Niestety 76ers po raz kolejny nie udało się wygrać. Szansa na to jednak była spora, mecz był wyrównany i obfitował w walkę. Sixers spisali się naprawdę dobrze grając po raz drugi bez czwórki graczy (Noela, Okafora, Stauskasa i Marshalla). Mimo dobrej formy zespołu z Miami, zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki, jednak opanowanie i doświadczenie Heat a zwłaszcza Wade’a dało w końcówkę wygraną gospodarzom.

W pierwszej kwarcie ważne punkty zdobywał Landry (10), w drugiej dobrze grali Canaan i Smith. Na przerwie po pierwszej połowie postawa Sixers dała dwupunktowe prowadzenie: 49-47. Trzecia kwarta nieznacznie dla Heat i na tablicy mieliśmy remis: 69-69. Pierwsze dwie minuty ostatniej części gry dały najwyższe w meczu (sześciopunktowe) prowadzenie Szóstkom a spory udział miał w tym Robert Covington. Jeszcze na pięć minut do końca Sixers prowadzili (87-85), po raz kolejny jednak siły w gospodarzy tchnął Dwayne Wade, który praktycznie tylko swoją grą w ostatnich minutach dał Miami zwycięstwo.

Dla Sixers najlepiej zagrali: Ish Smith (21 punktów, 75% skuteczności z gry), Carl Landry (18 punktów, rekord sezonu, 50% skuteczności z gry) oraz wchodzący z ławki Isaiah Canaan (17 punktów w tym cztery trójki).

Następne spotkanie rozpocznie serię trzech z rzędu we własnej hali. Będzie to pojedynek z walczącymi o playoffy Houston Rockets a odbędzie się o godzinie 1:00 w nocy z środy na czwartek.