z Sixers opiewający na 71 milionów dolarów – najwyższy w historii klubu, choć przed lokautem niemal pewna była umowa przekraczająca 100 milionów. Nie jestem chciwy. Nie muszę mieć płacone 20 milionów dolarów za grę w zawodowej koszykówce, za robienie czegoś, co naprawdę kocham — skomentował AI.
Był to przełomowy rok w jego karierze. Allen grał dojrzalej, częściej dostrzegając kolegów pod koszem. Trener Larry Brown na stałe przesunął go na pozycję rzucającego obrońcy, co ułatwiło mu grę, a do pierwszej piątki wskoczył Eric Snow. Efekt? Wskaźnik strat Iversona spadł o ponad dwie piłki, a średnia punktowa wzrosła o cztery oczka. Trener Brown ostatecznie przekonał mnie i siebie – dwie osoby, które najbardziej potrzebowały przekonywania – że nie muszę być rozgrywającym. Żeby umożliwić mi poruszanie się bez piłki, zarówno McKie jak i Snow musieli dzielić zadanie inicjowania ataku, jednocześnie pilnując wyższych obrońców po drugiej stronie parkietu (…) grałem po zasłonie częściej niż bez niej, a gdy tak się stawało, mogłem się skupić na tym, co robiłem najlepiej — wspominał zawodnik w swojej książce.
Z klubu odszedł wreszcie niechciany przez Croce’a Derrick Coleman oraz Joe Smith. W ich miejsce pojawili się gracze zadaniowi: Theo Ratliff, Matt Geiger, George Lynch oraz Tim Thomas, tworząc idealne środowisko dla lidera. Skończyły się narzekania na liczbę rzutów czy minut gwiazdora. Plan Browna był prosty: otoczyć Iversona ludźmi, którzy pozwolą Allenowi być Allenem.
12 lutego Iverson rzucił rekordowe w sezonie 46 punktów (dodając 7 zbiórek i 6 asyst) przeciwko Spurs – późniejszym mistrzom NBA. Cztery dni później otarł się o triple-double w meczu z Bucks (23 punkty, po 9 zbiórek i asyst), co pomogło mu zdobyć tytuł Zawodnika Lutego. 19 marca zdominował Lakers, zdobywając 41 punktów i 10 asyst. Sezon zakończył ze średnią punktową 26.8, co dało mu pierwszy w karierze tytuł Króla Strzelców NBA, i to już w swoim trzecim sezonie gry. Został pierwszym graczem Sixers z tym wyróżnieniem od czasów Wilta Chamberlaina (1965-66). Przewodził lidze w liczbie rzutów i czasie gry, był trzeci w przechwytach i trafił do Pierwszej Piątki NBA. W głosowaniu na MVP zajął trzecie miejsce, ale ze wszystkich osiągnięć najważniejszy był pierwszy od 1991 roku awans do play-offs.
W pierwszej rundzie Philadelphia odprawiła Orlando Magic 3-1. W swoim trzecim meczu play-offs (pierwszym u siebie) Iverson rzucił 33 punkty i zaliczył 10 przechwytów, wyrównując rekord NBA. To jest prawie jak koncert. Allen Iverson jest koszykarską gwiazdą rocka — mówił obecny na trybunach Will Smith. Atmosferę podkręcił Pat Croce, który zgodnie z obietnicą odnośnie awansu, ogolił głowę na łyso. W półfinale konferencji Sixers ulegli jednak Indianie Pacers 0-4. Iverson zachował optymizm: Podoba mi się kierunek, w którym zmierzamy jako drużyna.
Czwarty sezon 1999-00. Allen Iverson zanotował kolejny progres, grając w 70 spotkaniach (opuścił dwanaście przez kontuzje, w tym dziesięć przez złamany kciuk). Uzyskał rekordowe w karierze 28.4 ppg, co było wynikiem o niemal dwa punkty lepszym niż rok wcześniej. Nie wystarczyło to jednak do obrony tytułu Króla Strzelców – minimalnie wyprzedził go Shaquille O’Neal. Do dorobku dołożył 2.06 spg w 40.8 minut gry, zajmując w obu kategoriach trzecie miejsce w lidze. W 31 meczach rzucił co najmniej 30 punktów, a jego zespół wygrał 23 z nich. 6 lutego wyrównał rekord kariery (50 punktów), a 19 marca ustanowił rekord sezonu w przechwytach (9). Świetnie wypadł też przeciwko Magic (46 punktów), Wizards (39 pkt przy skuteczności 5/6 za trzy oraz po 5 zbiórek, asyst i przechwytów), Bucks (45 punktów) i Raptors (44 punktów).
W lutym doczekał się wreszcie pierwszego w karierze wyboru do All-Star Game, po tym jak zignorowano go rok wcześniej. W San Francisco zdobył najwięcej na boisku – 26 punktów i 9 asyst. W tym samym czasie Sixers oddali Larry’ego Hughesa do Bulls, pozyskując 3-krotnego mistrza NBA, Toniego Kukoča. Iverson cieszył się z tego ruchu, ale nastroje w drużynie szybko siadły. Zespół z bilansem 34-26 rozczarowywał, a Allen dodatkowo złamał palec u nogi. Mimo kontuzji grał w pełnej mobilizacji – Sixers wygrali 15 z ostatnich 22 spotkań i awansowali do play-offs z piątej pozycji.
Faza play-offs na dobre zamknęła usta krytykom, ugruntowała za to status Iversona jako największego twardziela w NBA. Grał ze złamanym palcem i zwichniętą ręką, uzyskując średnio 26.2 ppg w dziesięciu meczach. W pierwszej rundzie Sixers łatwo odprawili rewelację ligi, Charlotte Hornets (3-1). W pierwszym meczu serii (40 punktów) Iverson popisał się zagraniem, które na stałe zapadło w pamięć. W trzeciej kwarcie po przechwycie ruszył na kosz, gdzie był już David Wesley. Będąc w powietrzu, obrócił się, by podać do kolegi, ale zorientował się, że jest sam. Nie lądując, dokończył obrót o pełne 360 stopni i trafił o tablicę. Nie mogę nawet sobie wyobrazić, skąd to się wzięło — powiedział Aaron McKie, kręcąc głową. To się wzięło od Boga, oto skąd — odpowiedział Matt Geiger. W półfinale konferencji Sixers ponownie trafili na Indianę. Tym razem urwali dwa zwycięstwa, ale ulegli 2-4. Pacers dotarli wtedy aż do finałów, gdzie przegrali z Lakers 2-4.
Brak powołania. Od dłuższego czasu krążyły plotki, że Allena Iversona zabraknie w kadrze na Igrzyska Olimpijskie w Sydney w 2000 roku. Tak też się stało, co dla kibiców było sporym rozczarowaniem, ale patrząc na ówczesną reputację zawodnika w NBA – żadnym zaskoczeniem. Sam zainteresowany skomentował to krótko: Wiedziałem, że nie dostanę się do tej drużyny. Zadając mi to pytanie chcecie, żebym podał wam powód, który dobrze znacie, ale ja tego nie zrobię. Wszyscy go znają. Żadna wielka sprawa. Później jeszcze dodał mniej tajemniczo: Ludzie tak robią. To nie jest w porządku, ale rozumiem to, że ludzie mogą być przestraszeni. Po tym wszystkim, co przeszedłem, nie mogę winić ludzi mówiących – może on nie jest właściwym facetem. Ale jeśli oni chcą mówić o koszykówce, wtedy jestem tym właściwym facetem. Takie to proste.
Konflikt Iversona z Brownem. W sezonie 1999-00 relacje na linii Iverson–Brown sięgnęły dna. Allen od początku nie znosił treningów opartych na żmudnych podstawach. Jak wspominał, niczym dziecko czekał na sparingi w drugiej części sesji treningowych, ale Brown przerywał każdą akcję gwizdkiem i krytyką, co doprowadzało gwiazdora do szału. Przed świętami trener postawił sprawę jasno: chce transferu Iversona. Iskrą był mecz z Pistons, w którym Sixers przegrywali do przerwy 23 punktami. Brown, wściekły na brak zaangażowania pierwszej piątki (Iverson, Snow, Hill, Lynch, Ratliff), w drugiej połowie grał tylko rezerwami. Choć zmiennicy niemal dogonili rywali, Iverson wypalił w mediach: Z jakichś powodów mój styl nie pasuje już więcej do tej drużyny. Coś musi się stać. Jeśli szkodzę tej drużynie, nie mogę tu być (…) Jeszcze nigdy w karierze nie byłem w takiej sytuacji. Pat Croce próbował łagodzić spór, tłumacząc go problemami komunikacyjnymi. Powinniście stanąć przed lustrem. Jesteście do siebie bardzo podobni, nie różni. Silni, uparci i utalentowani, ale chodzący własnymi drogami. Powinniście bardziej o siebie dbać — mówił prezydent klubu. Rozejm był jednak kruchy. Gdy po przerwie na Weekend Gwiazd Allen opuścił kolejne zebranie, Croce zawiesił go na mecz. Zadzwonił też do matki zawodnika, a Ann poparła klub: Wiem, że troszczysz się o moje dziecko, Pat.
Latem 2000 roku Brown był o krok od odejścia na uniwersytet North Carolina, a Croce już rozważał zatrudnienie Isiaha Thomasa lub Juliusa Ervinga. Jeśli Brown miał zostać, Iverson musiał odejść. Konflikt o treningi, wulgarny jezyk i styl gry (Brown zarzucał mu zbyt mało podań) eskalował. Trener żalił się Croce’owi: Nie wiem, kto chciałby mieć pracownika, który nie przychodzi do pracy lub się spóźnia. Władze klubu w końcu uległy. Planowano wymianę za Granta Hilla lub Lamara Odoma. Iverson, słysząc plotki, odgrażał się: Jeśli mnie sprzedadzą, będą tego żałować. Będę rzucał średnio 50 punktów przeciwko nim. Po cichu liczył, że trenera Browna zastąpi John Thompson, ale Croce bał się braku doświadczenia legendarnego szkoleniowca w zawodowej lidze.
W sierpniu klamka zapadła. Philadelphia porozumiała się z Detroit w ramach wielostronnej wymiany. Iverson i Matt Geiger mieli trafić do Pistons, a Sixers pozyskać Eddiego Jonesa, Glena Rice’a i Jerome’a Williamsa. Croce czuł, że ten ruch boli, bo AI był ikoną popularniejszą niż Erving czy Barkley. Zadzwonił do zawodnika: To łamie mi serce, ale wygląda na to, że jesteś właśnie sprzedawany, Bubba. Zamiast wybuchu gniewu, usłyszał spokojną deklarację: Pat, właśnie skończyłem 25 lat. Jeśli zamierzasz zrobić ze mną pieprzony transfer, zrób go za kogoś, kto jest lepszy i kto pomoże zespołowi. Ale jeśli sprzedajesz mnie za te głupstwa, jak spóźnienia czy opuszczanie treningów – mogę sobie z tym poradzić. Chcę wrócić i zostać kapitanem. Zamierzam się ożenić i robić właściwe rzeczy. Croce był zachwycony, ale proces był już w toku. Wtedy nastąpił zwrot: Matt Geiger, również reprezentowany przez Davida Falka, zablokował wymianę. Rzuciłem okiem na Detroit i pomyślałem, że ani Allenowi, ani mnie nie będzie tam lepiej — tłumaczył. Geiger miał w kontrakcie klauzulę o 15% podwyżce przy transferze, której Pistons nie chcieli opłacić. Ruch upadł.
Dalsze wypadki potoczyły się błyskawicznie. We wrześniu Iverson kupił posiadłość tuż obok domów Croce’a i Browna, a stary dom wynajął… Geigerowi. Oświadczył się Tawannie, a Browna poprosił o awans na kapitana, którą to pozycję odtąd dzielił z Ericiem Snowem.
Rapowe marzenia. Ostatnim głośnym ruchem Iversona latem 2000 roku było nagranie płyty z rapem wspólnie z ekipą Cru Thik. Gdy jednak światło dzienne ujrzał singiel promujący album, wielu uznało, że AI wcale nie przeszedł zapowiadanej przemiany. Krytyk muzyczny Dan DeLuca z „Philadelphia Inquirer” jako jeden z pierwszych przesłuchał materiał. Wersy takie jak: Bitch niggas take cover, Virginia ain’t for lovers czy This ain’t for kids with action figures, This is for the hardcore niggas, przypadły mu do gustu. DeLuca uznał, że to materiał znacznie lepszy niż amatorskie próby Shaquille’a O’Neala czy Kobe Bryanta. Podobnego zdania był magazyn „Vibe”, oceniając płytę na solidne trzy gwiazdki.
Dla Allena i jego przyjaciela Ra było to spełnienie marzeń. Prawdziwe kłopoty zaczęły się jednak, gdy w ręce DeLuci trafiła pełna i nieocenzurowana wersja CD. Znalazły się tam wersy rapowane przez Iversona: Man enough to pull a gun, be man enough to use it oraz Get money, kill and fuck bitches, I’m hittin’ anything and planning on using my riches. Dziennikarz natychmiast zadzwonił do Pata Croce’a: To mi nie wygląda zbyt pozytywnie. Croce wiedział już jedno: Z tego będzie problem.
Na Iversona spadły gromy nie tylko ze strony obrońców moralności, ale i organizacji LGBT – za użycie słowa „faggot”. Allen bronił się zaciekle: Mam kuzyna, który jest gejem. Nigdy nie chciałbym go urazić. On nie rozumie, o co to całe zamieszanie. Ja po prostu rzucam wersy, rapuję. To forma sztuki. Bruce Willis nie robi przecież w rzeczywistości tych wszystkich rzeczy, które wyczynia w filmach, prawda? To tylko rola. Wkrótce Iversona wezwał do Nowego Jorku komisarz David Stern. Plotka mówi, że podczas spotkania miał wrzasnąć: Jeśli to opublikujesz, to cię chyba zabiję! Iverson odpowiedział ze spokojem: Widzisz, ja wiem, że tak naprawdę wcale nie chcesz mnie zabić. Tylko tak rzuciłeś – dokładnie tak, jak ja w moich kawałkach. Mimo to protesty przybierały na sile. Pomysł wydania albumu publicznie skrytykował nawet Spike Lee, co Iverson odebrał jako cios w plecy. Allen tłumaczył, powołując się na Chucka D z Public Enemy, że rap ma być „CNN-em z getta”. On sam widział siebie jako artystę: na parkiecie jest „The Answer”, w rapie – „Jewelz”. Przekonywał, że to tylko alter ego, kreacja na wzór Eminema i Slim Shady’ego. Tytuł płyty zmieniono z „Non-Fiction” na „Misunderstood”, ale ostatecznie całkowicie zrezygnowano ze sprzedaży.
Po latach nastawienie Iversona do rapowania mocno się jednak zmieniło: Byłem w tym strasznie słaby. Chciałem to robić, bo moi kumple z miasta chcieli żebym to robił i w jakiś sposób pomógł im się wybić. To był zły pomysł i teraz wstyd mi za to. Kiedy patrzę na to wstecz i słucham tego… Boże, to są tortury! – powiedział w 2023 roku w rozmowie z GQ.
Piąty sezon 2000-01. Sixers rok w rok pod wodzą Larry’ego Browna odnosili coraz większe sukcesy. Nie inaczej było i tym razem. Zespół rozpoczął rozgrywki od dziesięciu zwycięstw z rzędu, co było ich najlepszym wynikiem od lat 70-tych, kiedy w ich barwach grał Julius „Dr J” Erving. Philadelphia została najdłużej niepokonaną drużyną w NBA. Co ciekawe, w tej serii Allen ani razu nie przekroczył 30 punktów. Zamiast na strzeleckich popisach, skupił się na defensywie, zostawiając pole do popisu kolegom: Aaronowi McKie, Ericowi Snowowi, Tyrone’owi Hillowi i Theo Ratliffowi.
Wygraliśmy te pierwsze dziesięć spotkań jako drużyna, a wszystko zaczynało się w obronie. Faktem jest, że w ogóle nie mogłem odnaleźć swojej formy strzeleckiej. Podczas tej serii rzucałem sporo poniżej poziomu 40% skuteczności. Ale nasza presja w obronie była tak bardzo agresywna, zdeterminowana i zaraźliwa. George Lynch i Tyrone Hill (…) zostawiali na parkiecie serca, gdy tylko się tam znaleźli. Nawet ja skupiłem się na obronie jak nigdy wcześniej – byłem przyspawany do swojego zawodnika, nie tylko szukałem okazji do przechwytu, ale także do pomocy, zastawiania pułapek defensywnych, wykonywałem wszystkie zadania jakich oczekiwano. W kluczowych momentach meczów zaczynaliśmy wierzyć, że możemy wygrać zwyczajnie szorując dupska w obronie. Dla całego składu dojście do wniosku, że możemy mieć taki sukces bez moich wielkich strzeleckich popisów, dało niesamowitą pewność siebie — wspominał w autobiografii Allen, który zaczął wreszcie wspaniale dogadywać się z trenerem Larrym Brownem, co też musiało odbić się na wynikach. Iverson z entuzjazmem wtedy mówił: Jest to pierwsza prawdziwa drużyna w której gram, w której nie ma egoistów, nikogo nie obchodzi, kto ma piłkę, kto jest najlepszym graczem meczu, gwiazdą.
Larry Brown dodał: On teraz skupiony jest jedynie na dobrej grze. Jego obrona jest o 100% lepsza, liczba jego strat maleje, dostaje piłki później, cieszy się tym jeszcze więcej. Słyszałem krzyki paru palantów na trybunach w jego kierunku, żeby więcej rzucał. Ale jedyna rzecz na jaką zawsze miałem nadzieję, że on wygra tytuł Króla Strzelców, weźmie udział w All Star Game i wtedy zda sobie sprawę ze swojej wielkości, ale będzie wiedział, że najwyższym osiągnięciem jest wygrywanie. Nie przekonasz do siebie gracza, dopóki on nie kupi twojego programu. Jego ogólna gra jest teraz najlepsza, odkąd tu jestem.
Philadelphia uległa dopiero w jedenastym meczu, przeciwko Charlotte Hornets. W lutym Iverson został Zawodnikiem Miesiąca, ze świetnymi średnimi 36.4 ppg, 4.4 apg i 2.7 spg. W międzyczasie wybierano go również dwa razy Graczem Tygodnia. Po raz drugi wystąpił w Meczu Gwiazd. Został wybrany przez ponad 1.5 mln kibiców, co było trzecim wynikiem w NBA. Więcej głosów dostali tylko Vince Carter z Toronto Raptors i Shaq O’Neal z LA Lakers. Jednak to Allen mógł się cieszyć z tytułu MVP All Star Game, przyznanego mu jednogłośnie. W meczu zdobył 25 punktów, miał też 5 asyst i 4 przechwyty. Wschód prowadzony przez trenera Sixers, Larry’ego Browna, wygrał dzięki wspaniałej postawie właśnie Iversona w bardzo zaciętej, ostatniej kwarcie widowiska. Przy odbieraniu nagrody, Allen wykrzyczał do mikrofonu: Gdzie jest mój trener? Gdzie mój trener? Nie osiągnąłbym tego bez trenera Browna.

Chociaż Sixers byli na fali po wygraniu pięciu kolejnych spotkań, tuż przed zamknięciem okienka transferowego Croce i Brown wykonali ruch vabank. Oddali Ratliffa, Kukoča, Mohameda i Sancheza do Atlanty za Dikembe Mutombo i Roshowna McLeoda. Sprowadzenie Mutombo, który świetnie wyglądał na parkiecie z Iversonem podczas Meczu Gwiazd, miało doprowadzić klub w jedno miejsce — do Finałów NBA. Nowy center miał być odpowiedzią na wielkie wieże z Zachodu, jak Shaq czy Duncan. Mimo że Aaron McKie i inni gracze byli sceptyczni, Iverson poparł trenera: Trenerze, uwielbiałem Theo. Ale jeśli uważasz, ze ten ruch uczyni nas lepszymi, myślę, że dobrze postąpiłeś. Warto zaznaczyć, że Ratliff był objawieniem pierwszej połowy sezonu, ale w momencie wymiany był od kilku tygodni kontuzjowany, a w nowym zespole już nigdy nie wszedł na tak wysoki poziom i zakończył karierę przedwcześnie, wyniszczony przez powracające urazy.
Po transferze Sixers zostało zaledwie 28 spotkań do końca sezonu, ale dziewięć z nich opuścił Iverson z powodu kontuzji biodra, kości ogonowej i łokcia. Kłopoty ze zdrowiem miał też Larry Brown. Philadelpha musiała oddać pozycję najlepszej drużyny w lidze San Antonio Spurs, ale z bilansem 56-26 wciąż była najlepszym zespołem na Wschodzie, zdobywając tytuł mistrza Atlantic Division.
Allen Iverson rozegrał swój dotychczas najlepszy sezon w zawodowej karierze i otrzymał jedyną w swojej karierze nagrodę MVP sezonu zasadniczego. Znalazł się też w Pierwszej Piątce NBA. Został po raz drugi w karierze został Królem Strzelców ze średnią 31.1 ppg, dodatkowo pierwszym zawodnikiem od odejścia Michaela Jordana ze średnią powyżej 30 oczek w meczu. Został liderem przechwytów (2.51) i minut (42.0), a w całkowitej liczbie oddanych rzutów wolnych był na drugim miejscu (585). Dwa razy w sezonie rzucił ponad 50 punktów. Pierwszy taki mecz, przeciwko Cleveland Cavaliers, Sixers wygrali 107-103 dzięki rekordowym w karierze 54 punktom Iversona. Aż 17 razy przekroczył granicę 40 punktów (Sixers wygrali 12 z tych spotkań), ponadto 14 razy przewodził drużynie w asystach. Jego sukcesy przelały się na cały zespół — Larry Brown został uznany Trenerem Roku, Aaron McKie został Najlepszym Rezerwowym, a Dikembe Mutombo po raz czwarty otrzymał tytuł Obrońcy Roku. Nigdy wcześniej w całej historii NBA nie przyznano żadnemu zespołowi tylu nagród indywidualnych za jeden sezon.
Największe sukcesy w PO. Debiut w play-offs nie był udany ani dla Allena, ani dla Sixers. W pierwszej rundzie po raz trzeci z rzędu zmierzyli się z Pacers. Zaledwie 16 punktów AI w pierwszym meczu i kluczowa rzut za trzy Reggiego Millera na 2,9 sekundy przed syreną zapewniły Indianie zwycięstwo. Było ono jednak ich pierwszym i ostatnim w tej serii. W drugim starciu Iverson błyszczał już z dorobkiem 45 punktów i 9 asyst, a Sixers łatwo rozbili bezradnych Pacers 116–98. Świetnie spisywali się także inni gracze, z McKie i Mutombo na czele. W kolejnych meczach było równie łatwo – Sixers wygrali serię 3–1 i awansowali dalej. Po odpadnięciu Reggie Miller podszedł do Iversona i powiedział: Sprawiłeś, że twoja drużyna uwierzyła, że może wygrać. Przeszliśmy przez wystarczającą ilość wojen. To jest twój pierwszy krok.
Kolejna runda to pojedynek z Toronto Raptors, określany przez media jako starcie „The Answer kontra Vinsanity”. Gracze obu organizacji podjęli wyzwanie. W pierwszym meczu Iverson rzucił 36 punktów, a Vince Carter 35, jednak to Raptors wygrali dzięki wsparciu Della Curry’ego (20 punktów). Iverson wiedział, że mecz numer dwa będzie kluczowy. Był w nim nie do zatrzymania, zwłaszcza w czwartej kwarcie, gdy zdobył ostatnie 19 punktów swojego zespołu. Spotkanie zakończył z dorobkiem 54 punktów (21/39 z gry), co było rekordem w historii Sixers i wówczas dziesiątym wynikiem w dziejach play-offs. Sixers wygrali 97–92. Zapytany o źródła tego występu, Allen odparł krótko: Bieda. Życie. Na konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zapytał: Jeśli przegrałbyś ten mecz, seria właściwie dobiegłaby końca. Musiałeś czuć mocną presję? Iverson odparł: Presję? Po całym tym gównie, które przeszedłem w życiu, co widziałem w moim życiu, myślisz, że odczuwam jakąś presję grając w kosza?
Seria z Raptors zapadła w pamięć jako jedna z najbardziej niesamowitych w historii. W trzecim meczu Carter zdobył 50 punktów, dając Toronto prowadzenie 2–1, ale dzięki 30 oczkom Iversona w kolejnym starciu Sixers wyrównali stan rywalizacji. Przed meczem numer pięć Allen odebrał nagrodę MVP, co przełożyło się na jego występ: zdobył 52 punkty i został drugim graczem w historii (po Jordanie), który w jednej serii dwukrotnie przekroczył barierę 50 punktów. Podczas ceremonii Larry Brown powiedział: Jestem tak dumny z tego, co zrobił Allen Iverson. Może nie dałem nam zbyt wiele czasu lub nie starałem się zbyt mocno zrozumieć, jaki jest ten dzieciak, ale ostatnio to w największym stopniu przyczyniło się do mojego zrozumienia jego osoby. On nie zawsze postępuje tak, jakbym tego oczekiwał albo chciał. Ale wiem, gdzie jest jego serce. Ten dzieciak ma wspaniały charakter. Szósty mecz należał do Cartera, ale w decydującym, siódmym spotkaniu kontuzjowany Iverson, nie mogąc w pełni angażować się w ataku, zaliczył aż 16 asyst (oraz 21 punktów). Była to największa ilość podań Sixers w play-offs od czasów Maurice’a Cheeksa w 1989 roku. Aaron McKie dołożył 22 punkty. Raptors mogli jeszcze wygrać, ale ostatni rzut Cartera z rogu boiska był niecelny i to Sixers awansowali do Finału Konferencji.

Tam na Iversona czekał nie kto inny, tylko Ray Allen i jego Milwaukee Bucks. Pierwszy mecz padł łupem Sixers po 34-punktowym występie AI. W drugim Ray Allen rzucił o cztery oczka więcej i seria się wyrównała. Trzecie spotkanie kontuzjowany Iverson oglądał z pokoju hotelowego, widząc, jak Ray niszczy jego zespół, ale wrócił na mecz numer cztery. W pewnym momencie, po uderzeniu łokciem zaczął krwawić z ust. Wiedząc, że sędziowie nakażą mu zejść z boiska, zacisnął zęby i zaczął połykać własną krew. Rzucił 11 z ostatnich 13 punktów Sixers, zapewniając wygraną 89–83. Eric Snow, który mimo kontuzji obu kostek grał na własną prośbę, dołożył 18 punktów, a w kolejnym meczu trafił decydujący rzut, dając Sixers prowadzenie 3–2. W szóstym pojedynku, mimo kapitalnej czwartej kwarty Iversona (26 z 46 punktów), górą byli Bucks. O wszystkim znów decydował siódmy mecz. Spytany o samopoczucie, Iverson mruknął: Jak gówno. Ale nie będę się niczym przejmował, dopóki wciąż tu jestem. Po zdobyciu 44 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek, Iverson świętował awans do Finału NBA (pierwszego dla Philadelphii od 1983 roku), wskakując w ramiona Browna i Croce’a. Zwycięstwo przypieczętował Mutombo (23 punkty, 19 zbiórek, 7 bloków). Wynik 44 punktów AI był wtedy czwartym rezultatem w historii siódmych meczów play-offs w NBA.
W wielkim finale Philadelphia 76ers zmierzyła się z Los Angeles Lakers, którzy w tamtych play-offs nie przegrali ani jednego spotkania, odprawiając z kwitkiem Blazers, Kings i Spurs różnicą średnio 15.3 punktu. Licząc sezon zasadniczy, Lakers byli niepokonani od 67 dni i chcieli utrzymać ten status do końca. Prasa im sekundowała, a Kobe Bryant twierdził, że jego zespół ma równie wielkie serce do gry jak Sixers. Iverson był kreowany na kogoś, kto stoi na straconej pozycji. Gdy dziennikarz zapytał go o krytykę jego stroju i pewności siebie, Allen odpowiedział bez wahania: Nie dbam o to. Wszystko, co mnie interesuje, to jak postrzega mnie rodzina, moi przyjaciele, koledzy z zespołu. Nie ma nic łatwego w byciu Allenem Iversonem, kiedy każdy przygląda się każdemu twojemu ruchowi, krytykuje cię za powiedzenie czegokolwiek złego, kiedy jesteś wściekły. Sprawiają, że czujesz się jak jakiś łajdak, najmniejszy człowiek na boisku, ale największy łajdak w życiu.

W pierwszym w karierze meczu finałowym Iverson rzucił aż 48 punktów, ogrywając Lakers po dogrywce 107-101. Na swoim koncie zapisał również 5 zbiórek, 6 asyst, 5 przechwytów i 2 bloki w 52 minuty gry. Akcje z tej nocy zostaną na zawsze zapamiętane przez kibiców, zwłaszcza ogrywanie bezradnego Tyronna Lue w czwartej kwarcie i symboliczny „Step Over” – przejście nad rywalem, gdy ten wylądował na parkiecie po jednym z zabójczych crossoverów Allena. Stało się to chwilę po tym, jak kwartę wcześniej Lue skutecznie stopował ataki AI. Gdybym nie bronił przeciwko niemu w tej finałowej serii, byłbym już dawno poza ligą. To on mnie stworzył — przyznał po latach Lue. Sam Iverson w 2020 roku oświadczył: Nie wiesz, kiedy coś takiego się zdarzy. Nie potrafisz przewidzieć emocji podczas meczu ani tego, co się pod ich wpływem stanie. Ten moment był kapitalny, tak, ale kiedy patrzę na niego wstecz, to po prostu tego nie lubię [braku szacunku – przyp.], bo za bardzo uwielbiam Ty Lue.
Wynik 48 punktów był wówczas szóstym najlepszym osiągnięciem w historii Finałów NBA. Po meczu Iverson hamował jednak entuzjazm: Jeszcze nic nie zrobiliśmy. Mamy jeszcze długą drogę do przejścia. Phil Jackson podsumował występ gwiazdy Sixers słowami: On jest młodym graczem tak drobnym i małym, jak mało kto w tej lidze, ale jest w stanie nie tylko oddawać rzuty, jakie chce, ale też przewodzić lidze w punktach. To, kim on jest, wciąż wprawia mnie w rozterki. Radość z tego zwycięstwa pozostała najpiękniejszym momentem w karierze Allena, podobnie jak cały sezon 2000-01.
Niestety Dikembe Mutombo był tylko cieniem w starciu z niesamowitym Shaquille O’Nealem, a liczne urazy Iversona (w tym kontuzja kostki wymagająca operacji), Snowa, Lyncha i Hilla zatrzymały Sixers. W rezultacie Lakers zdobyli trofeum po pięciu meczach. Trzeba jednak przyznać, że finałowa seria z Philadelphią była dla nich mimo wszystko najtrudniejszą w tamtych play-offs – wygrywali ją różnicą średnio 6 punktów. Po trzecim pojedynku, przegranym przez Sixers zaledwie 91-96 (mimo 35 punktów i 10 zbiórek Iversona), gwiazdor wyszedł na parkiet i zaczął oklaskiwać kolegów oraz kibiców. Publiczność zgotowała im wtedy owację godną zwycięzców. AI przytulił się do Matta Geigera i powiedział mu: Odeszło. Mieliśmy swoją szansę.
W całych play-offs 2001 roku Allen Iverson notował średnio 32.9 ppg, 6.1 apg, 4.7 rpg oraz 2.4 spg, ustanawiając nowe indywidualne rekordy w niemal wszystkich kategoriach. O skali jego popularności świadczy fakt, że stał się najczęściej wyszukiwanym sportowcem w internecie. Sixers zostali bohaterami dla rzesz nowych fanów za swoją determinację, mimo gry z dziesiątkami kontuzji. Sprzedaż koszulek i butów Iversona poszybowała w górę.
Media wykreowały w tym czasie nowy typ rywalizacji: pochodzącego z dobrej rodziny Kobe Bryanta, namaszczonego na następcę Jordana, oraz „gniewnego rapera” Allena Iversona. Ich rywalizacja trwała jakiś czas co pokazała już konferencja prasowa po finałach. Zwyczajowo pierwszy przemawiał lider zwycięzców (MVP Shaquille O’Neal), a po nim lider pokonanych. Gdy Shaq skończył, do mikrofonu ruszył jednocześnie Bryant oraz Iverson z żoną i dziećmi. Kobe dotarł na podium pierwszy, na co zdenerwowany AI powiedział do Tawanny: Spieprzajmy stąd. Gdy ktoś zawołał: Allen, ale co z wywiadami?, ten odparł: Pieprzyć je, człowieku. Z czasem jednak relacja Iverson-Bryant ociepliła się wyraźnie, pojawił się widoczny publiczny szacunek. Bryant wielokrotnie mówił, że Iverson był jednym z najtrudniejszych do krycia zawodników. Iverson podkreślał, że Kobe miał „killer instinct” i że ich pojedynki były dla niego motywacją. Po śmierci Bryanta w 2020 roku Iverson był autentycznie zdruzgotany i emocjonalny w wypowiedziach.
Po zakończeniu sezonu, 4 sierpnia 2001 roku, Allen poślubił swoją wieloletnią partnerkę, Tawannę Turner. Był to szczyt szczęścia w jego życiu, po którym nastąpiła jednak seria smutniejszych wydarzeń.
Tragiczne lato. 11 września 2001 roku. Jak później przyznał Allen, towarzyszyło mu wtedy fatalne uczucie – pustka odbierająca dech w piersiach. Nie mogę uwierzyć co się właśnie dzieje. Większość ludzi, których znam, oglądała tego dnia przez cały czas telewizję. Walące się budynki, kurz na ulicach, miasto zmienione w strefę wojny. Większość jego znajomych spędziła ten dzień przed telewizorami, patrząc na walące się budynki i kurz na ulicach miasta zmienionego w strefę wojny. Allen wyłączył odbiornik po godzinie. Ci wszyscy niewinni ludzie którzy wstali tego ranka zupełnie jak ja i poszli do pracy jak każdego innego dnia, po prostu umarli w ten sposób? Jeśli takie coś może się zdarzyć, to nam mówi, że wszystko może się zdarzyć. Nikogo stamtąd nie znałem, ale to tak ciężkie i raniące uczucie kiedy pomyśli się o rodzinach tych wszystkich ludzi – powiedział.
Nieco ponad miesiąc później, 13 października, przeżył kolejną tragedię. Gorszą niż śmierć Tony’ego Clarka, bo zupełnie niespodziewaną. Dotarły do niego wieści, że jego najlepszy przyjaciel, Rashann „Ra Boogie” Langford – kluczowy członek Cru Thik – został zastrzelony w Hampton w Virginii, a jego ciało porzucono na ulicy. W autobiografii „Misunderstood” Iverson wyjawił, że tego dnia miał być z przyjacielem, by wspólnie obejrzeć walkę Mike’a Tysona z Brianem Nielsenem. Z jakiegoś powodu koszykarz spóźnił się jednak na samolot. „Ra” poszedł do klubu w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Hampton. Tam niewinnie zażartował z towarzysza swojego znajomego. Urażony mężczyzna śledził ich po wyjściu z lokalu. Korzystając z momentu, gdy Langford został sam w samochodzie, otworzył drzwi i oddał trzy strzały. „Ra” wykrwawił się na chodniku. Wstrząśnięty gwiazdor powiedział swojemu ochroniarzowi: Nie chciałbym umrzeć tak nagle, leżąc na ziemi, wykrwawiając się na śmierć wokół przechodzących obok ludzi (…) Nie chcę, żeby ktoś mówił Tawannie i moim dzieciom, że umarłem w taki sposób, z powodu jakiegoś głupstwa.
Wtedy właśnie AI postanowił zaopiekować się trójką dzieci Langforda. Poszedłem spać mając dwójkę dzieci. Obudziłem się z pięcioma — wspominał. W książce dodał: Ostatecznie zapłaciłem za ich dom, samochód, szkoły. Jak mógłbym tego nie zrobić? Jeśli to czyni mnie nieodpowiedzialnym za moje pieniądze, to w porządku. Odnosząc się do krytyki dotyczącej marnotrawienia majątku na znajomych z getta, napisał: Przez całe życie, po jednej stronie miałem dom, dorastanie, moich ludzi. Po drugiej koszykówkę i wszystko co z tym związane. Jedna strona zawsze oddziaływała na drugą i odwrotnie. Jednej rzeczy, której nigdy nie zrobiłem, której odmawiałem, to odpuszczenie tej części związanej z domem. Każdy mnie do tego zachęcał. Milion razy mówili mi, żebym zapomniał, szedł dalej. Ale jakbym mógł zostawić w przeszłości ludzi i miejsca, które mnie od początku chroniły? Ludzi i miejsca które stały się podstawą tego, kim jestem?
Szósty sezon 2001-02. Po niespodziewanym odejściu Pata Croce’a z organizacji, Larry Brown zdecydował się pozostać na swoim stanowisku. Rozgrywki, mimo rozbudzonych apetytów po udziale w finałach, nie zaczęły się dobrze, jakby chemia w zespole zaczęła parować wraz z odejściem Croce’a. NBA zalegalizowano obronę strefową, co pozwoliło rywalom mocniej skoncentrować się na powstrzymywaniu Iversona. Ten, ze względu na letnie operacje i rehabilitację, musiał opuścić pięć pierwszych meczów. Sixers, pozbawieni kontuzjowanych Aarona McKie i Erica Snowa, przegrali wszystkie te spotkania – nie pomógł powracający do klubu Derrick Coleman. W trzecim tygodniu rozgrywek Iverson, mimo bólu w łokciu, wrócił do gry i poprowadził zespół do siedmiu kolejnych zwycięstw, zgarniając tytuł Gracza Tygodnia, pierwszy z czterech w tym sezonie. Zaczął występować z czarną opaską na ramieniu z napisem „Rasaan” – prezentem od Gary’ego Moore’a. Dotykał jej przed każdym rzutem wolnym. Choć AI grał na wysokim poziomie, Sixers nie potrafili utrzymać stałej formy. Tymczasem w listopadzie Iverson podpisał dożywotni kontrakt z Reebokiem wart około 121 milionów dolarów.
„The Answer” zapowiedział, że do przerwy na Mecz Gwiazd wyprowadzi drużynę na plus i słowa dotrzymał. Przełom nastąpił właśnie w styczniu: 7 stycznia zanotował pierwsze w karierze triple-double (30 punktów, 11 asyst, 10 zbiórek), a 15 stycznia w starciu z Houston Rockets rzucił rekordowe w karierze 58 punktów (czwarty wynik w historii klubu), trafiając wszystkie 14 prób z linii rzutów wolnych i dokładając 6 asyst. Pomiędzy 11 a 19 stycznia zaliczył serię 24 celnych rzutów wolnych z rzędu. Za ten okres otrzymał tytuł Gracza Miesiąca.
Występ w Meczu Gwiazd w Filadelfii był tym razem nieudany (5 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty), a dodatkowo Iverson i Michael Jordan zostali ukarani grzywną 10 000 dolarów za opuszczenie spotkania z mediami na rzecz rozmów z fanami. Nagrodę MVP zgarnął pochodzący z Philly Kobe Bryant, którego miejscowi kibice wygwizdali. Allen stanął w jego obronie: Myślę, że buczenie było złe i czuję się źle razem z nim. Myślałem, że wiele osób powinno poczekać i chwilę się zastanowić – co, jeśli to ich dziecko by tu wyrastało? Ale tak to jest w tym zawodzie (…) Gram w Philly od sześciu lat i czasem buczeli na nas już w pierwszej kwarcie, jeśli sprawy nie szły dobrze.
1 marca Larry Brown ukarał swoją gwiazdę za spóźnienie, wystawiając go z ławki (pierwszy raz od debiutanckiego sezonu), co AI skwitował zdobyciem 43 punktów. Dikembe Mutombo, mimo tarć na treningach, określał relację Browna i Iversona jako więź ojca z synem. Sam trener przyznawał: Musimy poradzić sobie z tym wspólnie. Jeśli tego nie zrobimy, a Pata nie ma, wszyscy zwalą winę na nas dwóch. Niestety w meczu z Bostonem Iverson złamał lewą rękę, co wykluczyło go z gry do końca sezonu zasadniczego. Bez lidera Sixers odpadli z walki o czołówkę, lądując na piątym miejscu na Wschodzie.
Iverson wrócił na play-offs wcześniej, niż zalecali lekarze. Jego forma była jednak chwiejna. W drugim meczu Sixers prowadzili po serii 14-2 dzięki McKie, ale gdy Iverson wszedł z ławki, spudłował 5 z ostatnich 7 rzutów (łącznie 11/30 z gry), a Philly przegrała 85–93. Choć AI zdołał doprowadzić do stanu 2–2 (m.in. dzięki 42 punktom w jednym ze starć), w decydującym piątym meczu Sixers zostali rozgromieni. Paul Pierce był nie do zatrzymania (46 pkt, 8/10 za trzy), podczas gdy Iverson (11/24) i Snow (2/12) zawiedli. Aaron McKie podsumował to gorzko: Ja zawsze byłem otoczony gwiazdami. Ale on jest w tej lidze zupełnie sam. Jeden z graczy Celtics dodał: Oni są wszystkim poza drużyną, którą oglądałem w zeszłym roku. Mają Allena Iversona, ale cała reszta jest inna.
Pod względem statystyk był to rekordowy sezon Allena Iversona. Ponownie został Królem Strzelców z najlepszą w karierze średnią 31.4 ppg (lepszy w historii Sixers był tylko Wilt Chamberlain – 33.5 ppg). Przewodził lidze także w przechwytach (2.8 spg) oraz minutach (43.7 mpg), stając się jedynym graczem NBA liderującym w trzech różnych kategoriach. Przez opuszczenie 22 meczów trafił jednak dopiero do Drugiej Piątki NBA.
Problemy w offseason. Po nieudanej serii z Celtics Larry Brown nie gryzł się w język: Uważam, że ich gwiazdy myślą o wygraniu, a nie o zdominowaniu meczu. Brown, zamiast wyjaśnić to z Iversonem w cztery oczy, rzucił te słowa prosto do mediów, co rozwścieczyło koszykarza i po raz kolejny pogorszyło ich relacje. AI poczuł, że zarząd przestał go traktować jak twarz organizacji. Od czasu zwolnienia poprzedniego agenta radził sobie sam, ale czując gęstniejącą atmosferę i widmo transferu, postanowił się zabezpieczyć. Zatrudnił Leona Rose’a, agenta swojego kumpla z drużyny, Aarona McKie. Skoro po ubiegłorocznym finale przeprowadziliśmy tak wiele zmian, to wszystko może się zdarzyć. Może mnie tu latem nie być. Wiem, że to biznes i kiedy dzieje się źle, pierwszą myślą jest przebudowa… Zawsze mówiłem, że chcę być graczem Sixers do końca kariery i nie dam się stąd wyrzucić. Ale jeśli ludzie uznają, że pozbycie się mnie wyjdzie zespołowi na dobre, niech podejmą tę decyzję — komentował gorzko Allen.
Czarne chmury zebrały się nad nim także poza boiskiem. Po burzliwej kłótni z żoną Iverson wyrzucił ją z domu, a szukając jej później, miał rzekomo wtargnąć do mieszkania jej kuzyna z bronią w ręku. Szybko jednak okazało się, że oskarżenia są „szyte grubymi nićmi”. Zeznania świadków były sprzeczne, a policję wezwano dopiero 11 godzin po całym zajściu. Na jaw wyszło, że jeden z oskarżycieli żądał od Allena 100 tysięcy dolarów za milczenie, a drugi – zamiast czuć się sterroryzowanym – na widok gwiazdora pobiegł po kartkę i długopis, by zdobyć autograf. AI przyznał, że rzeczywiście był w domu kuzyna, ale zaprzeczył obecności pistoletu, którego nigdy nie znaleziono. Prokuratora postawiła Iversonowi aż 14 zarzutów, cztery ciężkie, za które groziło mu maksymalnie 54 lat więzienia. Z braku jakichkolwiek dowodów sprawa jednak upadła już na wstępnym przesłuchaniu, na które oskarżony przyszedł w t-shircie z wizerunkiem zmarłego przyjaciela i napisem „Cru Thik Superstar”. Mimo zwycięstwa w sądzie, wizerunek lidera Sixers mocno ucierpiał – świat obiegło jego zdjęcie z policyjnej kartoteki: zmęczone, potargane i niewyspane. Media w Filadelfii nie miały litości. „Philadelphia Daily News” pisała: Zbyt wiele pieniędzy, zbyt wiele wolności, zbyt wiele talentu, by był w stanie usłyszeć słowo NIE. Nawet Jay Leno drwił w swoim talk-show, zapowiadając nową kolekcję Reeboka pod nazwą „Uwięziony”. Paradoksalnie, ta nagonka tylko umocniła kult Iversona wśród kibiców. Fani masowo kupowali koszulki „Free Iverson” i „The Answer Is Not Guilty”, widząc w nim prześladowanego idola, który znów musi walczyć z systemem.
Practice? Mimo wszystkich zawirowań tamtego lata, świat zapamiętał Iversona głównie przez jeden wywiad po sezonie 2001-02. Choć w historii sportu nie brakowało dziwnych, zabawnych albo kontrowersyjnych wypowiedzi, Allen trafił na najgorszy możliwy moment: narodziny nowoczesnego internetu. Serwis YouTube! sprawił, że to nagranie stało się globalnym wiralem, doczekało się dziesiątek parodii (także w wykonaniu samego Iversona – lata później) i weszło do kanonu popkultury. Co jednak wydarzyło się naprawdę? Podczas konferencji dziennikarze wielokrotnie sugerowali, że słabsza forma Sixers to efekt opuszczania przez Allena treningów. W końcu „The Answer” pękł, a słowo „practice” (trening) stało się refrenem jego frustracji:
If a coach say I missed practice, and y’all hear it, then that’s that. I might’ve missed one practice this year. But if somebody says, 'He doesn’t come to practice – it can be one practice, out of all the practices this year – then that’s enough. … But it’s easy to talk about, it’s easy to sum it up when you just talk about practice. We sittin’ in here, I’m supposed to be the franchise player, and we in here talkin’ about practice. I mean listen, we talkin’ ’bout practice. Not a game, not a game, not a game. We talkin’ about practice. Not a game, not a, not a, not the game that I go out there and die for, and play every game like it’s my last. Not the game. We talkin’ bout practice, man. I mean how silly is that? We talkin’ bout practice. I know I’m supposed to be there, I know I’m supposed to lead by example. I know that, and I’m not shovin’ it aside, you know, like it don’t mean anything. I know it’s important, I do. I honestly do. But we talkin’ bout practice, man. What are we talkin’ about? Practice? We talkin’ about practice, man. We talk – we talkin’ bout practice. We talkin’ bout practice! We ain’t talkin’ bout the game, we talkin’ bout practice, man. When you come into the arena, and you see me play, you see me play, don’t you? You see me give everything I got, right? But we talkin’ bout practice right now. [Reporter przerwał Iversonowi zaznaczając, że to Larry Brown poruszył ten temat wcześniej.] We talkin’ bout practice. Man look, I hear you, it’s funny to me too. I mean, it’s strange, it’s strange to me too. But we talkin’ bout practice, man. We not even talkin’ bout the game, the actual game, when it matters. We talkin’ bout practice.
Po latach Larry Brown przyznał, że żałuje swojej nieobecności na tym spotkaniu – wierzył, że zdołałby uspokoić Allena. Sam Iverson, kończąc karierę, wyjaśnił: Powtarzałem to wszystko i nie cofnąłbym tych słów. Dziennikarze nie wiedzieli, że właśnie zabito mojego najlepszego przyjaciela. Nie spytaliście, dlaczego byłem wściekły. Ta konferencja nie była o treningach – była o tym, czy Sixers mnie wytransferują.
W 2013 roku Gary Payton dorzucił ciekawą anegdotę: Byliśmy kiedyś gdzieś latem, dobrze się bawiliśmy. Trochę za dużo wypiliśmy. Allen spytał mnie jak ja to robię, że utrzymuję ciało w tak dobrej formie, ale jednocześnie nie cierpię fizycznie z tego powodu i mam siłę ciągle przebywać na parkiecie. Powiedziałem mu prawdę. Powiedziałem, że mój trener George Karl nie pozwalał mi trenować. Potem Payton zastanawiał się, czy Iverson nie wziął tego zbyt dosłownie, zapominając, że Larry Brown ma zupełnie inne podejście. Kolejne lata przyniosły nowe fakty. Billy King (były GM Sixers) wspominał, że gdy Allen nie był w pełni zdrowy, wolał opuszczać treningi, ale nie mecze: Kiedy był kontuzjowany, a my wiedzieliśmy, że nie może grać, to chowaliśmy jego koszulki. Wiedzieliśmy, że będzie ich szukał w szatni, więc zamykaliśmy je tam, gdzie nie mógł ich dostać. Raz, w Nowym Jorku, miał swoją koszulkę, ale nie miał żadnych butów. Próbował więc wysłać chłopaka od podawania piłek do Foot Lockera za rogiem. „Kup mi któreś z ich Reeboków, mogę w nich grać” – powiedział. A potem wskazał kogoś z personelu: „Jaki rozmiar nosisz? Daj mi swoje buty” bo tak bardzo chciał grać w tym spotkaniu.
Pełny kontekst Iverson przedstawił dopiero w autobiografii „Misunderstood” z 2025 roku, którą zaczął właśnie od poruszenia tematu feralnej konferencji prasowej. Przyznał, że przed wyjściem do mediów dostał od Kinga i Browna gwarancję, iż zostaje w Philly. Miał się tą radością podzielić, ale nagonka dziennikarzy go złamała. Szczerze mówiąc, nigdy nie mogłem się z nimi dogadać. Nigdy mi się to nie udawało. Te sukinsyny mówiły światu, jaki ze mnie okropny człowiek, odkąd byłem dzieckiem — napisał. W tym samym czasie w Virginii toczył się proces mordercy „Ra” Langforda. Allen był więc myślami gdzie indziej, a media zamiast pytać o tą tragedię albo o przyszłości Sixers, wolały pytać o spóźnienia i treningi. Wówczas nie zdawał sobie sprawy, że ta konferencja zdefiniuje jego karierę tak samo jak najsłynniejsze zagrania czy hip-hopowy styl. Żałuje natomiast, że świat zapomniał o jego najważniejszym zdaniu z tamtego dnia: Czułem, jakby wszystko w moim życiu się waliło. Jestem człowiekiem, tak jak wy. Krwawicie tak, jak ja krwawię, płaczecie tak samo jak ja płaczę, w ten sam sposób możecie być zranieni.
Siódmy sezon 2002-03. Chociaż Iversonowi udało się wybrnąć z problemów prawnych, los nie przestał rzucać mu kłód pod nogi. Na kilka dni przed meczami przedsezonowymi, podczas jednego z treningów, Allen złamał palec u ręki. Sixers przegrali pierwsze spotkanie kontrolne i wszystko wskazywało na to, że bez lidera – podobnie jak rok wcześniej – będą bezradni. Gwiazdor miał jednak inny plan. Mimo niezaleczonego urazu, z grubym bandażem na dłoni, postanowił grać, by jak najszybciej zgrać się z nowymi kolegami. Rozczarowany faktem, że rekordowe statystyki z poprzedniego roku nie uchroniły zespołu przed odpadnięciem w pierwszej rundzie, Iverson postanowił ewoluować. Chciał oddawać mniej rzutów, a częściej kreować okazje partnerom. Liczył zwłaszcza na wsparcie sprowadzonego latem Keitha van Horna, który miał odciążyć go w zdobywaniu punktów.
Początek sezonu był imponujący – bilans 15-4 dawał nadzieję na wielkie rzeczy. Iverson zdobywał średnio o 3-4 punkty mniej niż zwykle, ale jego gra stała się niezwykle wszechstronna. Niestety, przełom grudnia i stycznia przyniósł drastyczny spadek formy całej drużyny. Mimo solidnej postawy Iversona, Snowa i Colemana, van Horn zaczął zawodzić, a Sixers przegrali 9 z 10 kolejnych spotkań. Ostatecznie, dzięki mocnemu finiszowi, wygrali 48 meczów, co dało im drugie miejsce w Atlantic Division i czwartą lokatę na Wschodzie – zaledwie cztery zwycięstwa za liderem konferencji.
Zgodnie z nowymi założeniami, pod względem strzeleckim był to dla Allena „najchudszy” rok od czterech lat. 5 marca przeciwko Pistons zdobył zaledwie 5 punktów, co zakończyło jego serię 186 meczów z dwucyfrowym dorobkiem. 4 kwietnia w starciu z Rockets zanotował tylko 8 oczek, a 8 stycznia, po raz pierwszy od czterech lat, opuścił boisko za sześć fauli w meczu z Detroit.
W innych spotkaniach jednak wciąż magnetyzował publiczność. Na przełomie listopada i grudnia dwukrotnie z rzędu został Graczem Tygodnia. 18 grudnia w meczu z Wolves zanotował 41 punktów i 4 przechwyty. 6 stycznia przeszedł do historii klubu, rzucając 22 punkty w samej trzeciej kwarcie meczu z Pacers i bijąc tym samym rekord Juliusa Ervinga (21 punktów). Dwa dni później, w starciu z Lakers, wyrównał rekord kariery, przechwytując 9 piłek. Kolejne popisy to 41 punktów przeciwko Cavs (21 lutego) oraz 40 oczek bez ani jednej straty w meczu z Sonics (7 marca). Bliski triple-double był 29 marca przeciwko Hawks (38 punktów, 9 asyst, 8 zbiórek), a sezon zwieńczył swoim najlepszym wynikiem punktowym – 42 oczkami zdobytymi przeciwko Magic (31 marca).
Siódmy sezon AI zakończył ze średnią 27.6 ppg (trzeci wynik w lidze). Po raz trzeci z rzędu przewodził NBA w przechwytach (2.74) oraz minutach (42.5). Liczba 225 przechwytów w sezonie stała się nowym rekordem klubu. W końcówce rozgrywek Iverson stał się prawdziwym generałem parkietu – w ostatnich 19 meczach notował średnio 7.8 asysty, a rekordy sezonu (po 12 podań) ustanawiał na przełomie marca i kwietnia. Co najważniejsze – po raz pierwszy w karierze rozegrał wszystkie 82 mecze.
Prawdziwa eksplozja nastąpiła jednak w play-offs, gdzie Allen notował 31.4 ppg i rekordowe w karierze 7.4 apg. Już na otwarcie pierwszej rundy przeciwko Hornets rzucił kosmiczne 55 punktów, ustanawiając rekord indywidualny oraz rekord organizacji (szósty wynik w historii play-offs NBA). W drugiej rundzie przeciwko Pistons zaliczył dwa występy z rzędu z double-double w punktach i asystach (36/11 oraz 25/11), co ostatni raz w barwach Philly udało się Johnny’emu Dawkinsowi w 1990 roku. Dzięki jego heroicznej postawie, Sixers po przegraniu dwóch pierwszych spotkań, byli w stanie doprowadzić do remisu 2-2. Niestety po zaciętej walce odpadli z dalszej rywalizacji. Po tym niepowodzeniu ze swojego stanowiska zrezygnował trener Larry Brown.
Allen Iverson w Dream Teamie. Podczas off-season Allen Iverson dostąpił wielkiego zaszczytu. Po raz pierwszy w karierze założył koszulkę reprezentacji USA, by w sierpniu, jako filar Dream Teamu, walczyć w eliminacjach do igrzysk olimpijskich w Portoryko. Sam koszykarz nie krył wzruszenia: Nigdy nie przypuszczałem, że chłopak taki jak ja, wychowany w getcie, doczeka kiedyś tej chwili. Amerykanie przeszli przez turniej jak burza, wygrywając wszystkie 10 spotkań. Iverson, mimo kontuzji kciuka, wystąpił w 8 z nich, walnie przyczyniając się do zdobycia złotego medalu. Wyraźnie cieszył się z faktu, że w tak naszpikowanym gwiazdami składzie nie musi być „pierwszą strzelbą” każdego wieczoru: Szczerze myślę, że moja rola w tej drużynie będzie bardzo łatwa, ponieważ nie będę już musiał robić tylu rzeczy, co w przeszłości. To zupełnie inny zespół niż Philadelphia 76ers. Tutaj nie muszę dawać z siebie aż tyle, więc skoncentruję się na obronie bardziej niż na czymkolwiek innym.
Allen faktycznie skupił się na kreowaniu gry i defensywie, rzucając głównie z „czystych” pozycji. Potwierdził tym samym, że egoizm z początku kariery to już przeszłość. W całym turnieju notował średnio 14.3 ppg przy znakomitej skuteczności (56% z gry, 53% za trzy i 81% z wolnych), co dawało mu drugie miejsce w zespole za Timem Duncanem (15.6 ppg). Dołożył do tego 3.7 apg (drugi wynik po Jasonie Kiddzie), najlepsze w drużynie 1.6 spg oraz 2.5 rpg, spędzając na parkiecie średnio 22.9 minuty. Dominacja USA była miażdżąca – rzucali przeciętnie 101.7 punktu, tracąc zaledwie 70.8. Iverson zebrał mnóstwo pochwał od dziennikarzy i kolegów z parkietu, ale nie byłby sobą, gdyby przy okazji nie wykręcił historycznego wyniku. W meczu przeciwko Kanadzie urządził sobie prawdziwy festiwal strzelecki, zdobywając 28 punktów. Aż 21 z nich rzucił w samej trzeciej kwarcie, trafiając aż 7 na 8 rzutów za trzy punkty. Stał się tym samym rekordzistą reprezentacji USA pod względem punktów w jednej kwarcie, w całym meczu oraz liczby celnych „trójek”.
Ósmy sezon 2003-04. Mimo sukcesów w kadrze, Iverson wciąż nie spełnił swojego największego marzenia o mistrzowskim pierścieniu. To pchnęło go do jeszcze cięższej pracy – cały czerwiec i lipiec poświęcił na poprawę kondycji i budowę muskulatury, co było u niego nowością widoczną gołym okiem. Władze klubu również nie próżnowały: pozbyto się rozczarowującego van Horna, a w jego miejsce sprowadzono Glenna Robinsona, który miał być drugą strzelbą zespołu. Allen był zachwycony: Sixers są o 100% lepszą drużyną niż przed rokiem i najsilniejszą, odkąd tutaj jestem — deklarował. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna – nękany kontuzjami zespół, prowadzony przez Randy’ego Ayersa, a następnie Chrisa Forda, poniósł klęskę, po raz pierwszy od lat nie kwalifikując się do play-offs.
Dla Iversona był to sezon pełen sprzeczności. Z jednej strony liczby biły na alarm: rozegrał tylko 48 spotkań, notując najniższą średnią punktów od sześciu lat (26.4 ppg), najgorszą skuteczność w karierze (38.7%) oraz rekordową od czasów debiutu liczbę strat (4.35). Jako lider zawiódł – nie potrafił już w pojedynkę wciągnąć drużyny do ósemki, a sytuację pogarszały otwarte konflikty z nowym trenerem, Chrisem Fordem, do którego AI czuł wyraźną niechęć. Z drugiej jednak strony, Allen grał momentami niezwykle dojrzale. Częsty powrót na pozycję rozgrywającego zaowocował najlepszą od debiutanckiego sezonu średnią asyst (6.8 apg). Słabsza skuteczność i straty były w dużej mierze pokłosiem gry z niezaleczonymi urazami oraz braku rytmu meczowego przez ciągłe przerwy. Choć statystycznie był drugim strzelcem i najlepszym przechwytującym ligi, nie uwzględniono go w oficjalnych rankingach końcowych – zabrakło mu rozegranych meczów (48 zamiast wymaganych 70) oraz odpowiedniej liczby punktów i przechwytów.
Mimo tych trudności, Iverson wciąż miewał przebłyski geniuszu. W listopadzie został Graczem Tygodnia, a w swoim piątym występie w Meczu Gwiazd rozdał rekordowe na boisku 11 asyst. 29 listopada rzucił 50 punktów (jego rekord sezonu), 17 lutego zaliczył rekordowe 14 asyst, a dwa dni później po raz 50. w karierze przekroczył granicę 40 oczek w jednym meczu.
Allen Iverson olimpijczykiem w Atenach. W 2004 roku, po ósmym sezonie w NBA, Iverson dostąpił zaszczytu reprezentowania USA na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach. Choć amerykańscy kibice tradycyjnie liczyli na złoto, kadra wróciła do kraju zaledwie z brązem, co wywołało falę krytyki i drwin. Był to pierwszy raz od 1988 roku (i od powstania legendarnego „Dream Teamu”), kiedy zawodowcy z NBA nie stanęli na najwyższym stopniu podium.
Skąd ta klęska zespołu naszpikowanego talentami takimi jak Iverson, Tim Duncan czy młody Carmelo Anthony? Przyczyn było wiele. Kadra była osłabiona odmowami wielu ligowych gwiazd, które wynajdowały przeróżne wymówki, by zostać w domu, i kompletnie nieprzygotowana do gry według przepisów FIBA. Brakowało zgrania – Amerykanie spotkali się niemal „z marszu”, podczas gdy trzony innych reprezentacji grały ze sobą od lat. Dodatkowo, ze względu na zagrożenie terrorystyczne, zawodnicy USA mieszkali na luksusowym statku wycieczkowym w porcie, odizolowani od wioski olimpijskiej i atmosfery igrzysk. Wieczory spędzane na hazardzie i kartach nie sprzyjały budowaniu chemii, a pewność siebie granicząca z arogancją sprawiła, że złoto wzięto za pewnik. Tymczasem reszta świata nie tylko dogoniła USA pod względem czystego talentu, ale wręcz przegoniła w determinacji i dyscyplinie taktycznej. Po tej lekcji Amerykanie na dobre porzucili nazwę „Dream Team” i wyciągnęli wnioski, tworząc cztery lata później „Redeem Team”.
W samym turnieju Allen Iverson, który jako jeden z nielicznych potraktował go jak misję, był jasnym punktem zdetronizowanej ekipy. Ze średnią 13.8 ppg był najlepszym strzelcem, przewodził w minutach (27.1 mpg), był drugim podającym (2.5 apg) i trzecim przechwytującym (1.3 spg). Jako jedyny członek drużyny w każdym z ośmiu meczów zanotował dwucyfrową zdobycz punktową. Był też najgroźniejszy z dystansu, trafiając 15 trójek (36% skuteczności).
W przeciwieństwie do kolegów, którzy zostali w domu, Iverson podkreślał, że bycie olimpijczykiem to jego spełnione marzenie. Byłoby ciężko wracać do domu bez niczego. Cieszę się, że zdobyliśmy brąz. Szczerze mówiąc, tak wygląda prawdziwe życie. Ludzie nie rozumieją, jak Smarty Jones mógł przegrać swój ostatni wyścig albo jak Muhammad Ali mógł przegrać walkę. Nie rozumieją też, jak ciężko się tutaj grało (…) Ten medal i sam fakt reprezentowania kraju znaczą dla mnie bardzo dużo — mówił tuż po turnieju. Lata później, już po zakończeniu kariery, zdobył się na większą szczerość: To bolało, bo brałem w tym udział. To będzie mnie zawsze prześladować, bo marzyłem o złocie. Ale biorę życie takim, jakie jest. Nic z tych rzeczy, które osiągnąłem, nie przytrafiło się ludziom z miejsca, z którego pochodzę. Więc choć to mnie wciąż gryzie, dziękuję Bogu za szansę, jaką dostałem.
Dziewiąty sezon 2004-05. To był jeden z najbardziej spektakularnych i wszechstronnych sezonów w całej karierze Allena Iversona, który był liderem totalnym i w każdym meczu grał jak natchniony. Po trzydziestce wciąż był najszybszym zawodnikiem w lidze, zyskując jeszcze boiskową mądrość. W sezonie zasadniczym notował 30.7 ppg, 7.9 apg, 4.0 rpg oraz 2.4 spg. Jeszcze wyższy bieg wrzucił w play-offs, gdzie wykręcił średnie na poziomie 31.2 ppg i aż 10.0 apg przeciwko elitarnej obronie Detroit Pistons.
Lista jego indywidualnych osiągnięć jest oszałamiająca: trzykrotnie trafiał rzuty na wagę zwycięstwa w ostatnich sekundach, w tym zaliczył swój pierwszy w karierze „game-winning buzzer beater”. Pobił życiowe rekordy w asystach, skuteczności za dwa punkty oraz rzutach wolnych, miał trzeci najwyższy procent rzutów za trzy w karierze. Po raz czwarty zasiadł na tronie króla strzelców NBA, dołączając do elitarnego grona, w którym zasiadali jedynie Wilt Chamberlain, Michael Jordan i George Gervin. Był piątym asystentem i drugim „złodziejem” ligi, stając się pierwszym graczem w historii, który jednocześnie znalazł się w pierwszej piątce klasyfikacji punktów, asyst i przechwytów. Jako zaledwie czwarty zawodnik w dziejach NBA utrzymał średnią powyżej 30 punktów i 7.5 asysty w jednym sezonie. Ustanowił nowy rekord życiowy (60 punktów przeciwko Orlando Magic) oraz rekordy asyst (dwukrotnie po 16 podań). Dziewięć razy rzucał powyżej 40 punktów, wygrywając osiem takich spotkań. Zanotował aż 24 double-double, co było jego najlepszym wynikiem w karierze. W międzyczasie odebrał nagrodę MVP All-Star Game, został Graczem Miesiąca i czterokrotnie Graczem Tygodnia. Bez niego Sixers wygrali zaledwie 2 z 7 spotkań.
Jednak ten sezon Allena to nie tylko suche liczby. Podobno wymusił na dosyć niekompetentnym zarządzie transfer Chrisa Webbera z Kings, chcąc w końcu mieć u boku partnera godnego walki o tytuł. To pod jego skrzydłami rozkwitły talenty Andre Iguodali czy Kyle’a Korvera. Ten drugi wspominał w 2019 roku: Z biegiem lat coraz bardziej rozumiem, jak ważna była dla mnie jego obecność na początku kariery. On naprawdę wziął mnie pod swoje skrzydła, zmuszał do oddawania rzutów i przeprowadzania akcji. To wsparcie i szeptanie mi do ucha, żebym rzucał, było kluczowe dla mojej przyszłości.
Gdyby Sixers, pod wodzą nowego szkoleniowca Jima O’Briena, wygrali więcej niż 43 spotkania w rozgrywkach, nagroda MVP sezonu trafiłaby z pewnością prosto w ręce Iversona. Niestety, ten medal miał też drugą stronę – od tego sezonu Allen został na stałe przesunięty na pozycję rozgrywającego i już nigdy więcej nie wygrał żadnej serii w play-offs, zaczynając od porażki 1-4 z Pistons, późniejszymi finalistami NBA. Latem, po konflikcie z zarządem, stołek trenera stracił O’Brien na rzecz Maurice Cheeksa.
Dziesiąty sezon 2005-06. Co można powiedzieć o grze Allena Iversona w sezonie 2005-06? Niemal wszystko mówią jego fenomenalne statystyki. Choć na pierwszy rzut oka przypominały te z poprzednich lat, były to rozgrywki pod wieloma względami przełomowe. Iverson wszedł na jeszcze wyższy poziom; wykręcił najwyższą w karierze średnią 33.0 ppg i mimo opuszczenia dziesięciu spotkań, rzucił rekordowe dla siebie 2 377 punktów w sezonie. Gdyby nie kosmiczne 35.4 ppg Kobe Bryanta, Allen po raz piąty zostałby Królem Strzelców NBA. Duet z Chrisem Webberem był zabójczo skuteczny – panowie zdobywali łącznie ponad 50 punktów na mecz, co w Philadelphii nie zdarzyło się od czasów duetu Chamberlain-Greer w 1966 roku. AI błysnął też skutecznością: 44.7% z gry oraz 32.2% za trzy to jedne z jego najlepszych wyników w karierze. Łącznie 15 razy przekraczał granicę 40 oczek, a jego punktowy rekord sezonu padł w starciu z Hawks (53 punkty).
Choć średnia asyst nieco spadła (7.4 apg – 8. lokata w lidze), Iverson wciąż świetnie kreował grę. Zaliczając pięć występów z dorobkiem powyżej 40 punktów i 10 asyst, dołączył do elitarnego grona legend: Jordana, Robertsona, Archibalda i Westa. Co ciekawe, mimo ogromnego obciążenia, zanotował najmniej strat od pięciu lat (3.44 tpg). Był też najczęściej faulowanym graczem w lidze, co przypłacał kolejnymi sińcami, ale niezmiennie prowadził zespół, dzieląc się piłką z Webberem i próbując wprowadzić w dorosłą koszykówkę młodych: Iguodalę, Korvera i Dalemberta. W sytuacjach kryzysowych Allen starał się dawać przykład: nadzwyczaj chętnie przychodził na wszystkie treningi i publicznie brał w obronę kolegów po porażkach pod tablicami. Nie obyło się jednak bez kontrowersji, jak przedwczesne opuszczenie boiska w jednym z przegranych meczów czy spóźnienie z Webberem na przedostatnie spotkanie sezonu, tradycyjnie rozdmuchane przez lokalne media.
Niestety, mimo tak potężnego lidera, uniknięcia poważnych kontuzji i składu, w którym figurowali Webber, Iguodala, Korver, a nawet młodzi Lou Williams i Matt Barnes, Sixers sensacyjnie nie awansowali do play-offs. Webber, spowolniony kontuzjami, był już cieniem dawnego gracza. Reszta talentów, wciąż niedoświadczona, długie i pełne sukcesów kariery miała dopiero przed sobą. Sixers radzili sobie całkiem dobrze w zdobywaniu punktów (8. miejsce w lidze), ale fatalnie bronili (25. miejsce w lidze pod względem straconych punktów). Nie pomógł fakt, że po odejściu Larry’ego Browna, Cheeks był ich czwartym trenerem w zaledwie trzy lata. Bilans 38-44 dał filadelfijczykom tylko dziewiąte miejsce na Wschodzie.
Warto zauważyć, że ten sezon zaczął się od wojny o wizerunek. Po słynnej bójce w Detroit liga, rękami Davida Sterna, wprowadziła rygorystyczny „dress code”. Stern chciał „korporacyjnego” wyglądu, by odciąć się od kultury hip-hopu i udobruchać sponsorów. Iverson, jak można się spodziewać, protestował najgłośniej, stąd nieoficjalnie nazwa „Reguła Allena Iversona”. Allen wspominał, że garnitury musiał nosić u trenera Thompsona w Georgetown tylko dlatego, że nie miał pieniędzy na inne ubrania. Gdy tylko poczuł wolność w NBA, chciał być sobą. W autobiografii „Misunderstood” podsumował to bez ogródek: Skurwysyny wprowadzili dress code, nakazując kołnierzyki i marynarki, a zakazując tenisówek, dżinsów, koszulek bez rękawków i łańcuchów. Dla mnie to wyglądało nieprawdziwie. Kiedy szedłem grać w kosza, nie miało sensu ubieranie się jak biznesmen. Nie miałem powodu zakładać garnituru na boisko albo siłownię. A po meczach jeździłem do klubów – kto ubiera garnitur do klubu? Tam, gdzie dorastałem, garnitur zakładało się do kościoła, na pogrzeb albo na odczytanie wyroku. Tym razem zawodnik nie był sam. NBA zarzucano próbę kontroli afroamerykańskiej kultury i krytykowano swoisty podział na klasy. Ograniczenia poluzowano dopiero około 2013 roku; wtedy zaczęto na dobre dopuszczać preferowany przez Allena formalny styl w wersji mody luksusowej, co doprowadziło do tego, że dzisiaj liga jest nazywana – pozytywnie lub nie – rewią mody.
Jedenasty sezon 2006-07. Sixers ponownie przystąpili do rozgrywek bez realnych wzmocnień – Billy King przespał lato, wykazując się niemal całkowitą biernością na rynku transferowym. Mimo to sezon zaczął się obiecująco: trzy zwycięstwa z rzędu rozbudziły apetyty kibiców, a Iverson od razu wszedł na wysokie obroty, notując dwa double-double. Niestety czar szybko prysł i drużyna wróciła do starych grzechów z poprzednich lat. Coraz bardziej sfrustrowany Allen nie zamierzał już milczeć – otwarcie narzekał na metody trenera Maurice’a Cheeksa i coraz mocniej naciskał na władze klubu, by w końcu przebudowały skład. 24 listopada, tuż po powrocie po niegroźnym urazie, AI pokazał, że wciąż jest w stanie dominować, rzucając 46 punktów i dokładając 10 asyst w meczu przeciwko Chicago Bulls. Sixers mieli wtedy bilans 5-7 i, jak się później okazało, było to ostatnie zwycięstwo tej organizacji z Iversonem w składzie. Po tym spotkaniu nastąpiła seria czterech porażek, zwieńczona 6 grudnia upokarzającym laniem od tych samych Bulls (94-121). To był definitywny koniec – obie strony chyba już wiedział, że ta historia właśnie dobiegła końca.
Opuszczenie Philadelphii. Po kompromitującej porażce z Bulls Iverson udał się do gabinetu Billy’ego Kinga. Oświadczył wprost: ma dość sytuacji, w której jego nadludzki wysiłek jest marnowany przez bierność zarządu. Wersje tego, co wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami, do dziś się różnią. King twierdził, że AI zażądał transferu. Sam koszykarz wielokrotnie temu zaprzeczał: Nie wszedłem tam i nie powiedziałem: „Okej, dzisiaj chcę odejść”. Powiedziałem, że jeśli Sixers zamierzają kontynuować to, co robią, to nie jest to sytuacja dobra dla mnie. Sposób, w jaki prowadzą zespół, pozwoli im tylko na taką grę, jaką prezentują teraz. Nic się nie zmieni, jeśli oni niczego nie zmienią. Dzień później Billy King uciął spekulacje: Oddamy Allena do innego klubu. Nadszedł czas, aby się pożegnać. Nie ma sensu dłużej się męczyć. Właściciel klubu, Ed Snider, dodał krótko, że ostatni mecz Iversona w barwach Sixers przeszedł już do historii. Allen, choć rozżalony, przyznał mu rację: Kocham chłopaków i to miasto, ale najlepiej będzie, gdy odejdę. Szkoda, strasznie ciężko mi o tym mówić.
W mediach zawrzało. Iversona chciało u siebie ponad 20 klubów, a najpoważniejsze oferty spłynęły z Sacramento, Golden State, Miami czy obu drużyn z Los Angeles. Najbardziej zdeterminowani byli jednak Denver Nuggets. Podczas gdy trwały negocjacje, Sixers – już bez swojego lidera – przegrywali mecz za meczem, śrubując czarną serię do 12 porażek. Klubowa machina próbowała przy okazji zatarcia śladów po swojej ikonie: Iversonowi zabroniono przychodzić do hali, usunięto jego szafkę, a z przedmeczowych prezentacji zniknęły wszystkie akcje z jego udziałem. Finał nastąpił 19 grudnia: Allen Iverson oficjalnie został graczem Denver Nuggets. W ramach wymiany do Colorado powędrował też Ivan McFarlin, natomiast w drugą stronę trafili Andre Miller oraz stary znajomy Allena, Joe Smith (Sixers otrzymali także dwa wybory w drafcie). Statystyczny bilans 11 lat Iversona w Philly zapiera dech w piersiach: 28.1 ppg (19 583 punkty), 6.1 apg, 3.9 rpg i 2.3 spg w 697 meczach. W historii klubu ustępuje pod względem punktów jedynie Halowi Greerowi, a w przechwytach Maurice’owi Cheeksowi.
Na początku chciałbym podziękować Allenowi za te 11 lat – powiedział na konferencji prasowej Billy King. Myślę, że on dostarczył nam wszystkim wiele niezapomnianych chwil, prowadząc nas do Finału i zgarniając MVP, będąc dwukrotnym MVP podczas All-Star Game. Myślę, że on jest jednym z najlepszych graczy, którzy kiedykolwiek występowali na parkietach NBA i w imieniu organizacji pragnę podziękować za wszystko co dla nas uczynił. Allen Iverson oświadczył: Jestem bardzo szczęśliwy z powodu tego transferu. Styl gry Denver jest w stanie wykorzystać mój potencjał. Nie mogę się już doczekać gry z Carmelo, a także z resztą zespołu Nuggets, czy George Karlem, który jest prawdziwym zwycięzcą, po czym tuż po transferze na stronie „CrossOver Foundation” opublikował poruszający list do kibiców:
Moi fani zawsze byli ze mną, a teraz jest czas, kiedy potrzebuje tego szczególnie. Chciałbym, aby to co tutaj piszę było skierowane do moich prawdziwych kibiców. Chcę, abyście wiedzieli, że kocham tą grę, kocham być gotowy do wyjścia na boisko w moim stroju. Kocham wychodzić i grać te 82 mecze regularnego sezonu dając całe swoje serce, a nawet więcej, a wszystko to dla was drodzy kibice. Moim życzeniem było dać wam jeszcze więcej zwycięstw w post-season. Mojej rodzinie w Philadelphii pragnę powiedzieć: dziękuje za te wspaniałe 11 lat spędzonych razem. Modlę się do Boga o wszystko co najlepsze dla naszej przyszłości (…) Miasto Philadelphia będzie na zawsze częścią mnie i ja naprawdę je kocham, a także ludzi tutaj mieszkających. Tak czy inaczej, jestem gotowy do podjęcia wyzwania (…) Ci, którzy tak naprawdę mnie znają, wiedzą, że pragnę zwyciężać i wiedzą również, że chcę tego co najlepsze dla wszystkich. Będę kochał te wspomnienia i blisko 700 meczy, które rozegrałem dla Philadelphii, na zawsze. Poprzez całą moją karierę grałem z kontuzjami i chorobami. Uwielbiam przebywać na boisku zdeterminowany i zwyciężać. Właśnie dlatego to było takie ciężkie, kiedy powiedzieli, że nie mogę grać, mimo tego, że ja byłem gotowy. To boli nawet bardziej, kiedy mówią ci, żebyś nie przychodził w ogóle. Niemniej jednak, proszę wiedzcie, że każda z 29 082 minut, którą rozegrałem w barwach Sixers, była zaszczytem oraz przywilejem, o którym nigdy nie zapomnę.
