Zespół gospodarzy musiał radzić sobie bez czterech graczy (w tym aż trzech z wyjściowej piątki) – Noela, Okafora, Stauskasa i Marshalla; kolejnych dwóch miało ograniczone minuty – McConnell i Thompson. Trudno wobec tego było się spodziewać walki o zwycięstwo. Sixers jednak taką walkę podjęli, tradycyjnie już w trzeciej kwarcie wyszli nawet na prowadzenie. Ostatecznie jednak górą był zespół z Florydy, który wygrał dziesięcioma punktami.

Wobec plagi kontuzji trener Brown do startu desygnował następującą piątkę: Smith, Thompson, Covington, Grant, Landry. Heat znani ze swojej świetnej defensywy szybko objęli prowadzenie i po niecałych pięciu minutach było już 20-4. Patrząc na skład Szóstek szykował się prawdziwy blowout. Na szczęście dobrze zaczęli grać Smith i Holmes, do tego ważne minuty dał debiutujący w tym sezonie na parkiecie Elton Brand. Pierwszą kwartę Filadelfijczycy przegrali 40-29, w drugiej jednak gra się wyrównała i Sixers wygrali tę część punktem. Tracili więc po pierwszej połowie tylko 10 oczek do Heat.

Podobnie jak w poprzednich trzech spotkaniach, Sixers zdobyli się na kilka minut dużo lepszej gry od rywali w trzeciej kwarcie. Poprowadziło ich to do serii punktowej 21-6 i dało jedyne prowadzenie w całym meczu: 72-69. Podrażnieni goście, napędzani przez Dwayne’a Wade’a odpowiedzieli serią 15-5 i do końca meczu nie dali się już zbliżyć gospodarzom na mniej niż 5 punktów.

Sixers zaliczyli zaledwie 37,9% skuteczności rzutów z gry. Najlepiej wypadli: Ish Smith (26 punktów) i Robert Covington (25 punktów, w tym 4 trójki). Holmes zdobył 13 punktów i zebrał 8 piłek (rekord kariery). Elton Brand w sezonowym debiucie trafił 3 z 6 rzutów oraz 2 osobiste, miał też 4 zbiórki.

Rewanż z Heat w Miami o północy z niedzieli na poniedziałek.