Co nas czeka do końca sezonu?

Do końca sezonu 2019/20 pozostało zaledwie 18 spotkań, a Sixers z bilansem 38-26 zajmują szóstą pozycję na Wschodzie. Czy uda im się po raz trzeci z rzędu przekroczyć magiczną granicę 50 zwycięstw? Czy zdobędą przewagę własnego parkietu na play-offs? Szczerze wątpię w obie te rzeczy.

Sixers są dziwni. Obejrzyj ich mecz złej nocy to odniesiesz wrażenie, że ich formuła się wyczerpała; brakuje strzelców, punktów z ławki, a z połączenia Joela Embiida i Bena Simmonsa wyszedł dziwaczny twór. Ale obejrzyj ich innej nocy i będziesz myślał, że oni pokonają każdego. Już teraz wygrali przynajmniej jeden raz z Milwaukee Bucks, Los Angeles Lakers, Los Angeles Clippers i Boston Celtics.

Czy ktoś by się zdziwił, jakby Phila zanotowała teraz dwucyfrową liczbę kolejnych zwycięstw? Nikt nie ma łatwiejszego terminarza do końca rozgrywek. Ale z drugiej strony czy ktoś by się zdziwił, jeśli Phila przegrywałaby teraz na wyjeździe jeden łatwy mecz za drugim? (fragment tekstu Zacha Buckley’a z Bleacher Report).

Sixers u siebie mają najlepszy w lidze bilans 28-2, ale z wynikiem 10-24 w obcych halach są pod względem przegranych najgorszym zespołem z tych, które będą grały w play-offs. Co więcej, od 1955 roku (!) nie było drużyny z większą różnicą w bilansach w domu i na wyjeździe!

Jeśli Brettowi Brownowi marzy się kolejny sezon +50, z czego wcześniej był tak dumny, to musi wygrać 12 z 18 pozostałych gier. To daje procentowy bilans wygranych 66%, a więc znacząco lepszy od obecnego 59.4%.

Siedem z tych meczów to spotkania wyjazdowe, a więc zakładając trochę mało realistycznie, że Sixers nie przegrają już u siebie, to i tak muszą wygrać przynajmniej raz na wyjeździe. Nie zapomnijmy jednak, że o ile kontuzjowani Joel Embiid i Josh Richardson najprawdopodobniej wrócą w tym tygodniu, to Bena Simmonsa możemy równie dobrze nie zobaczyć do końca sezonu. To ogromne osłabienie.

Ważniejsze od końcowego bilansu będzie oczywiście wywalczenie przewagi własnego parkietu na rozgrywki posezonowe. Sixers mają tylko porażkę więcej od okupujących piątą pozycję Pacers, z którymi najpewniej będą rywalizować do końca sezonu regularnego. W obliczu kontuzji Simmonsa nie widzę jednak szans w dogonieniu Miami Heat (2.5 punktu straty), w związku z czym czeka nas awans z piątego lub szóstego miejsca.

Brak przewagi własnego parkietu oznacza, że w pierwszej rundzie Sixers muszą być niepokonani u siebie i wygrać przynajmniej raz w obcej hali. Jeśli awansują z piątej pozycji, czeka ich najpewniej starcie z Heat (27-4 u siebie, najlepszy bilans po Sixers i Bucks). Awansując z szóstej, spotkają się na chwilę obecną z Celtics (23-8 u siebie i trener Brad Stevens, który doskonale wie, jak wykorzystać słabości Sixers).

Sixers nie będą faworytem w obu przypadkach. Gorszy bilans niż przed rokiem i odpadnięcie już w pierwszej rundzie powinno oznaczać to, czego wszyscy chcemy od dawna – zwolnienie Bretta Browna. Ponowne odpadnięcie w drugiej rundzie daje zresztą Brownowi niewiele większe szanse na zachowanie posady. Szkoda jednak tak głupio zmarnowanego sezonu. “Okienko na zdobycie mistrzostwa”, o którym mówił Elton Brand, nie będzie wiecznie otwarte.