Mecz z Knicks zapowiadał się bardzo ciekawie z powodu pojedynku dwóch debiutantów – Jahlila Okafora z Kristapsem Porzingisem. Łotysz nie miał jednak łatwej gry od samego początku. Najpierw w pierwszej kwarcie życie utrudniał mu świetnie broniący i bardzo aktywny Nerlens Noel, następnie w drugiej Okafor ogrywał go jak chciał, jeśli nie szybkością, to fizycznie. Porzingis nic nie zdziałał, poza blokowaniem wchodzącego ślepo na kosz Wrotena. Mimo to Knicks byli wyraźnie górą. Prowadzenie zdobyte po kilku minutach pierwszej kwarty powiększali z minuty na minutę, żeby wyjść do szatni  z 21 punktami przewagi. Sixers grali na niezłej skuteczności z gry, ale zgubiły ich rzuty wolne (tylko 4/12 przy 16/20 rywali) oraz pudła zza linii rzutów za trzy (tylko 2/13). We znaki także dały się straty, w których przewodził Wroten (aż 4 w pierwszej połowie).

W tym sezonie Sixers zazwyczaj byli górą w pierwszych połowach, by przegrywać drugie i w rezultacie całe mecze. Dlatego mieliśmy nadzieje, że przegrywając wyraźnie z Knicks po dwóch pierwszych kwartach, po powrocie z przerwy wyciągną wnioski i przejmą kontrolę nad meczem. Nic z tych rzeczy. W trzeciej kwarcie, mimo remisu po 24, filadelfijczycy grali fatalnie. Rozgrywanie Marshalla i Wrotena sprawiło, że było można zatęsknić za McConnellem, a nieudane akcje i słabe rzuty Covingtona wołały o pomstę do nieba. Dopiero w czwartej odsłonie, kiedy było już po meczu, filadelfijczycy zdołali odrobić trochę punktów.

Jahlil Okafor uzbierał 20 punktów i 5 zbiórek dla pokonanych. Bardzo słabo wypadli Covington (3 punkty, 4 faule), Wroten (15 punktów, 3 asysty, 7 strat) i Marshall (2 punkty, 3 asysty). Knicks do zwycięstwa poprowadzili Afflalo (22 punkty, 7 zbiórek) i Anthony (16 punktów, 4 asysty). Porzingis zdobył 8 punktów, 4 zbiórki i 3 bloki.