Bardzo ciężki mecz zgotowali wczoraj rywalowi gracze z Philadelphii. Oglądanie pierwszej połowy nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy, ale w drugiej spotkanie stało się bardziej ciekawe i zacięte. Cavaliers utrzymywali przez większość czasu nieznaczną przewagę, ale po 2.20 minuty czwartej kwarty Sixers wreszcie wyrównali na 78-78 po rzucie Simsa.

Jednak przez pozostałą część spotkania, zwłaszcza w finałowych minutach, oba zespoły wyglądały jakby robiły wszystko, żeby tylko przegrać. Wynik spotkania ustalił się po trójce Covingtona na 3.57 minuty przed ostatnią syreną. Przez resztę czasu żaden z zespołów nie potrafił zdobyć punktu (pudła na 11 oddanych rzutów obu stron!) lub tracił piłki. Sixers mieli wiele szans, ale po dwa rzuty wolne spudłowali Grant i Covington (!), dwukrotnie za trzy rzucał bez obrońcy Smith. Szansę na odmienienie losów spotkania miał jeszcze Noel, który w ostatniej akcji spod kosza chybił potencjalnego game winnera, chociaż trzeba przyznać, że on akurat rzucał w trudnej sytuacji naprzeciwko dwójce obrońców.

Po raz pierwszy jako starter wyszedł Furkan Aldemir (11 punktów, 10 zbiórek), który ma ponoć grać obok Nerlensa Noela (8 punktów, 11 zbiórek, 2 przechwyty) już do końca sezonu. W wyjściowej piątce także Jerlami Grant, którego statystyki nie zachwycają (2 punkty i 2 zbiórki w 21 minut), ale który miał pilnować LeBrona Jamesa i z tego zadania wywiazał się (LBJ rzucił 20 punktów na skuteczności 8/24 i przez wiele minut był niewidoczny). Najlepszym strzelcem okazał się Covington (19 punktów, 4 zbiórki), którego jednak rzuty wolne w koncówce kosztowały Sixers mecz. Dosyć dobrze zagrał Sampson (9 punktów, 3 zbiórki), który odważnie i skutecznie wkręcał się pod kosz. Ish Smith na swoim poziomie z dorobkiem 11 punktów i 7 asyst.