Joel Embiid

Joel Embiid opuścił bańkę w Orlando i udał się na pobliski Przylądek Canaveral na Florydzie do siedziby NASA, żeby… Nie, tylko żartuję. Chodzi o wypowiedź Embiida po wygranym meczu przeciwko Washington Wizards, kiedy center Sixers powiedział:

Czuję się jakbym był w kosmosie i mógł stamtąd dyktować grę jak mi się podoba i robić, co tylko zechcę. Zarówno, jeśli trzeba być najlepszym obrońcą na parkiecie, jak gdy trzeba być najlepszym graczem ofensywnym.

Można zarzucać Kameruńczykowi brak skromności, ale jeśli spojrzy się na jego statystyki z trzech rozegranych spotkań w Orlando, to rzeczywiście robią one wrażenie: 32.7 ppg, 13.7 rpg, 4.0 apg, 1.7 bpg, 1.7 apg i ponad 58% skuteczności z gry w 32.7 minuty na parkiecie.

Kto oglądał te mecze wie, że nie chodzi już nawet o same cyferki. Embiid naprawdę wygląda, jakby ćwiczył nad sobą i był w doskonałej formie fizycznej. Gra mądrzej, jest bardziej opanowany, często wykorzystuje swoje warunki fizyczne i znacznie lepiej radzi sobie przy podwojeniach.

Trudno wyciągać daleko idące wnioski po zaledwie trzech spotkaniach, trzeba też zauważyć, że Joel nie grał jeszcze przeciwko trudniejszym przeciwnikom ze swojej pozycji. Jednak kiedy Sixers nas rozczarowują od samego początku, a wszystkie obietnice zespołu okazują się być dalekie od prawdy, to pozostaje nam chociaż radość z gry Embiida, który nie kłamał na temat swojego przygotowania do wznowienia sezonu. Pod nieobecność kontuzjowanego Simmonsa niech zostanie on w kosmosie jak najdłużej!

Oto pełna wypowiedź dla Sereny Winters: