Mecz Sixers z Cavaliers przyciągnął z pewnością wielu obserwatorów. Niestety (dla kibica Sixers) nie ze względu samego spotkania, zapowiedzi ostrej, wyrównanej walki czy też innych fajerwerków, w których mógł mieć udział zespół z Filadelfii. Cavaliers zapowiedzieli powrót po kontuzji Kyriego Irvinga – młodego rozgrywającego, pierwszego wyboru draftu z 2011 roku. Irving wybiegł na parkiet od razu w pierwszej piątce gospodarzy, natomiast początkowy skład Sixers prezentował się następująco: Marshall, Canaan, Covington, Noel, Okafor.

Goście dobrze rozpoczęli mecz, trafili 5 z pierwszych 10 rzutów, wreszcie nieźle na rozegraniu grał Marshall, funkcjonowała nawet obrona, której tak brakowało w meczu z Knicks. Sixers mieli 5 punktów przewagi w połowie pierwszej kwarty, problem jednak w tym, że wtedy coś się zacięło. Obrona stała się dziurawa, brak pomysłu na grę ofensywną spowodował straty w trzech kolejnych posiadaniach. Wejście rezerwowej piątki a zwłaszcza dobrze grających Wrotena i Holmesa uspokoiło nieco grę Sixers i pozwoliło znów wyjść na prowadzenie pod koniec pierwszej kwarty (25-21). Sixers odważnie i argesywnie wchodzili pod kosz, ograniczając jednocześnie próby trójek.

W drugiej kwarcie Marshall zaczął się gubić przy rozegraniu, zespół zaliczył kolejne 3 straty w 4 minuty Q2. Coś przestało funkcjonować (może lepiej byłoby powiedzieć: wszystko przestało funkcjonować) i nie zaskoczyło już do końca meczu. Pierwszy kosz dla gości padł dopiero po 5 minutach. Rozegrał się James a Sixers mieli autentyczne problemy z trafianiem czegokolwiek. Drużyna z Cleveland miała za sobą serię punktową 26-7 a Szóstki traciły piłkę za piłką (Marshall i Wroten). W końcu na parkiet wszedł McConnell, który jednak w ciągu pierwszej minuty zdążył załapać kompletnie niepotrzebny faul i stratę. Sixers w drugiej kwarcie zdobyli tylko 13 punktów przy 34 Cavaliers i przegrywali 38-55 podczas przerwy.

W drugiej połowie Cavaliers byli po prostu zespołem lepszym, zdobywali punkty a przewodził im nie kto inny jak LeBron James. W połowie trzeciej kwarty prowadzili już 29 punktami. Sixers mieli ledwie 27 – procentową skuteczność rzutów z gry, co nie mogło oczywiście dawać jakiegokolwiek dobrego wyniku. W pewnym momencie parę trójek trafił wreszcie Hollis Thompson, dobrze zagrał Sampson, pierwsze punkty zdobył Grant, co zmniejszyło stratę Szóstek do 19 punktów. Gospodarze jednak nadal byli poza zasięgiem Filadelfijczyków. Rozszalał się Matthew Dellavedova, który trafiał zarówno z obwodu, jak i spod kosza. Kevin Love również grał odważnie i agresywnie pomimo początkowego problemu z faulami. W międzyczasie za dyskusje faulem technicznym został ukarany trener gospodarzy David Blatt. Trzecia kwarta dla Cavaliers: 33-22. Czwarta część gry była już spokojna grą bez większych emocji, Sixers nie byli w stanie nawiązać walki z gospodarzami i przegrali 108-86.

Drużyna Philadelphii 76ers nie miała dziś żadnego wyróżniającego się gracza. W statystykach nieźle wypadł Noel (15 punktów, 12 zbiórek) jednak w obronie był raczej mało przydatny. Jeśli już szukać plusów wśród zawodników Sixers to był to na pewno rezerwowy JaKarr Sampson (10 punktów, 7 zbiórek, kilka efektownych akcji). T.J. McConnell zdobył również 10 punktów, miał 5 zbiórek i 3 asysty w 15 minut gry z ławki, jednak brakowało mu błysku, którym potrafił już w tym sezonie zadziwiać. Na duży minus zasłużyli natomiast: Covington, Canaan i Stauskas. Ten ostatni w ciągu ostatnich 3 spotkań pojawia się zresztą na średnio 11 minut a w ciągu nich nie oddał ani jednego rzutu. Sixers mają bilans 1-28 a najbliższy mecz grają w nocy z wtorku na środę z Memphis Grizzlies (15-14) na własnej hali w Filadelfii.